Majóweczka, czyli żubróweczka i wiśnióweczka…

Na tegoroczną majówkę wyjechałem ze znajomymi na działkę i będziemy pili, tańczyli i jedli kiełbaski z grilla. W końcu to sobota i trzy kolejne dni są dniami wolnymi, jak ma się dobrego pracodawcę, albo urlop 2 maja! Tak, tak zaczyna się historia większości z Was, ale mnie ona nie dotyczy. Nie wyjeżdżam na majówkę, bo nawet nikt nie zapytał, czy mam jakieś plany – wszyscy wyjechali, a dla mnie zapomnieli nawet piasku w kuwecie wymienić.

Jest mi strasznie smutno od kilku dni, niby wszystko powinno się układać i biec do przodu, ale napotykam mury. Jadę metrem w piątek, ludzie zadowoleni, uśmiechnięci jadą na spotkania towarzyskie z butelkami wina, czy jakimiś łakociami. Pary zakochanych, wpatrzone w siebie ze wzajemnością, płynącą z miłości. Wróciłem do mieszkania, trzasnąłem drzwiami, bo nie potrafię się cieszyć ich szczęściem, tylko zazdroszczę. Bo jak się cieszyć szczęściem kogoś w pustym mieszkaniu?

Nie mogę znaleźć miejsca dla siebie, dla mnie każdy dłuższy okres, gdzie ludzie świętują jest najbardziej bolesny, bo wtedy nawet już nikt nie napisze, bo w te dni to nawet nikt nie ma sprawy. A nawet jebane ciasto, które spieprzyć jest trudno – spieprzyłem, tak bo jak człowiek smutny, to psuje wszystko w okół.

Ostatnio nawet pracę dostałem i popełniłem jeden błąd i mam problem, tak na początku już popełniłem poważny błąd, choć stanowisko nie jest mi nieznane. Nic, nikt się nie dowie, najwyżej będzie nerwówka w środę i nie pojadę na jeden z trzech ostatnich zajęć na studiach, które nie mogą się równać z balkonem, bo balkon utrzyma rodzinę, a doktorat nie. Tylko, że ja nawet rodziny nie mam… apropo pracy, kiedy poprzednia firma dowiedziała się, że pracuje u konkurencji to w bardzo „elegancki” sposób zablokowali mi możliwość współpracy. Nie napisano dlaczego, choć nie trudno się domyślić, że srają się, gdyż przeszedłem do głównego rywala. Tylko, czy wykonując 1-2 zlecenia w miesiącu bym im mógł zaszkodzić, skoro innej osobie w podobnej sytuacji je dają? To jest zwyczajnie nagroda za: cztery lata współpracy, nieprzespane noce, tysiące kilometrów w samochodzie, autobusie i pociągu i wysyłanie do innych miast kilka godzin przed death line. Trudno, ja mam swój honor: jestem im wdzięczny, ale szkoda, bo żałosne zachowanie osoby, która kabluje i chce się wykazać, a faktycznie ja będę najmniej na tym stratny. Zresztą tam byłem murzynem…

Tak jak wspomniałem, jedyny dobry powód do dumy jest taki, że do końca studiów zostało trzy dni zajęć rozłożone w maju i czerwcu. I będzie to koniec studiów, ponieważ rezygnuje – tak jak z siłowni i spotkań z kimkolwiek. Nie to, że się oddalam od ludzi, tylko po co spotykać kogoś nowego, kto nie pojawi się po raz drugi w życiu i nie napisze wiadomości dla mnie jako powietrza lub zwierza? Ewentualnie po co spotykać kogoś kogo się zna dłużej, ale ten ktoś widzi siebie i podczas spotkania więcej siedzi w telefonie milcząc? Ani jedna, ani druga opcja nie jest rozsądna. Dlatego rezygnuję…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>