„Gdy kogoś ktoś obrzydza z wierzchu…”

Dziś ponad programowo drugi wpis. Wynika to z „komplementu” jaki otrzymałem w dniu dzisiejszym od jednego z użytkowników portalu fellow.pl…

Ktoś mi wczoraj doradził bym może sam wyszedł z inicjatywa i do kogoś np. napisał. Więc tak zrobiłem, ale chyba więcej tak nie zrobię.

Napisałem do wspomnianego Hrabiego leżącego na innym Hrabim, który w drugiej wiadomości poprosił o hasło. Z założenia wiem, że jak ktoś prosi o hasło w drugiej wiadomości to wtedy na pewno już się nie odezwie i z wyglądu nie przejdę. Potwierdził, że nie przechodzę. Napisałem, że w profilu ma napisane, że „pozory mylą” a ktoś może być piękny od środka. Na co dostałem wiadomość:

„Jest ale gdy kogoś ktoś obrzydza zwierzchu to nie wiadomo jaki piękny w środku by nie był to nie ma opcji żeby coś poczuć.”

Nikt mnie chyba w życiu tak nie obraził za to jak wyglądam. Zwyczajnie się popłakałem i poczułem się jakbym dostał w ryja… za to, że chciałem tylko porozmawiać… dodatkowo pożyczył „miłego dnia”.

Nie będę komentować dodatkowo tej sytuacji, ocenę zostawiam innym…

„Nie sądziłam, że odpowiedź przyjdzie aż tak szybko…”

Wczorajszy dzień był długi, straszny i samotny. Telefon milczał przez cały dzień. Odezwała się tylko jedna osoba ze studiów, bo chciała otrzymać terminy egzaminów. W samotności przychodzą mi myśli, które mnie dręczą… wracają wspomnienia, myśli by ze sobą skończyć, by dopisać ostatni list do wszystkich…

W związku z tym specjalistka ds. jakości ode mnie z firmy zwracająca raport do uzupełnienia lekko się zdziwiła, że odpowiedź uzyskała po ok. 7 minutach, pisząc:

Ojej. Dziękuję. Nie sądziłam, że odpowiedź przyjdzie aż tak szybko :-) Pozdrawiam

No bo jak się nie ma co robić, siedzi się samotnie w domu, to co się dziwić? Tym bardziej, że siedzi się cały dzień przed komputerem…

Ogólnie chciałbym się z wami podzielić swoim marzeniem, które chodzi ze mną od kilku lat. Wyjazd do Kazimierza Dolnego! Chciałem się tam wybrać z kimś kogo kocham, ale ostatecznie już jakiś czas temu stwierdziłem, że nigdy nie pojadę tam ze swoim chłopakiem. W rzeczy samej mieć go nie będę, bo po Mariuszu czuję się bardzo zniesmaczony facetami. Jednak, też bardziej chodzi o to, że z tymi dla których mówiłem o tym wyjeździe, bądź wspominałem, to zaraz kończyła się relacja z tym człowiekiem. Nie wiem dlaczego, czyżby bali się dźwigania moich walizek?

Kazimierz Dolny to miasto, które odwiedziłem raz w szkole podstawowej. Bardzo mi się ono podobało, bardzo chciałem tam pojechać na 2-3 dni, miałem tam spędzić Sylwestra 2012/2013, jednak Paweł S. nie chciał już ze mną pojechać. Już tego jak wspomniałem nie zrobię. Samotność i bycie traktowanym jak erotyczna zabawka panuje w mym sercu i wspomnieniach…

Marzenia zawsze się nie spełniają, gdy ludzie się nie kochają…

Życia płomień gaśnie…

Znowu noc, wczoraj praktycznie nie miałem się do kogo odezwać. Jedynie o czym mogłem posłuchać to o lokalnej wojnie na pieniądze i stołki. Jeżeli z kimś pisałem lub się odezwałem nie czułem się dobrze, czułem się wręcz niepotrzebny. Na uczelni kolokwia, egzaminy… Muszę sobie radzić sam, nikt nie podzielił się materiałami, choć każdy miał… Nikt nie pamiętał!

Siedzę ze swoim przyjacielem komputerem, przeglądam profile na fellow i natrafiłem podczas tego przeglądania na kilka znanych mi twarzy. Przeglądam i próbując zasnąć. Jednak ciężko jest zasnąć z myślą, że jutro trzeba wstać i żyć w czterech ścianach bez realnego kontaktu z drugim człowiekiem.

Nie stwarzam nikomu problemu by się ze mną zobaczyć. Zazwyczaj by się z kimś spotkać musi wyjść to z mojej inicjatywy. Bardzo często gdy taka inicjatywa padała, to osoba spotykała się na chwilę (bo leci na ognisko), ewentualnie spóźniała się (bo autobus stoi w korku) lub nie przychodziła (bo wczoraj wypiłem i nie mam na bilet ZTM). Oczywiście są wyjątki, ale też nie mogę zawracać jednej osobie głowy swoją osobą, bo to jest niezdrowe. Zresztą i te osoby same nie wychodzą z inicjatywą.

Najgorsze w życiu co może spotkać człowieka, to nie brak miłości, to nie brak pieniędzy… najgorsza w tym życiu jest samotność. Boję się samotności, boje się osamotnienia. Teraz nie jest to tak straszne, ale gdy pomyślę, że za kilka lat będzie tak dalej to odechciewa się zwyczajnie żyć. Boję się, gdy moja misja tutaj na ziemi dobiegnie do końca i życia płomień zgaśnie to nie będzie nawet komu o mnie pamiętać.

Wiem, że zaraz dostanę lawinę krytyki, za ten artykuł. Jednak krytyka najczęściej jest kierowana przez osoby, które problemu osamotnienia nie doświadczyły.

Pedał, Gej, Homoseksualista…

Dziś pragnę wam przedstawić swoje definicje, które właściwie dla większości hetero oznaczają to samo – wybryk natury, szmaty, zboczeńcy i obrzydliwcy. Cóż taka to nasza Polska „tolerancyjna” z wyłączeniem Słupska.

W moim artykule z przed kilku dni o tytule „Jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku…” napisałem pewien wniosek, którego nie rozwinąłem do końca.

A porównywanie pedałów do homoseksualistów nie jest miarodajne, ponieważ pedał od homoseksualisty różni się w sposób znaczny.

Gdyby ktoś mnie zapytał o określenie się jednym z tych trzech słów wpisanych w tytule, to określiłbym siebie jako osoba o skłonnościach homoseksualnych tj. homoseksualista. Wynika to z faktu, że nie lubię określania siebie mianem geja, a pedałem nie jestem. Dla mnie nazwanie siebie homoseksualistą oznacza zwyczajnie szacunek do siebie samego oraz pełna akceptację tego kim się jest. Dodatkowo patrząc przez pryzmat seksowności wyrazu, jest on najlepszy.

W rzeczy samej mówienie o sobie „jestem gejem” nie jest niczym złym, ponieważ jest to najbardziej neutralne słowo określające mężczyznę MSM. Osobiście nie lubię tego określenia, jednak gdyby ktoś mnie tak nazwał to bym się nie obraził.

Osobiście też definiuje, że określanie się homoseksualistą (gejem) do czegoś zobowiązuje. Nie możemy pokazywać społeczeństwu, że jesteśmy obrzydliwymi zboczeńcami, które jak wybryki natury chodzą na marsze szmat. Bo od tego są pedały.

Tak dla mnie pedałem jest właśnie osoba, która jak zwierze niepotrafiące powstrzymać swojego popędu seksualnego szuka tylko i wyłącznie zaspokojenia w dodatku działając trochę bez nasycenia. Dodatkowo pokazują swoją seksualność w sposób, który nawet dla mnie jest odrażający. Dlatego jetem czasami homofobiczny, ale tylko w stosunku do pedałów, którzy swoim postępowaniem i wyglądem na chwilę zmieniają mnie w hetero.

Doskwiera samotność…

Znowu zaczyna doskwierać mi samotność i pojawia się moja dręczycielka o imieniu przeszłość. Niestety poruszając się samochodem, słucham radia i słyszę codziennie piosenkę przypominającą mi pewną osobę, która mnie zraniła. Ewentualnie ktoś wysyła Snapchat’a ze swoim zdjęciem, by przypomnieć, że istnieje.

Pewnie nie trudno się domyślić jeśli czytasz tego bloga od początku – Przemysław & Mariusz – duet, który się nie zna, a potrafi identycznie ranić. Oczywiście wybaczyłem, ale nie zapomniałem.

Wczoraj nawiązała się bardzo krótka rozmowa pomiędzy mną i moim pierwszym chłopakiem. Jest to jedyna osoba z którą byłem oraz z którą raz na pół roku (nie od święta) rozmawiam. Był to spory czas temu, kiedy byliśmy razem i się rozstaliśmy. Dokładnie niebawem stuknie 4 lata od naszego rozstania. Przez ten okres raz spotkaliśmy się, a raz go minąłem na Nowym Świecie w Warszawie – nie zauważył mnie. Nasz związek trwał ok. pół roku, ale przestaliśmy się dogadywać i zwyczajnie powiedziałem, że to chyba niema sensu. Nie próbował mnie zatrzymać, wręcz odwrotnie – poszedł się myć, a ja zostałem „wolnym panem do wzięcia”. Po kilku tygodniach z kimś tam się na nowo związał.

Związek ten może nie był udany, ale Arnold poświęcał mi wiele czasu jako chłopak pomimo, że dzieliło nas sporo kilometrów. Nikt nigdy nie poświęcał mi tyle czasu co on. Nie oznacza to jednak, że był super – niestety w łóżku nie mogliśmy się dopasować, co więcej miałem potem wrażenie, że każde spotkanie musi kończyć się seksem. Zaczął mi pod koniec docinać, chodził po klubach gejowskich i dla kolegów „bo go prosili” zakładał gejowskie portale i dawał serduszka. O tym ostatnim poinformował mnie znajomy Radek. Odpuściłem i się rozstaliśmy. Pamiętam do dziś, jak w kinie powiedziałem, że gdy go stracę, to nie będę miał nikogo. Słowa okazały się prorocze dla mnie, a on jest w szczęśliwym związku od trzech lat.

Zapytał mnie, czy doskwiera mi samotność? Doskwiera i to bardzo… od 4 lat (z małymi przerwami) wracam do domu, siadam przed komputerem w pokoju, uruchamiam komputer i rozpoczyna się mój dramat życia. Jedynym źródłem kontaktu z nowym człowiekiem jest fellow.pl zaś znajomi ze studiów pojawiają się w chwili, gdy trzeba notatki lub jest jakiś problem. Komputer stał się moim przyjacielem, kochankiem i oknem na świat… Wyjdę na studia, czy popracować… Czasami z kimś się zobaczę tylko wtedy muszę czekać na kogoś po 20-30 minut lub powyżej godziny, bo co ja tam znaczę… Poczeka wieśniak sobie, prawda?

Na wszystkich czekałem, na wspomnianych wyżej panów też musiałem wiecznie czekać, bo się im nie śpieszyło, bo to była  „przygoda” w przypadku Przemka lub „próba, a może coś poczuje” u Mariusza.

Finalizując nie rozumiem po cholerę Mariusz wysłał mi swoje zdjęcie, skoro nie mam ochoty z nim rozmawiać po tym co się wydarzyło… Przecież już na pewno z kimś się tam widuje (Tinder czynił cuda) i ma swoje pocieszenie, podobnie jak Przemysław…

W załączniku wspomniana piosenka, która mi przypomina chwile piękne, których się nie zapomina przez to, że ostatecznie stały się cierpieniem.

Toaletowy podryw…

Uff… po zaliczeniu, we wtorek wyniki. Coś tam napisałem, bo w laniu wody jestem dobry i zazwyczaj z powodu, że jestem „hydrantem” dostaję minimum 4.0.

Jak zwykle spóźniłem się na ćwiczenia i na nie nie poszedłem. Zbrodnią jest robienie zajęć ok. godz. 8:30. Przyjechałem więc na uczelnie ok. 10:00 przywitałem się z biednymi studentami i poszedłem w stronę WC. Jeden z kolegów szedł za mną i z dziwnym uśmiechem oraz specyficznym głosem…

No poczekaj na mnie, pójdziemy razem…

Zacząłem się śmiać i wszedłem do jednej z kabin. W między czasie wspomniany kolega zaczął do mnie coś mówić o zaliczeniach przedmiotu i tak wyszliśmy razem na zajęcia oczywiście po umyciu rąk.

Sytuacja dość mnie rozbawiła, dodatkowo ja go lubię wkurwiać mówiąc „wdech, wydech, wdech, wydech” gdy się denerwuje. Ostatnio groził mi, że mi wjebie. Ogólnie chłopak fajny, bardzo męski i ciasteczko. Jednak chyba hetero, ale nawet jeśli homo to nie dla mnie, bo z Siedlec i jednego kierunku studiów.

Zastanawiam się, czy on podejrzewa mnie o mój homoseksualizm?

Zasada czterech „zet”

Sesja egzaminacyjna w toku, dziś na zajęciach pani doktor wspomniała o znanej wszystkim studentom zasadzie czterech „zet”.

Zasada ta polega na tym, że każdy student stosuje się do jednego schematu jeśli chodzi o naukę:

  1. Zakuć,
  2. Zaliczyć,
  3. Zapomnieć,
  4. Zapić,

Pani doktor jedynie powiedziała o tym co oznaczają trzy pierwsze literki, ja natomiast dodałem „zapić”. Uśmiech wykładowcy był bezcenny kiedy powiedziała, że to jej nie dotyczy. Na co ja powiedziałam, zawsze może pani się dołączyć.

Ot i była radość wielka! Byle jutro, mnie za to na zaliczeniu nie zjechała, aczkolwiek mam dużo punktów zdobytych przez semestr, więc to tylko formalność. Takich wykładowców z poczuciem humoru, ale egzekwujących zaliczenia niestety brakuje! :)

Jazda we mgle i spacer nocą…

Na dworze jest mgliście i pogoda w mieście nie sprzyja jeździe samochodem. Jednak gdy tak jechałem po godz. 3:00 przez centrum zauważyłem parę (dziewczynę i chłopaka), która spacerowała sobie w tą mglistą i chłodną noc.

Mimo, że widziałem ich tylko chwilę było widać, że są szczęśliwi i zakochani. To jest coś pięknego – być zakochanym i sobie oddanym. Spacer nocą nawet w tak okropną pogodę, jest w takiej sytuacji czymś pięknym. Co prawda nigdy tego nie doświadczyłem, ale życzę Wam wszystkim byście dzielili swoje szczęście, które macie lub będziecie mieć tak jak wspomniana para.

Jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku…

Wydawać by się mogło, że poznanie kogoś jest takie proste w dzisiejszych czasach. Możliwość kontaktu mamy na wyciągnięcie ręki poprzez różnego rodzaju portale branżowe lub społecznościowe.

Obserwuje na fellow.pl od pewnego czasu bardzo dużą modę traktowania osób, nie szukających na sam seks jako odmieńców i czegoś negatywnego. Być może wpływ i nacisk społeczny uwypuklony wieloma profilami szukającymi na sam seks z perwersyjnymi zdjęciami, powoduje robienie swego rodzaju „kosmitów” z osób, które czynności seksualne traktują jako dodatek do związku, a nie mechaniczną przyjemność.

Powstaje więc pewnego rodzaju jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku. Człowieku zainteresowanym wyłącznie konsumpcyjnym podejściem do seksu, który jest tak wykreowany przez kulturę portalu w sposób całkiem odmienny. Oczywiście, to zdarza się też w świecie heteroseksualnym. Jednak w tym drugim wypadku, można odnieść wrażenie, że tego typu zachowania są mniejsze. Wynika to zapewne z faktu większej ilości populacji ludzi heteroseksualnych w stosunku do homoseksualnych lub pośrednich.

Pedalskie związki trwają max. miesiąc, wiec zawsze można powiedzieć, że się pierdolisz tylko z tymi, z którymi jesteś.

Z taką opinią na temat związków homoseksualnych spotkałem się dzisiaj na wspominanym portalu branżowym. Jest to opinia pozbawionego najprawdopodobniej umiejętności korzystania z mózgu biseksualnego mężczyzny, szukającego na seks.

Oczywiście pewnie w większości przypadków tak się dzieje. Wynika to z faktu, że ludzie nie potrafią powiedzieć i wyrazić tego czego naprawdę oczekują od drugiego człowieka i wchodząc w związek bez namysłu wskakują sobie do łóżek. Po czym są sobą znudzeni… Jednak chciałbym podkreślić, że nie każdy homoseksualista decyduje się na czynność seksualną ze swoim partnerem zaraz po „wejściu w związek”. A porównywanie pedałów do homoseksualistów nie jest miarodajne, ponieważ pedał od homoseksualisty różni się w sposób znaczny.

Mój typ…

Wczoraj otrzymałem pytanie od koleżanki: Jaki właściwie jest Twój typ?

Pierwsze co przychodzi mi na myśl, to facet który ma mózg. Oczywiście słusznie stwierdziła, że z biologicznego punktu widzenia każdy go ma, ale nie każdy z niego korzysta. Dłużej się zastanawiając chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Właściwie to ciężko mi jest powiedzieć, czy ktoś jest w moim typie czy nie. Jeden podoba mi się bardziej pod względem wizualnym, drugi mniej. Myślę jednak, że jeśli mam się kierować do określenia swojego typu to przede wszystkim prócz wspomnianego mózgu powinien:

  • Umieć wykazać się odpowiedzialnością,
  • Nie interpretować, tylko rozumieć,
  • Potrafić szczerze kochać,
  • Nie wyróżniać się z tłumu,
  • Dobrze jakby był chociaż trochę męski,
  • Może być wyższy, ale warunek konieczny to nie jest,
  • Nie jest dzieckiem Zary, jakoś nie przepadam,
  • Pracować, zarabiać i szanować swoje pieniądze,
  • Nie szukać sponsora i nim nie być,
  • Być młodszym do trzech lat i starszym do dwóch.

I wiele, wiele innych rzeczy, które można wymieniać w nieskończoność. Jest to katalog otwarty, a może Ty jesteś w moim typie?