A jakim prawem Ty możesz zwracać mi uwagę?

Czuję się bardzo nienasycony poprzednim wpisem o poczuciu bezpieczeństwa i pragnieniu miłości. Nie mogę spać choć pewnie jak skończę pisać będzie ok. 4:00 nad ranem. Wszystko przez kaszel, wspomnienia i brak planów na kolejne dni. Ten wpis będzie właściwie poświęcony odpowiedziom na zadane mi ostatnio pytania, ale też chwilą refleksji nad tym dlaczego tworzę ten blog.

Pisanie dla mnie bloga jest czynnością bardzo potrzebną i mi pomagającą zebrać myśli i je wykrzyczeć na zewnątrz. Robię to pierwszy raz i póki co mam w głowie milion tematów, które będę poruszać i nie zamierzam przestać – no chyba, że z przyczyn naturalnych. Piszę go po to, by może wskazać drogę innym do dzielenia się wyrozumiałością, empatią wobec drugiej osoby, a nie zwykłym pożądaniem i chęcią spełnienia swoich seksualnych zachcianek.

Na samym początku chciałbym wrócić trochę wstecz – dokładnie do momentu gdy opublikowałem swój drugi tekst „Siedlecki wymiar sprawiedliwości gejowskiej…„. Zastanawiałem się jak idzie dokonywanie samosądu przez bohatera tego tekstu. Po zadaniu mu pytania i wymianie kilku słów otrzymałem wiadomość:

Całego świata nie zbawisz, ani całego zła nie stłamsisz… Mogę robić co mi się zachce, nie muszę się kierować zdrowym rozsądkiem, gdy mnie raniono się tym nie kierowano, a w dodatku i tak mało kto się tym kieruje kiedykolwiek…

Oczywiście ten młody człowiek ma rację co do tego, że świata nie zbawię i zła nie stłamszę. Nie mam takiej mocy by to uczynić, a także nie istnieje nawet taka siła. Jednak chciałbym tutaj poświęcić chwilę czasu nad dalszą częścią wiadomości, która jednoznacznie pokazuje brak racjonalności w działaniu wymiaru niesprawiedliwej kary wobec innych. Postawiłem jedno pytanie dotyczące prawa do krzywdzenia innych. Otrzymałem krótką wiadomość:

A jakim prawem Ty możesz zwracać mi uwagę? Widzę wielki ból dupy u ciebie wywołałem..

Faktycznie nie mam napisanego prawa formalnego by zwracać Ci uwagę. Jednak moralne prawo do bycia człowiekiem empatycznym wobec drugiego daje każdemu z nas możliwość postawienia oceny danego zachowania. Właśnie m.in. po to piszę ten blog – by nikomu nie przyszło do głowy stosować podobną retorykę. Właściwie po tekście o „bólu dupy” stwierdziłem, że jest to dziecko wychowane podobnie jak Przemysław na łonie Pana M – czyli kupić, wykorzystać i wyrzucić. Bo tak zrobiono ze mną…

Podczas wieczornego przesiadywania przed komputerem otrzymałem kolejne pytanie od jednego z czytelników bloga:

Czy Tobie się, Bezpiecznik, sufit na łeb nie spierdolił?

Oczywiście biorąc pod uwagę pytanie w dosłownym jego sensie to sufit ma się dobrze i jest na swoim miejscu. Nie wiem jednak jak mam naprawdę odczytać to pytanie (pozytywnie czy negatywnie), ale postaram się odpowiedzieć.

Pewnie chodzi Ci o poszczególne zdania z niektórych tekstów. Oczywiście, nie są one różowe i wypełnione samymi dobrymi informacjami. Jednak czytając między wierszami można dostrzec pewne załamanie się mojego świata przez wydarzenia jakie miały wcześniej miejsce i do których będę wracał we wspomnieniach czy prywatnych notatkach.

Dziś bardzo przepraszam, ale nie jestem w stanie udzielić na to pytanie pełnej odpowiedzi, wiem jedno – moje życie jest praktycznie przegrane… Bez planów na kolejny tydzień, miesiąc, rok…

2 przemyślenia na temat “A jakim prawem Ty możesz zwracać mi uwagę?

  1. Nawet nie wiesz, jak mnie ucieszyło to „praktycznie” w ostatnim akapicie. Czytam Cię, Bezpiecznik!

    • Dziękuję serdecznie za komentarz. Tak „praktycznie” ponieważ jeszcze nie zabrano mi wszystkiego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>