Polityczny C2H5OH

Szanowni Państwo, kłótnia i brak merytorycznej dyskusji nie prowadzi do niczego. Każdy z Państwa problemów jest ważny… ale zejdźmy na ziemię (…)

Tak zacząłem swoje przemówienie po którym dostałem brawa. Po półgodzinnej dyskusji musiałem się odezwać, bo się we mnie gotowało. Gotowało się we mnie przez to, co mówi przewodnicząca i to jak się zachowuje oraz to co mówią ludzie… Nie wspominając o poziomie dyskusji… Polityka jest brudna niestety! Mój monolog trwał chyba z 10 minut, ale musiałem… zadać kilka pytań możnym panom. Nie mogłem pozwolić na to by spotkanie odbyło się bez merytorycznych interpelacji.

Niestety w polityce trzeba walić spirytus i wódę – równo od rana do wieczora oraz wyzwać kogoś „od łysego chuja i kurwy” za to, że się mówi prawdę. Wtedy się zajmuje przewodniczenie zarządowi, a tacy jak ja? Przegrywają jednym głosem nowo wybranego zarządu… no nic, żyć będę i bez stanowiska, ale nadal w zarządzie, który już jest podzielony…

Odpowiedzialność za swoje czyny…

Jak obiecałem tak zrobiłem, poszedłem… mam już rozpisane wszystko do czerwca. Czas podjąć walkę! Naprawić siebie, naprawić swoje życie i pozbyć się w całości lub chociaż części przeszłości i znaleźć „error”.

Niestety odpowiedzialność i odwaga, by powiedzieć dlaczego się tak zrobiło, a nie inaczej wszystkim siedleckim homoseksualistom przychodzi dość słabo. Żaden z tych kogo znam nie potrafił szczerze odpowiedzieć za to co zrobił i żaden z nich nie potrafił się przyznać do tego. Niestety co się spodziewać po marnych intelektualnie erotomanach – w 90 procentach?

No nic właśnie… Powoli szukam miejsca gdzie się ponownie wyprowadzę na stałe. Nie wiem jeszcze co wybrać… wiem jedno nie będą to Siedlce! Nigdy… Gdy to miasto by płonęło, to bym podsycał ogień i patrzył jak się smażą kurczaki nie potrafiące spojrzeć w twarz człowiekowi, któremu zrobiło się „psikusa” podczas przygody.

Nie wiem czy jutro będzie wpis… postaram się dziś zasnąć i jutro wstać wypoczęty na tyle, by normalnie funkcjonować i nie spać tam gdzie się da położyć…

Lipton i Samsung…

No to wtorek, kolejny dzień mija… kolejny dzień lutego, roku i życia. Nie  jadę do Warszawy tak jak wspominałem we wczorajszym artykule. Niestety nie odpisano mi na maila i wyjazd przepadł.

Dzisiaj nic… i nikt prawie do mnie nie napisał by pogadać, jakoś mnie to nie dziwi skoro jestem taki „lipton”, przez co jestem „samsungiem” – nie z wyboru, a z mianowania. Lipne też było wczorajsze zachowanie jednego pedała, który mi obiecywał coś i słowa nie dotrzymał. Nawet nie potrafił spojrzeć mi w twarz… to takie żenujące, mijać osobę z którą spędzało się „słodkie chwile” jak obcego człowieka, a wzrokiem uciekać w telefon…

No nic… jednak trochę tam Was okłamałem z tym, że nikt nie napisał. Znalazło się parę osób z którymi wymieniłem kilka słów. Jeden mnie zdemaskował pisząc kim jestem. Tradycyjnie na moim ulubionym fellow.pl napisał 21-letni zboczeniec z Mińska Mazowieckiego… i ponownie zastanawiam się skąd się tacy ludzie biorą. Przytoczę rozmowę, robię to po raz trzeci i może ktoś mi znowu napiszę „boje się z Tobą pisać, bo trafię zaraz na bloga”. Nie ma co się bać, normalni ludzie tu nie trafiają. Pogrubioną fioletową czcionką jest oznaczony mój rozmówca:

- sex ? ja Mińsk Mazowiecki
- Niestety jeżdżę obwodnicą, BOR nie pozwala jeździć przez miasto. Pozdrawiam :)
- no szkoda :( a nie możesz zajechać ?
- Nie, nie ode mnie to zależy :P
- no ale możesz jakoś na lewo chyba
- BOR ochrania mnie 24h przykro mi… pozdrawiam

Poniosła mnie ułańska fantazja z tym BOR… dla niewtajemniczonych jest to skrót od Biuro Ochrony Rządu, które z ustawy nie może mnie ochraniać, bo nie jestem podmiotem podlegający takiej ochronie. Swoją drogą… nie zostałem zablokowany!

Wszystko jest już rozegrane, mają kogoś…

Zrobiłem sobie przerwę nie tylko od idiotów na gejowskich portalach, ale też od bloga. Jednak już wróciłem! Witajcie ponownie czytelnicy.

Mamy poniedziałek, rozpoczynam dzień wpisem na blogu. Zaraz też zaczynam zajęcia w nowym (ostatnim) semestrze moich studiów. Potem wylot raz na zawsze z tego regionu, który kojarzy mi się z jednym.
Niestety weekend minął mi niezbyt dobrze… Nie miałem do kogo się odezwać i pogadać dłużej, ani gdzie pojechać. Spędziłem go więc w domu w swoim pokoju pełnym złych wspomnień. Tłukłem się z myślami w kwestii „być czy nie być”. Uświadomiłem też sobie, jaki jestem do dupy, że nie nadaje się do otaczającego mnie świata. Inni realni czy też wirtualni ludzie są tacy zajebiści, nie to co ja… siedzący w domu zgnilak, który musi sam iść do teatru bo uważają go za czubka. Jednak z moim szczęściem, spektakl się pewnie nie odbędzie.

Wysłałem maila do firmy z którą od czasu do czasu współpracuje, może uda się mi w tym tygodniu wyrwać do Warszawy, choć opłacalność tego wyjazdu finansowo będzie kiepska. Jednak się przejadę by zobaczyć innych ludzi i utwierdzić się w przekonaniu jaki ze mnie „lipton” i „samsung” z którym nikt nie chce się widzieć, nawet jak mnie nie zna… i nie zna tego bloga i mojej przeszłości. Nawet już nikogo o spotkanie nie proszę bo po co? Skoro na dworze za zimno, albo pada deszcz…

W domu panuje dziwna atmosfera… Matka ciągle twierdzi, że mi się nic nie uda, że wszystko już jest rozegrane i nie ma sensu starać się o pewne stanowisko. No gdybym był nią, to pewnie bym tak zrobił. Jednak mimo tego, że już pozamiatali nasi włodarze wszystko, to popsuje im plany swoją osobą, a co mi szkodzi! Przecież mnie nie zamordują, a nawet jeśli – to spełnią życzenie wszystkich tych, co by chcieli to zrobić dawno i za razem moje. Dodatkowo wkurwia mnie jej pierdolenie na darmo… My nawet nie rozmawiamy normalnie, ciągle na siebie krzyczymy, a w szczególności przez telefon.

Cóż nowy semestr zapowiada się dobrze! Mało zajęć, znani wykładowcy i dużo wolnego czasu. Czasu do wypełnienia kimś lub czymś. Niestety z pracą dla studenta z Siedlec, nawet na pół etatu jest ciężko. A jak już coś jest to z założenia obserwatorów „ma się nie udać”. Chciałbym podjąć jakąś pracę na 1/2 etatu i popracować z ludźmi, bo na wypełnienie czasu kimś już nie liczę. Niestety się poddałem w kwestii szukania i spotkań jak wspomniałem wcześniej.

W tym tygodniu idę do psychologa po raz drugi. Ktoś stwierdził, że jak usłyszy to wszystko co się działo i co czuje, to psycholog sam popełni samobójstwo. Cóż… liczę, że nie! Może specjalista wskaże mi jak wyjść z tego co się wydarzyło, co zrobić by było lepiej. Bo chcę żyć, pracować, pomagać i po prostu kochać… Czy to tak wiele? Tym bardziej, że zebrałem ostatnio słuszny opierdol… Tak więc nowy tydzień DO DZIEŁA!

Kolejny pajac z Fellow

Dzisiaj wpis z serii ciekawy rozmówca. No i ponownie się uśmiałem przez to co napisał 37-letni zboczeniec z Poznania, który niczym nie odróżnia się od homo-siedlczan.

Na samym początku dostałem wiadomość, której nie zrozumiałem. Chodzi o „a Ty nic”, zresztą przeczytajcie sami… Pogrubioną fioletową czcionką jest oznaczony mój rozmówca:

- Pozdrawiam z Poznania Fajna dupa z ciebie a Ty nic
- Co nic?
- Sex?
- Spierdalaj stary kurwiszonie!
- ejjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj wiesz o tym, ze twoja stara dobrze lody robi a imprezy z nią to sa takie że psy ja ruchały Warszawsko gnigo

Nawet nie zdążyłem mu odpisać, bo zostałem zablokowany. No cóż, tekst na poziomie dojrzałego mężczyzny z mentalnością dziecka ze szkoły podstawowej.

Do końca tygodnia – przerwa od idiotów!

Pozamiatane i 12 godzn zmarnowane…

Po prostu brakuje słów na dzisiejszy dzień, jakiś prawdziwy piątek trzynastego, który odbywa się w środę osiemnastego… Zmarnowałem prawie 12 godzin, straciłem trochę kasy i jestem niesamowicie wściekły na siebie, ludzi, pracę, pociągi i autobusy – dosłownie na wszystko…

Jednak są dwa elementy pozytywne dzisiejszego dnia – pierwszy to kawa, a drugi to już moja słodka tajemnica, jak bita śmietana na Espresso Con Pana. Kawa była świetna w bardzo przyjaznej ludziom kawiarni Grycan na Nowym Świecie w Warszawie. Serdecznie pozdrawiam przystojnego kelnera o imieniu Łukasz! Call Me, bo zapomniałem zostawić napiwek, gdyż uciekłeś gdzieś po podaniu mi kawy… ;)

20150218-Grycan_espresso

Czy znajdzie się ktoś czasowy by wypić kolejną kawę w tej kawiarni razem?

Ostatnio zadajemy sobie więcej bólu niż miłości….

Drogi Pawle, to już ostatni wpis na tym blogu z Twoim imieniem i to ostatnie słowa, które do mnie wypowiedziałeś, gdy równo dwa lata temu się rozstaliśmy „Ostatnio zadajemy sobie więcej bólu niż miłości…” Pamiętam ten dzień do dziś…

Przez te dwa lata zrozumiałem jedno: byłeś jedną z dwóch osób którą kochałem bezgranicznie, ale jedyną której prawie wszystko wybaczyłem. Nie wybaczyłem Tobie jedynie już dla mnie domniemanego wtedy, a dziś realnego powodu rozstania. Wróciłeś do swojej pierwszej miłości – po raz trzeci. I doskonale wiesz, że niedawno pożyczyłem wam szczęścia i to nie było na pokaz, to było szczere. Bo ważne, abyś był szczęśliwy. Nie wybaczyłem też tego, co zrobiłeś mi 15 stycznia 2013 roku w Łukowie. Co do reszty nie mam żadnych żali i uwag, nie mogłeś niektórych rzeczy sam zahamować, bo albo byłeś za słaby, albo zwyczajnie nieświadomy.

Zostawiłem Cię, bo nie miało to sensu… od kilku tygodni nie rozmawialiśmy jak kochająca się para z grudnia 2012 roku. Potrzebowałeś czasu, potrzebowałeś zrozumienia, płakałeś mi w ramię i mówiłeś, że on Cię skrzywdził i że nie możesz się z tym pogodzić. Nie byłem w stanie Ci zapewnić tego co on, nie byłem w stanie Ci pomóc, byłem zbyt słaby choć się starałem. Przepraszam, bo co mogę powiedzieć innego.

Dziś nas nie ma, mijamy się na ulicy, czy w pociągu jak nieznane sobie osoby. Nie rozmawiamy, nie piszemy, nie mam do Ciebie nawet numeru telefonu – by przypadkiem nie napisać. Przeżyliśmy ze sobą naprawdę super chwile, kiedy to się z Tobą szarpałem w ciemnej ulicy za zabrane mi dokumenty, a Twój telefon i kiedy Cię po raz pierwszy pocałowałem i przytuliłem. Kiedy to chodziliśmy gdzieś za miasto by spędzić ze sobą ostatki na rozmowie, całowaniu i przytuleniu się do siebie. Nomen omen dziś wypadają ostatki.

Piękne chwile w Twoim domu, kiedy to jechałem blisko 100 km w jedną stronę by się z Tobą zobaczyć. Pamiętam jak wtedy mnie przytuliłeś gdy coś robiłem na Twoim komputerze. Gdy Twoja siostra czy matka wchodziły zobaczyć „kim jest informatyk” z mazowieckimi tablicami rejestracyjnymi. Piękne chwile w kawiarniach, barach czy restauracjach od których rosły nam brzuchy… mi do dziś rośnie!

To się wszystko rozsypało, rozbiło na drobne kawałeczki. Bo nie chciałeś rozmawiać o swoim problemie, bo wybrałeś samotność. Wybrałeś inną drogę życia – nie naszą wspólną, a swoją własną.

Nie ważne co było, nie ważne co będzie – przed Tobą jak i po Tobie nie miałem nikogo przez prawie dwa lata. Po Tobie pojawił się tylko Przemek – którego poznałeś i Mariusz… obaj chcieli się tylko zabawić, potraktować to jako przygodę lub próbę, obiecując, że może coś się uda. Ty nie obiecałeś, Ty byłeś… potem tylko zwyczajnie się rozmyśliłeś, być może nigdy nie kochałeś. Bo serce może kochać tylko jednego i Ty wybrałeś tego mam nadzieję najbardziej odpowiedniego.

Życzę Ci z całego serca szczęścia i dziękuję, dziękuję za wszystko Pawle!

Big, Long, Fresh – do buzi w sam raz…

No tak… jakby tytuł nie brzmiał. Jest on czymś odzwierciedlający większość Panów jakich spotkałem. Po za jednym wyjątkiem, wszyscy chcieli tylko – banana…

Dwóm się udało go posiąść, reszta mogła tylko pomarzyć. Niech żałują, bo to właśnie on… Mój duży, długi, świeży banan! :)

Banan

Panowie, te wasze wypięte publiczne dupy i fiuty są odrażające!

Pudełeczko świeczek…

I już po tym czerwonym niby to kochającym dniu… niektórzy jednak nie wiedzą co to miłość. Bardziej niż walentynki, jara mnie święto zmarłych – serio!

Wczoraj siedziałem w samotności, podobnie jak dzisiaj i przez rozpoczynający się jutro tydzień. Nie robiłem nic szczególnego. Siedziałem przed komputerem, paliłem świeczki, coś tam wypiłem, zjadłem, odpisałem na maila z pracy…  Czekając na choć jedno walentynkę (rozmowę). Niestety szybciej mi do znicza, niż walentynki (rozmowy). Największą walentynką dla mnie byłaby rozmowa z kimś… kimś ważnym, kto jutro nie rozpłynie się w binarnym gąszczu.

Paląca świeczka przypomina mi o przemijaniu. Przemijaniu życia, miłości, przyjaźni, studiów… Przemijanie jest czym nieubłaganym, przed czym nie da się nas uchronić. Jest piękne, ale też smutne w zależności jak na to patrzeć.

Wyciągając kolejną świeczkę z opakowania, zdałem sobie sprawę, że moje życie jest podobne. Takie pudełeczko świeczek z którego wyciągam płomień życia na każdy dzień, jednocześnie zbliżając się ku końcowi.

Miłego nowego tygodnia! Pomimo, że przemijamy i się mijamy…

Walenie Tynków… (Walentynki)

Ten kto nie zaznał prawdziwej miłości, nie obchodził też nigdy tego święta. Tak jest i ze mną. Nie obchodziłem i jest mi ono dość obojętne z prostej przyczyny – kochać i wyrażać miłość trzeba przez cały rok, a nie przez jeden dzień kupując serduszko czy czekoladki…

Walentynki2015

Jednak bycie zakochanym w drugiej osobie, która nas odwzajemnia, jest czymś pięknym. Mi się zdarzyło być z kimś dwa lata temu podczas tego święta. Niestety nie dostałem nawet w tym dniu SMS z wiadomością. Ostanie kocham cię usłyszałem 4 stycznia 2012… potem już nie usłyszałem go nigdy (nie usłyszałem od nikogo do dziś).

Niemniej jednak miłość prawdziwa może kochać tylko jednego… wybrał swojego pierwszego (po raz trzeci) i mam nadzieję, że jest szczęśliwy. Mam nadzieję, że każdy z Was który choć przez chwilę był dla mnie kimś ważnym, jest szczęśliwy. Szczęśliwy samemu, szczęśliwy z kimś, szczęśliwy, że nieprawdomówny…

Nie chciałbym, aby Was zraniono, ale to by pokazało Wam jak człowiek się czuje, gdy liczy się wygląd (którego nie ma), a nie wnętrze. Ja mam wnętrze, oni mają wygląd… I oni są zwycięzcami słowa „miłość”.

Cóż wam życzyć zakochani? Byście odnajdywali w sobie każdego dnia bliską osobę, zrozumienie i piękno. Byście się rozumieli, a nie interpretowali. Byście nie odgrywali roli kochającego partnera, a nim po prostu byli. By dzień „walentynek” trwał przez cały rok. Kochajcie się mimo przeszkód, bo to jest piękne!