Płomień przeszłości…

Zaczyna się listopad, wracają wspomnienia z przed roku i poprzednich lat, kiedy to pojawiali się nieodpowiedni ludzie w moim życiu. Ludzie obiecujący wiele, dający nadzieję, która była fałszywa i niewierna. Przyjaciele, kochankowie, którzy mieli być, ale zgaśli gdzieś w tłumie ubiegłych lat. Jednak ten płomień przeszłości, czasami się zapala, by udać się na chwilę refleksji…

Podobno w okresie jesienno-zimowym dochodzi do największej liczby samobójstw, zaś na wiosnę uruchamiają się „wariaci” którzy szukają wrażeń wychodząc z domu. Co prawda, przychodzą dni gorsze, że nie chce się żyć, jednak jestem na tyle silny, że potrafię zdławić je w zalążku. Na tyle silny, by się ich wyzbyć. Dzięki przeszłości, nauczyłem się walczyć o swoje życie. Pod koniec listopada ubiegłego roku, pojawił się w moim życiu Przemysław. Ci co czytają bloga w miarę regularnie, będą wiedzieli o kogo chodzi. Od niego zaczęła się przygoda z blogiem, ale też dla niego zacząłem szukać pomocy u psychologów. Jego nie ma, odszedł bez słowa i wyjaśnienia. Nie potrafił potem spojrzeć mi w twarz, bo był zwykłym „gimbusem po maturze, smażącym frytki w KFC”. Potem Mariusz, którego pozostawię bez komentarza, bo ludzi jego pokroju to komentować nie wypada, bo komentarz by się obraził.

Wiem, że moje podejście do ludzi i oceny ich przez pewien pryzma jest zły, jednak mówiąc krótko „mam to w dupie”. Zawsze sobie powtarzam, że tych ludzi nie zmienimy, możemy zmienić tylko siebie. To jest zrobić trudno, jednak łatwiej niż zmienić kogoś. Aczkolwiek brakuje mi może nie wobec nich, ale kilku osób odpowiedzi, dlaczego tak jest i tak się stało. Wspomnienia wracają w chwilach wieczornych, albo gdy zajdzie się w miejsca, które o kimś przypominają np. stacje metra, ulice, budynki, lokale czy instytucje. Przypominają o tych dobrych chwilach spędzonych razem i tych złych, kiedy to wracało się do domu, nie wiedząc czy dom się jeszcze ma.

Tak było, to uczy. Uczy cierpliwości wobec siebie, pozwala się umocnić i zmotywować się na tyle, by zmienić swoje życie. Oczywiście zmiana życia z kimś przy boku, kimś bliskim byłaby łatwiejsza, jednak moje życie napisane zostało w sposób inny: ludzie pojawiają się i znikają, nawet po nawiązaniu bliższych relacji. Wybrałem samotność, choć ponoć nie mam standaryzowanych zasad w tej kwestii. Pewnie gdy pojawi się ktoś nowy, ktoś komu będzie choć przez chwilę zależało, znowu wplątam się w coś dobrego lub mniej dobrego. I znowu dojdzie do rozstania i rozmyślania, dlaczego tak się stało, co jest we mnie takiego, czy to ja zawiniłem, czy oboje, czy ten ktoś?

Jedno wiem – historia zatoczyła koło, ostatni związek rozpadł się podobnie jak mój pierwszy: poszło po tylu latach o taką samą sprawę. Teraz albo historia się powtórzy i spotkam Radosława (bis), albo się zakończy. Z tymże z ostatnim rozstaniem się pogodziłem i zawsze ten kawałek czasu spędzonego razem, będę wspominał mimo wszystko w pozytywnych barwach, kolorowych barwach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>