„Jeszcze by się pofruwało, ale nie pasuje nie…”

Staro, czuję się staro… Wracam wspomnieniami do lat swojej młodości i dostrzegam, że mimo tylu niepowiedzeń było wtedy piękniej. Świat miał więcej barw i nie był tak czarno-biały jak jest teraz.

Przypominają mi się pewne osoby, które podczas studiów bywały przy mnie. Kiedy jedliśmy cukierki „wiśniówki” na wykładzie u Czecha, który zamiast pociąg mówił „pendolino”, zamiast xero-kopia „xero-fobia”, czy „verticale”. Lata młodości w których można było fruwać, ale nie pasowało. Teraz jeszcze bardziej nie wypada, tak jak śpiewa Stara Praga…

Każdego dnia przekonuje się, że nie mam szans na bycie z kimś. Co prawda trafiło się odkąd jestem w Warszawie poznać mniej lub więcej wartościowych osób, ale po czasie coś się zazwyczaj psuje: może mam czegoś w sobie „extra” takiego lub pojawiają się inne osoby, które mają do zaoferowania „coś więcej”. Nie jestem jak BZ WBK, czy ING – banki, które w kwietniu znalazły się w ścisłej czołówce najlepszych kont osobistych. Może jestem jak BPH albo Inteligo: stary, niemodny jednak wrażliwy i sentymentalny. Tak wiem, wypomnisz, że znowu mówię o pieniądzach czytelniku…

Dlaczego wrażliwy i sentymentalny? Nie wiem, tak mi się skojarzyło, bo BPH i Inteligo to moje pierwsze banki, a traf chciał i się zazębiło i historia zatoczyła koło. Wspominam, bo co mi zostało kiedy nie da się zrobić formatu i wgrać nowe dane, do tego pustego, głupiego łba!

Żałuje swoich lat młodości i nie chce dożyć starości w obecnej mojej żałości…

Blady księżyc na niebie nie wróży nic dobrego…

Blady księżyc na niebie nie wróży niczego dobrego. Chyba powoli mam dość walki o wszytko i wszystkich, bo po co walczyć? Skoro potem są tylko trudności związkowe, czy personalne. Niełatwe jest życie geja w małym mieście, niełatwe jest życie w dużym mieście. Podobnie jak niełatwe jest życie byłego premiera…

Trochę mi szkoda tych panciotów z fellow, kumpello czy warszawskich ulic. Ja rozumiem, że każdy szuka ideału takiego jak dwadzieścia cztery miliardy dolców, a ja nawet nie jestem jednym centem. Jednak mam to w dupie! Po prostu trzeba ich po głowie popukać i wypowiedzieć zaklęcie „eribery, pompki, rowery, książki, pilniczki, haraburdy, świeczki”, aczkolwiek pewnie by nie zaszkodziło samo pukanie, skoro w głowie pusto!

Gdy jechałem na Targówek jechał panciot z ojcem, wujkiem i dziadkiem, który go wypytywał kiedy się ustatkuje. Może dziadek nie wie, że jego wnuk wygląda i jest pedał, a jego wzrok mnie przeszywał. I kiedy gadał z ojcem, że jestem chyba z „branży” to słyszałem, że o mnie mówią… Dobrze, że wysiadłem! Nie wiem jak oni to robią, że mają tak błyszczące twarze, jak psa jaja świeżo po wylizaniu… Szkoda, że dziadkowi nie powiedzieli kim jest wnuczek, bo przynajmniej ZUS miał by oszczędność, a ja darmowe przedstawienie umierającego człowieka. Wiem, jestem bez serca i duszy, ale czy w dzisiejszym świecie warto mieć duszę i serce? Może nie dla wszystkich, może nie dla Ciebie, a może tylko i wyłącznie dla niego?

Ktoś kiedyś zapytał, a gdybym ja zmarł? To cóż, ciszej przy grobie zagra orkiestra i trochę mniej będzie ludzi. Wy dalej żyjcie i braw mi nie bijcie, spocznie w grobie niegodny syn systemu i kilku mężów uczonych… No nic, jutro wyjeżdżam z Warszawy, potem wracam na 2,5 dnia i znikam na prawie tydzień…

Przyjaciel tymczasowy

Kilkukrotnie spotkałem się z instytucją przyjaciela tymczasowego. Jest to osoba, która pojawia się i znika…

Tak pojawia się i znika. Czy to nie jest zabawne, gdy można poznać magika? No nie jest… akurat w tej formie, takich magików mam dość. Zapytacie, dlaczego ktoś się pojawia i potem znika? Odpowiedź jest dość prosta, pojawia się bo czegoś potrzebuje. Może być to wszystko od np. wypełnienia kimś czasu, do korzyści duchowych, cielesnych lub materialnych. Na studiach przyjaźnie (lepsze znajomości) opierają się na zasadzie interesu: wpływu, notatek, prestiżu przed wykładowcą/grupą danej osoby. W życiu gejów: wypełnienie czasu po stracie partnera życiowego, kogoś z kim można popisać na fejsie i pozbierać lajki, kogoś do picia, bicia, ruchania i łykania*. W pracy podobnie… kto jest bliżej kogoś i kto lepiej nóżki rozkłada, ma lepszą posadę!

Wcale nie jestem hejterem, bo ostatnio o to zostałem oskarżony, że wymieniając siódmy typ mężczyzny jako „puszczalski” otrzymałem naklejkę „HejtStop” bo tak nie wolno pisać. W tym popierdolonym kraju, prawdy o homoseksualistach nie można pisać, bo jak się księża dowiedzą, to przestaną jebać kobiety i ministrantów, bo będą chcieli dojrzałych homo lub studentów… I przepadną te miliony kościelne na rzecz klubów gejowskich… Nieważne!

W każdym razie instytucja przyjaciela tymczasowego w dzisiejszych czasach jest bardzo modna. Bo prawdziwe przyjaźnie zaczynają się sprzedawać jak dziwki przy autostradzie. Liczy się w moim środowisku i tak wygląd, zarost, wysokość, wiek, super studia i praca, długość penisa i tak zwana jebalność (czym większa tym lepsza). Przyjaźnie bowiem nie istnieją.

*Rada dla łykających: jedz codziennie ananasa, bo po ananasie lepszy smak ma się! (Nie wiem z autopsji, jak spróbujesz daj znać w komentarzu, może zostaniemy przyjaciółmi tymczasowymi za komentarze na blogu!)

W jednej pracy ratuje, w drugiej zabijam ludzi…

Wiosenny kwietniowy wieczór, można już uchylić okno i „cieszyć się życiem”. Nie bez przyczyny piszę to w nawiasie, bo cytuje w ten sposób Wasze życie, nie swoje. Ja się z niego przestałem cieszyć, mimo wielu powodzeń, brakuje mi jednego, którego nie kupisz i nie dostaniesz w prezencie. Niemniej jednak, urzekła mnie pewna historia, a raczej jej morał, który podałem w tytule.

Historia pewnego strażaka, który jednocześnie pracuje na kolei. Wspominał w niej o tym, że dwie osoby zabił przez „przypadek” zaś dwie, były to udane próby samobójcze. W innej pracy zaś te życia ratuje.  Chciałbym tu zwrócić uwagę na śmierć człowieka, która jest nieunikniona. Często w listach pożegnalnych samobójców, albo zrozpaczonej rodziny czytamy wytłumaczenia lub zadawane pytania dotyczące tego, dlaczego tak się stało? Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, dlaczego ludzie się zabijają, bądź umierają zbyt wcześnie.

Kiedy spotykamy się na ostatniej drodze bardzo bliskiej lub trochę dalszej osoby, słyszymy: „Za wcześnie”, „Bóg się pomylił”, „Była taka pogodna i miała całe życie przed sobą”.  Są to frazesy, które nie pomagają i nie dają nam jednoczesnej odpowiedzi na pytanie, czemu decydujemy się na wylogowanie się ze świata. Uważam, że zamiast tych frazesów lepiej powiedzieć „ze śmiercią jej/jemu do twarzy”. Wiem, że to okrutne, ale nie chciałbym słyszeć nad moją urną słów „za wcześnie” lub widzieć [*] przy moich publicznych zdjęciach, które można komentować. Zakładając, że po śmierci jest to możliwe, to w takiej sytuacji wstałbym jak Feniks z popiołów i zamienił się miejscami.

Ratujmy resztki naszej ludzkiej godności, bo nie wiadomo kiedy Ty się wylogujesz…