Podsumowanie roku 2014!

Kończy się 2014 rok! Wiele osób szykuje się na domówki, bale sylwestrowe, imprezy pod chmurką. Jeszcze inni wybierają noworoczne spektakle teatralne czy maratony filmowe w kinach. Niektórzy spędzają sylwestra w samotności przed komputerem czy telewizorem. Inni spędzają noc sylwestrową w pracy lub podczas służby… Jeszcze inni samotnie w szpitalu, domach opieki czy noclegowniach. Pamiętajmy o samotnych czy pełniących służbę. Gdy spotkasz policjanta, lekarza czy pracownika stacji benzynowej powiedz mu po północy Szczęśliwego Nowego Roku, bo to tez jest człowiek!

Niewątpliwie mijający rok był dla mnie przeplatanką dobrych i złych wydarzeń, które wpłynęły na moje życie. Z całą pewnością największym sukcesem roku 2014 było obronienie się na Politechnice Warszawskiej i uzyskanie tytułu magistra oraz zaliczenie różnic programowych pierwszego semestru studiów stacjonarnych. Różnice te wynikały z prawie trzy miesięcznej nieobecności na uczelni. Dodatkowo jeśli chodzi o ścieżkę edukacyjną to otrzymanie oceny dobrej plus z prawa budowlanego, również było niezłym wyczynem!

Oczywiście mijający rok był rokiem pewnych rocznic i wspomnień po osobach które się kochało. Był to pierwszy rok po rozstaniu z Pawłem S. o którym wspominałem. Również ten rok to drugi rok po tym jak powiedziałem swojej matce o tym, że jestem osobą odmiennej orientacji seksualnej.

W mijającym roku udało mi się podjąć zatrudnienie w jednej z dużych instytucji finansowych. Co prawda nie trwało one długo, ale zawsze to zdobycie jakiejś dodatkowej praktyki. Również rozwinięta współpraca z jedną z Warszawskich firm marketingowych oraz realizacja prawie wszystkich zleceń w firmie na poziomie zadowalającym klienta był sukcesem tego roku.

Niestety mijający rok pozostawił po sobie wiele nieprzespanych nocy, wypłakanych łez. Były one wynikiem nieudanych relacji z mężczyznami. Ponownie wracam do wspomnienia o Przemysławie, które był największym rozczarowaniem mijającego roku. Praktycznie moje uczucie do niego wygasło, ale niesmak pozostał. Dodatkowo jeśli chodzi o spotkania z osobami tej samej płci, to mogę powiedzieć – jedna wielka lipa… większość odmawiała spotkań, albo się na nie nie wstawiała. Jednak pozostały w mojej pamięci pewne osoby m.in. D, P czy P.G. Wynika to z faktu, że nie odmówiły spotkania, zawsze były na czas, nigdy nie chciały seksu i mimo wszelkich przeszkód te znajomości przetrwały dłużej, przy czym oczywiście w mniejszym lub większym stopniu kontaktu.

Zostały tez zweryfikowane w tym roku pewne znajomości z niektórymi osobami m.in. z Pawłem M. który bez słowa odszedł i pozostawił mnie samemu sobie, nie wiem dlaczego…

Wyciągnąłem też wnioski ze swojego postępowania i przeprosiłem za nie pewne osoby. Tylko dwie przyjęły przeprosiny i dały jakąś odpowiedź… Niestety jedna z najważniejszych kobiet w moim życiu, która jest wspaniałą matką dwojga nieswoich ale niesamowitych dzieci tego nie zrobiła. Jednak miała do tego prawo, zwyczajnie zawiniłem w stosunku do niej najmocniej i za co starałem się przeprosić.

Mijający rok to tez rok w którym odważyłem się trochę naprawić swoją osobę poprzez m.in. zapisanie się do psychologa. Decyzja ta powinna być podjęta zdecydowanie wcześniej – już w 2011 roku!

Był to również kolejny rok ujawnienia się przed osobami, które nie podejrzewały mnie o mój homoseksualizm. Małgorzata, Weronika, Agata czy Marysia… Każda z tych osób przyjęła tą informację dość pozytywnie i co najważniejsze bez zmiany nastawienia do mojej osoby! Za co serdecznie chciałbym z tego miejsca podziękować.

Ten rok, to również rok „zrodzenia” się bloga BezpiecznyGay! Który trochę osób odwiedza i czyta ;)

Nowy Rok 2015 nie wiem jednak jaki będzie dla mnie… osobiście nie stawiam sobie jakiś przyrzeczeń noworocznych i celów. Właściwie nie wiem co będzie po studiach, które kończą mi się w zbliżającym roku. Nie widzę siebie w perspektywie dłuższej niż 6-7 miesięcy – czyli tyle ile pozostało mi zajęć na uczelni w Siedlcach. Będzie to zapewne ciężki rok, być może ostatni, a być może pierwszy od wielu, który będzie naprawdę szczęśliwy!

Jaki mam plan na Sylwestra? Właściwie to go nie obchodzę… Sam w to nie wierzę, ale wysiadam z pociągu na Warszawie Śródmieście – przed północą powinienem wrócić do domu.

Zaufanie jako gwarancja dobrego samopoczucia

Bardzo wiele razy słyszymy od kogoś „zaufaj mi…”. Czym jest zaufanie?, I czy bez zaufania można zbudować związek?, Czy trudno jest zaufać? Dziś na te trzy pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

W poprzednim swoim wpisie poruszyłem temat biseksualistów. Jak pewnie pamiętacie – nie darzę takich osób zaufaniem. Bo na zaufanie trzeba sobie zapracować, zasłużyć i dać takie świadectwo, które będzie jego gwarantem. Zaufanie dla mnie jest tym, że wierzę w drugą osobę, że mnie nie opuści, nie zdradzi, nie okłamie i będzie wobec mnie szczera. Dla mnie właśnie chwila zbliżenia się z kimś w sposób seksualny jest wtedy gdy komuś całkowicie zaufam.

Niewątpliwie ciężko jest zbudować związek bez zaufania. Jednak by mieć zaufanie do drugiej osoby, potrzeba dużo czasu, którego jednoznacznie nie da się określić. Mogą być to dni, tygodnie, lata, a nawet całe życie. Bardzo jestem zdumiony osobami heteroseksualnymi, które wstępują w związek małżeński, bo to jest dowód zaufania. W świecie osób homoseksualnych ciężko jest zbudować stałą relację, bo wymaga ona wiele pracy i poświęceń.

Trudno jest zaufać… Jeszcze trudniej jest zaufać, jeśli ktoś to zaufanie kiedykolwiek naruszył. Przeszłość niewątpliwie odciska swoje pięto na przyszłości, jak też na zaufaniu do drugiej osoby. Zawsze pojawiają się wtedy pytania, które są bardzo męczące. Byłbym bardzo szczęśliwym człowiekiem, gdybym mógł komuś zaufać tak jak ufałem kilka lat temu…

Trzeba być zdecydowanym, czyli biseksualizm…

Środowisko LGBT podzielone jest na lesbijki, gejów, biseksualistów i osoby transseksualne. Dziś chciałbym podzielić się z Wami swoją opinią o osobach biseksualnych. W odróżnieniu od lesbijek i transseksualistów – których właściwie nie znam, poznałem kilka osób biseksualnych. Część z nich znam tylko w świecie wirtualnych, a kilka w realnym. Odniosłem wrażenie, że są to osoby bardzo różne i tak samo różnie postępujące.

Moje doświadczenie z osobami o tej orientacji seksualnej nie jest jak wspomniałem na początku bardzo duże. Jednak mój stosunek do osób o tej orientacji jest raczej negatywny. Wynika to z faktu poznania kilku osób, które pozostawiły po sobie niesmak. Zdecydowanie trzeba się zadeklarować i nie żyć w zakłamaniu wobec innych…

Wiele razy „spotkałem się” na Fellow z osobami biseksualnymi. Niektórzy byli w związku z kobietą, chcieli spróbować jak to jest potrzymać penisa w rękach czy ustach. Inni natomiast chcieli zwyczajnie się przespać z facetem, bo w przyszłości planują mieć dzieci, żonę i rodzinę, a teraz są młodzi to mają do tego prawo by się „wyszaleć”. Ostatni przykład, to przykład pewnego Czarka, który nomen omen jest bratem mojego kolegi z gimnazjum.

Niektórzy swój cel na portalu gejowskim ukrywali inni mówili wprost czego szukają. Jeszcze inni twierdzili, że są homoseksualni ale potem zmieniali zdanie. Często w jednym tygodniu potrafili zmienić swoją orientację od homo do hetero włącznie.

Pod koniec listopada/początku grudnia nawiązałem kontakt poprzez Fellow z trochę młodszym ode mnie studentem z Białej Podlaskiej. Po kilku wiadomościach okazało się, że jest osobą biseksualną. Jednak z początku był na tyle rozumny, że stwierdziłem, że nie warto go przekreślać tylko przez to, że jest biseksualny. Wszystko by było dobrze gdyby nie to, że nagle pochwalił się iż puknął swoją koleżankę z którą jest w związku. Oczywiście dla mnie było to żenujące i ta znajomość w tym momencie się zakończyła. Wynika to nie z kłamstwa „że jestem wolny”, ale tylko i wyłącznie z powodu, że krzywdzi tą dziewczynę. Tego nie jestem w stanie zaakceptować. Właściwie był to kolejny przykład budzący we mnie niechęć w stosunku do biseksualistów, którzy mają u mnie czerwoną kartkę.

Mam jednak radę dla biseksualistów, którzy będąc z mężczyzną, zaczną zdradzać i szukać szczęścia u innych kobiet: Nie zdradzajcie faceta z wdowami. Bo u wdowy zawsze będziecie za niewolnika… tam trzeba pieścić za siebie i za nieboszczyka…

Wskaż mi drogę, którą mam iść!

Zapomniałem, jak to jest być uśmiechniętym i szczęśliwym. Choć w tym roku doznałem troszeczkę szczęścia, ciepła oraz zainteresowania od innych osób, zaś u jego schyłku mogłem uczestniczyć więcej niż ostatno w życiu kulturalnym to jednak nie wiem co dalej… Czy możesz mi wskazać drogę?

Moja droga jest jak każdego innego człowieka – kręta i nieznana. Przez prawie prawie 25 lat żyję na tej ziemi, a w ostatnich 4 latach walczyłem o to by żyć. Nadal idę autostradą życia, ale czuję, że powoli nadchodzi jej kres. Wracam do domu, kładę się i patrzę w sufit swojego pokoju, oczekując na sygnał dźwiękowy telefonu. Sygnał z jakąś dobrą wiadomością, bądź zwykłym zaproszeniem wyjścia na miasto. A gdy się pojawia, zazwyczaj jest to wiadomość, która nic nie wnosi.

Wiem, że powiecie – sam może się postaraj o to by gdzieś się wkręcić. Oczywiście, próbuję. Jednak na dziesięć prób, tylko jedna ma swój zamierzony efekt. Dodatkowo tego co najbardziej pragnę – nie otrzymuję. Wynika to z faktu, że są ważniejsze rzeczy niż ja, choć w niektórych sytuacjach tak być nie powinno. Pamiętam jak prosiłem swojego chłopaka, by pojechać do Torunia. Początkowo zastawiał się brakiem funduszy na taki wyjazd. Gdy jednak zaproponowałem pożyczkę lub powiedziałem, że wykupienie hotelu dla dwóch osób wychodzi praktycznie tyle samo co dla jednej i mogę za to zapłacić, bo nigdy bardzo rzadko bywam na urlopie, powiedział mi „to znajdź kogoś sobie”. Podobnie było z nocą z 31 grudnia 2012 na 1 stycznia 2013 – dowiedziałem się, że nie ma z kim jej spędzić, choć oficjalnie był ze mną.

Siedlce to mała miejscowość lubiąca plotki. Dlatego się dowiedziałem o tym wszystkim co mówił Paweł. Świetnym przykładem plotek jest dzisiejsza wiadomość na Fellow. Nadawcą był/a „dupeczka85″ – nie przejąłem się, bo nie ma kim się przejmować, a treść jej to:

Mowili ze kazdy cie mial

Odpisałem „okey, dzięki za cenne informację”. Bo właściwie nie pamiętam by jakaś „dupeczka” mnie miała, więc nie każdy. Właściwie nie wielu mnie miało, a nawet więcej – nikt! Bo jak można mieć człowieka?

Tak więc… chodzę bez celu, oglądam sufit, zasypiam nad ranem, czasami wychodzę z domu… Tak wygląda ostatnio moje życie. Jednak nie jest to życie o którym pisze się piosenki, wiersze, książki czy poradniki. Jest to życie, dla którego nie warto jest walczyć.

Podasz mi rękę i wskażesz odpowiednią drogę?

„Bóg, Honor, Ojczyzna” – Część 3

Kłaniam się przed Polsko mój kochany kraju… którego nie opuszczę i zostanę pochowany w jego zmieni. Ojczyzno ma…

Tyle razy pragnęłaś wolności,
Tyle razy gnębił cię kat,
Ale zawsze czynił to obcy,
A dziś brata zabija brat!

Czym jest dla mnie Ojczyzna? Czymś ważnym, czymś co mimo wszystko kocham. Tak może to dziwne w dzisiejszych czasach, ale jestem patriotą. Patriotyzm moi drodzy to nie jest już oddawanie życia za swój kraj, za swoją Ojczyznę. Kocham polskie symbole narodowe, bardzo mi się podobają i odnoszę się do nich z szacunkiem. Uwielbiam naszą biało-czerwoną flagę, nasze piękne godło i chwytającego za serce Mazurka Dąbrowskiego.

To jest tylko cząstka tego co można nazwać patriotyzmem, patriotyzm to też zwykłe czynności dnia codziennego. Na przestrzeni lat pojęcie patriotyzmu uległo ewaluacji, zmianie i właściwie każda jego definicja pewnie by była trafna.

Kiedyś podczas zajęć na Uniwersytecie zacząłem wymianę poglądu na temat zarobków i pobytu w Polsce z jednym ze słuchaczy w mojej grupie wykładowej. Wyszedł wykrzykując, że każę mu się wynieść z kraju lub zakładać własną firmę. No tak, to prawda! Jednak z jego rozumowania wynikało, że ówczesny Prezes Rady Ministrów – D. Tusk powinien wszystkim dać po 3000 zł netto na rękę. Zacząłem się śmiać, że on by chciał tylko leżeć i dostać gotowe, nie pracując. Podałem swój przykład jako osoby, która czasami zarabia tyle na rękę i dostał wścieklizny, ale tylko dlatego, że mi się udało, a jemu nie. Czemu mu się nie udało? Bo nie robił nic w tym kierunku, a w Polsce jedynie co można dostać za darmo to wpier… Sytuacji tej przyglądał się doktor i zwrócił uwagę podczas przerwy, dlaczego kolega strzelił na mnie focha. Gdy mu opowiedziałem, ten przyznał mi rację – że jeżeli komuś się nie podoba, to niech wyjeżdża.

Jak widać, można w tej naszej Polsce żyć normalnie jeśli się tylko chce. Jedynie kto nam może przeszkodzić to inni ludzie, wierzący w Boga, Honor i Ojczyznę. Jednak często ta (nie)wiara i zwykła zazdrość jest tak silna, że dążąc do swoich celów – niszczymy inne osoby.

Tak więc czy można wierzyć w Boga, mieć Honor i być Patriotą, skoro niszczy się inne bliskie nam osoby tylko po to by osiągnąć swój cel?

„Bóg, Honor, Ojczyzna” – Część 2

W życiu mimo wszystko trzeba kierować się honorem pomimo tego, że często jest on przez innych uważany za coś negatywnego. Zauważyłem, że ludzie którzy mają swój honor są odbierani za wariatów. Nagminne jest to w środowisku LGBT. Ja nie odbieram honoru jako czegoś negatywnego wręcz przeciwnie. Jeśli ma się swój honor i zgodnie z nim się postępuje, to jest się lepszym człowiekiem.

Trzeba wymieniać się poglądami i zasadami z innymi ludźmi. Wymiana ma na celu znalezienie wspólnego odniesienia do spraw ważnych, spraw honorowych. Niektórzy jednak wolą urwać rozmowę na temat pewnych zasad i wartości, mówiąc…

Jaki Ty biedny … i miłej zabawy w zmienianie świata.

Nie mam zamiaru zmieniać świata w żaden sposób, bo po co? Nie da się zmienić świata i nie da się zmienić utrwalonych w psychice zasad oraz poglądów. Można jedynie próbować łączyć dwie skrajne zasady, czy dwa skrajne poglądy i odszukiwać wspólnego porozumienia i celu. Swoją drogą właśnie podczas pisania tego tekstu otrzymałem wiadomość, która właściwie zakończyła korespondencję na temat właśnie pewnych zasad i wartości oraz dwulicowości jednego człowieka. Nie wyjaśnił dlaczego tak postępuje, tylko zaczął od ataku i zakończył rozmowę pisząc jedno ciekawe zdanie:

Wybacz ale mam ciekawsze życzy do robienia niż korespondencja z Tobą.

Mam nadzieję, że te „ciekawsze życzy” są rzeczowe i faktycznie bardziej inspirujące. Jednak mimo wszystko życzę powodzenia w szukaniu seksu i udawaniu, że go się nie szuka. Szanuje Twój wybór, aczkolwiek nie rozumiem postępowania.

Ja właśnie staram się żyć według zasad, które są dla mnie właśnie honorowe. Większość uważa, że zasada „nie uprawiam seksu z przyjacielem bądź znajomym” jest zła. Dla mnie jest dobra, bo czym się różni uprawianie seksu z przyjacielem od osoby nieznanej? Chyba niczym, to tylko zwykłe tłumaczenie. Tłumaczenie mające na celu omamić ciemny naród, który by przypadkiem nie pomyślał że jest się charytatywną prostytutką. Uważam, że trzeba być człowiekiem pozbawionym wartości i honoru, aby uprawiać seks dla samej przyjemności w sposób mechaniczny – bez uczuć. Więcej honoru ma prostytutka przy drodze, po przynajmniej zna swoją wartość i ma jakiś „cennik”.

Właśnie ja mam zasadę, że nie uprawiam seksu jeśli do kogoś nie czuje czegoś więcej niż zwykłego pożądania. I jeśli ktoś mnie nazwie przez to kimś mało interesującym, to w pewnym sensie narusza mój honor, bo nie używa przy tym żadnego silnego argumentu. Podobnie jest z tymi co ukrywają swoje prawdziwe zamiary wobec drugiego człowieka.

Wobec takich ludzi jestem bezwzględny i nie ma dla takich podmiotów żadnego środka łagodzącego… Bo trzeba mieć swój honor… a jeśli ktoś szuka seksu to niech poszuka sobie kogoś brzydszego i głupszego ode mnie, ewentualnie odwrotnie… Jeśli natomiast z wyborem jest naprawdę źle, to bierze się pierwsze lepsze wkładając torbę na łeb i za Ojczyznę!

„Bóg, Honor, Ojczyzna” – Część 1

Dziś chrześcijanie usiądą do wigilijnego stołu i będą oczekiwać na Bożego Narodzenie. Osobiście nie lubię świąt i chrześcijaninem się już nie poczuwam. Siadam do wigilijnego stołu ze względu na spokój, którego bym nie miał jakbym zrobił inaczej. Nie czuję magii świąt i mimo rodziny jestem w te dni bardzo samotny… Ostatnio zauważam, że większość obchodzi święta dla samej idei obchodzenia – i to jest bardzo smutne. 

Jaki jest mój stosunek do Boga zapytacie? To akurat jest bardzo ciekawe, ponieważ zaraz po liceum byłem namawiany przez matkę oraz sąsiada bym poszedł do seminarium duchownego, ponieważ wg nich byłbym dobrym księdzem. Tym bardziej, że ogólnie wtedy byłem osobą praktykującą, chodzącą do spowiedzi i przyjmującą sakramenty. Nie byłem wtedy również „splamiony homoseksualizmem”. Oddałbym swoje życie Bogu.

Myślałem nad tym poważnie i wiedziałem, że musiałbym zrezygnować z wielu rzeczy m.in. z poszukiwania szczęścia w miłości do drugiego człowieka. Pewnie gdybym podjął ten krok i poszedł do seminarium to moje życie by było całkowicie inne i latałbym w sukience po ulicy. Mimo to nie zdecydowałem się na pójście do seminarium, bo po prostu – nie te organy mi zagrały.

Stosunek do religii oraz Boga ulegał na przestrzeni lat ciągłym zmianom. Właściwie punktem kulminacyjnym wszystkiego był 8 marca 2012 roku – mój Coming Out… po którym stwierdziłem, że jako homoseksualista nie mogę być dobrym chrześcijaninem. Skoro nauka Kościoła potępia obcowanie płciowe pomiędzy mężczyznami to na mnie po prostu nie ma miejsca w tej nauce. Nie kwestionuję istnienia Boga, ale też go nie potwierdzam. Często leżąc w łóżku prosiłem go przez łzy, by mnie w końcu zabrał z tego świata – nie posłuchał…

Tym artykułem rozpoczynam cykl p.t. „Bóg, Honor, Ojczyzna” specjalnie na życzenie jednego z czytelników. Kolejne dwa artykuły pojawią się tuż po godz. 9:00 w ciągu kolejnych dwóch dni (25, 26 grudnia) – zachęcam do odwiedzin.

A jakim prawem Ty możesz zwracać mi uwagę?

Czuję się bardzo nienasycony poprzednim wpisem o poczuciu bezpieczeństwa i pragnieniu miłości. Nie mogę spać choć pewnie jak skończę pisać będzie ok. 4:00 nad ranem. Wszystko przez kaszel, wspomnienia i brak planów na kolejne dni. Ten wpis będzie właściwie poświęcony odpowiedziom na zadane mi ostatnio pytania, ale też chwilą refleksji nad tym dlaczego tworzę ten blog.

Pisanie dla mnie bloga jest czynnością bardzo potrzebną i mi pomagającą zebrać myśli i je wykrzyczeć na zewnątrz. Robię to pierwszy raz i póki co mam w głowie milion tematów, które będę poruszać i nie zamierzam przestać – no chyba, że z przyczyn naturalnych. Piszę go po to, by może wskazać drogę innym do dzielenia się wyrozumiałością, empatią wobec drugiej osoby, a nie zwykłym pożądaniem i chęcią spełnienia swoich seksualnych zachcianek.

Na samym początku chciałbym wrócić trochę wstecz – dokładnie do momentu gdy opublikowałem swój drugi tekst „Siedlecki wymiar sprawiedliwości gejowskiej…„. Zastanawiałem się jak idzie dokonywanie samosądu przez bohatera tego tekstu. Po zadaniu mu pytania i wymianie kilku słów otrzymałem wiadomość:

Całego świata nie zbawisz, ani całego zła nie stłamsisz… Mogę robić co mi się zachce, nie muszę się kierować zdrowym rozsądkiem, gdy mnie raniono się tym nie kierowano, a w dodatku i tak mało kto się tym kieruje kiedykolwiek…

Oczywiście ten młody człowiek ma rację co do tego, że świata nie zbawię i zła nie stłamszę. Nie mam takiej mocy by to uczynić, a także nie istnieje nawet taka siła. Jednak chciałbym tutaj poświęcić chwilę czasu nad dalszą częścią wiadomości, która jednoznacznie pokazuje brak racjonalności w działaniu wymiaru niesprawiedliwej kary wobec innych. Postawiłem jedno pytanie dotyczące prawa do krzywdzenia innych. Otrzymałem krótką wiadomość:

A jakim prawem Ty możesz zwracać mi uwagę? Widzę wielki ból dupy u ciebie wywołałem..

Faktycznie nie mam napisanego prawa formalnego by zwracać Ci uwagę. Jednak moralne prawo do bycia człowiekiem empatycznym wobec drugiego daje każdemu z nas możliwość postawienia oceny danego zachowania. Właśnie m.in. po to piszę ten blog – by nikomu nie przyszło do głowy stosować podobną retorykę. Właściwie po tekście o „bólu dupy” stwierdziłem, że jest to dziecko wychowane podobnie jak Przemysław na łonie Pana M – czyli kupić, wykorzystać i wyrzucić. Bo tak zrobiono ze mną…

Podczas wieczornego przesiadywania przed komputerem otrzymałem kolejne pytanie od jednego z czytelników bloga:

Czy Tobie się, Bezpiecznik, sufit na łeb nie spierdolił?

Oczywiście biorąc pod uwagę pytanie w dosłownym jego sensie to sufit ma się dobrze i jest na swoim miejscu. Nie wiem jednak jak mam naprawdę odczytać to pytanie (pozytywnie czy negatywnie), ale postaram się odpowiedzieć.

Pewnie chodzi Ci o poszczególne zdania z niektórych tekstów. Oczywiście, nie są one różowe i wypełnione samymi dobrymi informacjami. Jednak czytając między wierszami można dostrzec pewne załamanie się mojego świata przez wydarzenia jakie miały wcześniej miejsce i do których będę wracał we wspomnieniach czy prywatnych notatkach.

Dziś bardzo przepraszam, ale nie jestem w stanie udzielić na to pytanie pełnej odpowiedzi, wiem jedno – moje życie jest praktycznie przegrane… Bez planów na kolejny tydzień, miesiąc, rok…

Poczucie bezpieczeństwa i pragnienie miłości…

Mówiąc o bezpieczeństwie trzeba nazwać to jako stan pewności, stabilności, spokoju i proces ciągle się zmieniający. Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb każdego człowieka. Daniel Frei wyróżnił cztery rodzaje postrzegania bezpieczeństwa: stan braku bezpieczeństwa, stan obsesji, stan fałszywego bezpieczeństwa oraz stan bezpieczeństwa.

Osobiście chciałbym zaczerpnąć z nauk o bezpieczeństwie właśnie te cztery sposoby postrzegania bezpieczeństwa i odnieść się przy ich wykorzystaniu do miłości i odpowiedzeniu na pytanie, dlaczego boję się kolejnego związku i uważam, że będzie to kolejna przegrana.

Czymże jest pragnienie miłości i kto go nie ma? Pewnie każdy chciałby być zakochany i być kochanym. Jednak aby reguła zaistniała to muszą być odstępstwa od niej i pojawiają się osoby które swoim sposobem bycia (pewnie wg nich dobrym) robią ze swojego tyłka mienie publiczne. Mają do tego prawo, bo taka jest rola demokracji i prawa własności.

Ja postaram się dziś odpowiedzieć na pytanie, dlaczego boję się angażować w związek, choćbym bardzo chciał? Właściwie odpowiedź jest prosta – przeszłość… I postępując dość irracjonalnie staram się scalić poczucie bezpieczeństwa i pragnienie miłości.

Wracając do Daniela Frei’a i jego postrzegania bezpieczeństwa to pewnie znajduję się w stanie obsesji – czyli postrzegam nieznaczne zagrożenie jako duże. Właściwie rozumiem, ze nie każdy homoseksualista to potwór, który jak reszta będzie mnie chciał wykorzystać, ale mimo wszystko stan obsesji nie pozwala mi tak myśleć. Chciałbym wrócić do stanu bezpieczeństwa – czyli postrzegać w sposób prawidłowy świat, ludzi i zagrożenia płynące od nich. Jest to możliwe poprzez poznanie kogoś, kto nie powie mi po kilku tygodniach lub dniach – że to nie to… a stanowi obsesji powiedzieć:

„Fakaj boba wiejski racuchu” – Honeycutt.

Zapewne gdy przeczyta to ktoś, kto zajmuje się naukami o bezpieczeństwie zacznie się śmiać. Jednak kreatywność jest po to by łączyć każdą naukę z życiem codziennym. I nieść ludziom, którzy tego nie czytają – odpowiedź na ich pytania…