Co mam zrobić?

Dziś w trakcie przerwy w pracy, którą sobie zarządziłem w ramach obiadu w barze, dostałem wiadomość od swojego znajomego z Podlasia. Niemniej jednak nie przeczytałem jej od razu, ponieważ obiad dnia był tak dobry, a ja tak głodny, że po prostu olałem sprawę.

Kiedy wyszedłem z baru gastronomicznego wracając do biura, zacząłem przeglądać wiadomości z całego dnia na telefonie i zobaczyłem zdjęcie, wspomnianego znajomego i jakiegoś nawet przystojnego faceta. Stwierdziłem, kolejny pedał do ruchania. Tak też mu napisałem, jednak odpisał pytaniem, że nie wie co ma zrobić, bo ten jego „kolega” chce kupić im obrączki.

Sam nie wiem, co mają znaczyć obrączki u dwóch facetów, niby fajne ale z drugiej strony zadaję sobie pytanie, czy potrzebne? Na jego zapytanie odpowiedziałem, jeśli będziesz z nim, a on z Tobą szczęśliwy, to znasz odpowiedź. Ja nie potrafię Ci jej udzielić…

Bo moi drodzy, ja już swoje „toksyczne związki” przeszedłem, a na nowe się jakoś nie zaopatruje, bo nikt mnie nie chce, a ja już jestem za stary. Jednak obrączki, wygląd, pieniądze, seks nie dają prawdziwego szczęścia, jeśłi osoba z którą jesteśmy nie jest z nami, a my z nią szczęśliwi.

Bądź szczęśliwy, bo jeśli jesteś szczęśliwy, to dzielisz się tym szczęściem z innymi!

Majóweczka, czyli żubróweczka i wiśnióweczka…

Na tegoroczną majówkę wyjechałem ze znajomymi na działkę i będziemy pili, tańczyli i jedli kiełbaski z grilla. W końcu to sobota i trzy kolejne dni są dniami wolnymi, jak ma się dobrego pracodawcę, albo urlop 2 maja! Tak, tak zaczyna się historia większości z Was, ale mnie ona nie dotyczy. Nie wyjeżdżam na majówkę, bo nawet nikt nie zapytał, czy mam jakieś plany – wszyscy wyjechali, a dla mnie zapomnieli nawet piasku w kuwecie wymienić.

Jest mi strasznie smutno od kilku dni, niby wszystko powinno się układać i biec do przodu, ale napotykam mury. Jadę metrem w piątek, ludzie zadowoleni, uśmiechnięci jadą na spotkania towarzyskie z butelkami wina, czy jakimiś łakociami. Pary zakochanych, wpatrzone w siebie ze wzajemnością, płynącą z miłości. Wróciłem do mieszkania, trzasnąłem drzwiami, bo nie potrafię się cieszyć ich szczęściem, tylko zazdroszczę. Bo jak się cieszyć szczęściem kogoś w pustym mieszkaniu?

Nie mogę znaleźć miejsca dla siebie, dla mnie każdy dłuższy okres, gdzie ludzie świętują jest najbardziej bolesny, bo wtedy nawet już nikt nie napisze, bo w te dni to nawet nikt nie ma sprawy. A nawet jebane ciasto, które spieprzyć jest trudno – spieprzyłem, tak bo jak człowiek smutny, to psuje wszystko w okół.

Ostatnio nawet pracę dostałem i popełniłem jeden błąd i mam problem, tak na początku już popełniłem poważny błąd, choć stanowisko nie jest mi nieznane. Nic, nikt się nie dowie, najwyżej będzie nerwówka w środę i nie pojadę na jeden z trzech ostatnich zajęć na studiach, które nie mogą się równać z balkonem, bo balkon utrzyma rodzinę, a doktorat nie. Tylko, że ja nawet rodziny nie mam… apropo pracy, kiedy poprzednia firma dowiedziała się, że pracuje u konkurencji to w bardzo „elegancki” sposób zablokowali mi możliwość współpracy. Nie napisano dlaczego, choć nie trudno się domyślić, że srają się, gdyż przeszedłem do głównego rywala. Tylko, czy wykonując 1-2 zlecenia w miesiącu bym im mógł zaszkodzić, skoro innej osobie w podobnej sytuacji je dają? To jest zwyczajnie nagroda za: cztery lata współpracy, nieprzespane noce, tysiące kilometrów w samochodzie, autobusie i pociągu i wysyłanie do innych miast kilka godzin przed death line. Trudno, ja mam swój honor: jestem im wdzięczny, ale szkoda, bo żałosne zachowanie osoby, która kabluje i chce się wykazać, a faktycznie ja będę najmniej na tym stratny. Zresztą tam byłem murzynem…

Tak jak wspomniałem, jedyny dobry powód do dumy jest taki, że do końca studiów zostało trzy dni zajęć rozłożone w maju i czerwcu. I będzie to koniec studiów, ponieważ rezygnuje – tak jak z siłowni i spotkań z kimkolwiek. Nie to, że się oddalam od ludzi, tylko po co spotykać kogoś nowego, kto nie pojawi się po raz drugi w życiu i nie napisze wiadomości dla mnie jako powietrza lub zwierza? Ewentualnie po co spotykać kogoś kogo się zna dłużej, ale ten ktoś widzi siebie i podczas spotkania więcej siedzi w telefonie milcząc? Ani jedna, ani druga opcja nie jest rozsądna. Dlatego rezygnuję…