Wieczorny spacer ulicami Mokotowa

Nie mogłem już wytrzymać i musiałem się przejść ulicami dzielnicy, której nienawidzę, a na której musiałem zamieszkać. Włożyłem słuchawki w uszy i rytm muzyki klasycznej m.in. Spring Waltz, czy Funeral March Fryderyka Chopin’a szedłem po śniegu i rozmyślałem nad sensem mojego bytu tu i teraz…

Jeżeli chodzi o blog, to to jest dobre narzędzie do przekazywania myśli. Jego misja była na początku dość niejasna i bez sensu. Potem urodziła się pod wpływem tego, że udało mi się wykaraskać od wielu problemów. Niestety, nie będę oszukiwał, że było to tymczasowe. W kilkumilionowym mieście jesteś samotny, bo większość Twoich znajomych pracuje i/lub ma Cię za wariata i nudziarza. Trudno, przeżyję – kasując bezpowrotnie każdą niepotrzebną mi osobę z kontaktów. Jeśli ktoś zerwał kontakt i dostał drugą szansę, nie wykorzystując jej, to jest dla mnie jasny sygnał tego, że nie jest mi ta osoba do szczęścia potrzebna.

Niewątpliwe jest to, że nie zabiję się z własnej ręki. Jednak osobiście nie chce mi się już żyć i podczas tego spaceru doszedłem do wniosku, że małą stratą byłoby moje nagłe odejście. Dlatego niedługo planuje wybrać się samolotem do Wrocławia, jadę spełnić swoje marzenia: zobaczenia tego miasta i lotu samolotem.

Jeśli ten samolot się rozbije lub zginę w jakimkolwiek wypadku, to mój wielki sen, który gna mnie w nieznaną dal, bez barier i granic się zakończy. A wtedy będę cholernie szczęśliwy! Najbardziej mi będzie jednak żal, tych pierdolonych wyzyskujących drugiego człowieka hien – czyli „znajomych mam sprawę”, bo kto tym kurwom pomoże?

Zanim odejdę…

Zanim odejdę, spełniam swoje marzenia.
Zmęczony pracą, po pracy i w trakcie pracy.
Bez chęci do niczego, staram się pracować nie pamiętając złego.
I cóż, że nie wychodzi i głowa mnie boli, to pracuję…
Bo to dla ludzi, nie dla mnie o to wszystko chodzi.

Pewnego ranka wstanę wypoczęty, gdy finisz zostanie osiągnięty.
Popatrzę w okno i powiem odchodzę, bo cóż ze mnie będzie za człowiek.
Bez względu na wszystko, bez względu na przeszłość.
Chciałbym się uśmiechnąć i odejść w godności.
Zapomniany przez ludzi, żyjących w przeszłości.

Nie płacz przyjacielu nienazwany.
Nie płacz Matko, nad śmiercią swego syna.
Nie rozpaczaj też Ojcze, bo to nic nie zmieni.
Bez miłości, człowiek umiera w pustej samotności.
Umiera i odchodzi, na zawsze bez powrotu.

Czy dałeś temu człowiekowi szanse, na odrobinę słodkiego miodu?

Bezpiecznik: Warszawa, 2015-01-17