Kochaj sercem, nie oczami…

Kochamy oczami: kochamy wygląd, kochamy posturę, kochamy piękną twarz i piękne włosy… tylko czy kochamy drugiego człowieka?

Kochajmy serce, nie kochajmy oczami. Bo miłość jest szkołą jak kochać. Tylko gdzie jest nasza świątynia, skoro kochamy oczami, które z wiekiem są coraz bardziej słabe?

Z cewnikiem na deptaku w Ciechocinku

Wracam wspomnieniami do lat młodości, gdy przechodzę ulicami Siedlec. Wspominam chwile spędzone przy Jacku, czy spacery ulicą Brzeską. Przypominają mi się czasy, które nie wrócą już nigdy.

Wspomnienia, to coś co pozostaje w nas na zawsze i nie da się tego wymazać, czy nadpisać. Nieuniknione jest to, że starzejemy się i za niecałe dwa miesiące bliżej mi będzie do 30, niż do 20. Cieszę się, że to wszystko mnie doświadczyło, bo gdy przyjdzie kres – nie będzie czego żałować.

Czerwiec to szczególny miesiąc mojego życia, tyle się w nim stało kilka lat temu. Tyle wylało się łez, tyle poznało się wspaniałych ludzi i tyle samo nieciekawych sytuacji. Powiem Wam, że przestałem liczyć lata. Kiedyś pamiętałem każdą ważną datę, rok i żyłem od „rocznicy” do „rocznicy” świętując ją w mojej duszy, jak Jarosław Mniejszy Pierwszy. Jednak liczenie lat nie ma sensu, jak szukanie przyjaciół i partnera na siłę.

Dziś na uczelni wyśmiałem się niesamowicie. I przeżyłem (pewnie jak wszyscy) dwie minuty, które były najpiękniejsze w ciągu całego dnia. „Przed wypadkiem byłem mięśniakiem, kiedy stałem się inwalidą – zmieniłem mięśnie na mózg” a w tle leciało „to jest piosenka dla Jurka”. Za te dwie minuty, osoba to przedstawiające, dostała brawa i gratulacje. Dwie minuty, które mogą zmienić Twoje życie, które jest naprawdę do dupy. Potwierdza to, że moja uczelnia, nigdy mnie nie skrzywdziła, dała schronienie i możliwość przeczekania stanu wojny mojego serca z umysłem.

Teraz jest stan pokoju, stan pogodzenia się ze wszystkim (kapitulacji). Nie szukając partnera na siłę, nie szukając przyjaciół i przyjmując krytykę na swój temat jak drugie śniadanie staram się żyć. I mimo oskarżeń, które padły pod moim adresem na uczelni „że mam kogoś w dupie”  idę dalej. Mając w dupie, że o mnie tak ktoś pomyślał, gdy sam jest samolubem. Nie mam nikogo w dupie, po prostu nie umiem z kimś razem wchodzić komuś w dupkę bez wazeliny, kiedy mnie nawet do wchodzenia nie dopuszczono i nie informowano wcześniej.

Nie neguję tego, że bycie z kimś by było fajne – taka stabilizacja w każdej płaszczyźnie życia by wtedy nastąpiła. Jednak nie można mieć wszystkiego, bo mając wszystko i tracąc można wycierpieć więcej, niż tracąc coś z czegoś nie stanowiącego wszystkiego.

Czuwaj nade mną mój książę, który najpewniej gdzieś tam jesteś w tym świecie i poznam Cię na deptaku w Ciechocinku, gdy będę spacerował z workiem na mocz i z cewnikiem w fiucie. Bo ponoć na miłość nigdy nie jest za późno!