„Nie zatruwaj nam życia…”

I pobyłem sobie w Warszawie zwiedzając ją samemu jak palec… Niestety, tak to jest być człowiekiem osamotnionym i opuszczonym przez wszystkich. Nie mówię, że nie ma w tym mojej winy, ale też brak szczęścia się ku temu przyczynia. Nie spotkałem nikogo, kogo mógłbym znać… Pisać i się wpraszać – bez sensu, skoro i tak by zostało odmówione lub zostałby brak odpowiedzi. Pod koniec pobytu tradycyjnie były lody i kawa – tym razem na wyspie… Jednak przejdźmy do meritum!

20150310-Grycan
To było ostatnie spotkanie z Radkiem, tak jak napisałem wczoraj. Kim był Radek zapytacie… przyjaciel, ktoś kogo obdarzyłem uczuciem i starałem się poświęcić mu każdą wolną chwilę i po prostu pomóc. Kochałem go, tak to prawda… ale on nie kochał mnie.

Po wyjściu z jego pracy pojechaliśmy do domu, zaprosił mnie bym zobaczył jak mieszka. Bowiem wszystkie mieszkania, które oglądał wcześniej przed przeprowadzką oglądał razem ze mną. Pamiętam jak szukaliśmy jednej ulicy i jak dostałem opierdol od właścicielki domu, która stwierdziła, że nieodpowiednio się ubieram jak na akurat wtedy srogą zimę.

Zrobił mi jeść, pamiętam krokiety z Tesco – nawet były dobre. Zaczęliśmy rozmawiać przy stole i zaczął opowiadać o Tomku – poznanym przez siebie chłopaku u którego spędził poprzednią noc i z którym jak twierdził zaczął się całować. Opowiadał o nim, że jest szczery, taki prosty i to mu się w nim podoba. Nie wiem do końca co on w nim widział, bo był autentycznie obleśny – ale o gustach się nie dyskutuje.

I wtedy po raz drugi powiedziałem to co czuje i co chciałbym aby usłyszał. Pierwszy raz, kiedy powiedziałem mu o tym co czuje, było również w marcu tyle, że 2011 roku! Obraził mnie strasznie, poniżył i zaczął żartować, po czym powiedział, ze nie ma ze mną o czym rozmawiać i odszedł. Ja po prostu wstałem z ławki przy siedleckim ratuszu i poszedłem w swoją stronę. Jednak dogonił mnie po chwili i zaczął się naśmiewać, że się nie znam na żartach. Odprowadziłem go do domu ze łzami w oczach i gdy już był przed blokiem, powiedziałem „przepraszam, że kochałem” i z płaczem poszedłem przed siebie. Nie rozmawialiśmy kilka miesięcy, nasz kontakt się odnowił dopiero gdy miał urodziny – złożyłem mu życzenia w sierpniu. W mieszkaniu, gdy mówił o Tomku, chciałem mu zaakcentować, że tez jestem szczery i chce dla niego dobrze. Powiedziałem, że nie wiem co będzie dalej, ale nie mogę ukrywać tego, że go kocham. Niestety nie dał się ani przytulić, ani pocałować. Nie powiem, że nie wstydzę się tego zachowania – bo się wstydzę, jednak udało mi się w niego wtulić i rozpłakać. Powiedziałem mu w drodze do metra, że rozumiem brak uczucia z jego strony, który motywował tym, że zbyt długo się znamy. Stwierdziłem, że nie będziemy razem, ale będę miał dobrego przyjaciela.

Nie trwało to długo, po kilku dniach zaczął płakać mi przez telefon mówiąc, że nie radzi sobie w pracy, a jego kolega z tamtej nocy go olał. Cóż, chciałem mu pomóc słowem… na co usłyszałem potem „nie zatruwaj nam życia, widzisz tylko swoje problemy”.  Tymi słowami po prawie dwuletniej znajomości, przekreślił mnie jako człowieka, jako przyjaciela i jako tego, który mu pomógł – przeprowadzkę do Warszawy zawdzięcza mi – bo mu obiecałem, że pomogę… nie żałuje tego ani trochę!

Pamiętam, że potem na FB napisał „że sposobem na zakończenie przez niektórych przyjaźni jest usunięcie kogoś ze znajomych na FB i zablokowanie na Gadu-Gadu”. I jego nowi „przyjaciele” mu poklaskiwali. Może słusznie, tylko zadaje pytanie kto ją zakończył?

Nie szukam usprawiedliwienia dla siebie, czy dla niego… tak miało być. Może po prostu sytuacja go przerosła i wybrał mniejsze zło – zerwanie kontaktu ze mną, by to uczucie nie trwało? Może… w każdym razie, jego słów mu nie wybaczyłem i nie wybaczę. Próbował się w ubiegłym roku ze mną skontaktować pisząc do mnie w celu wyjaśnienia tego co zaszło i tego, że nie żywię go sympatią, bo się dowiedział o tym od wspólnych znajomych, ale po tylu latach i w tej formie nie miałem ochoty z nim rozmawiać i nie odpowiedziałem na jego wiadomość.

To tylko fragment tego co nas „łączyło” i jak się zachowywaliśmy wobec siebie. Nigdy nie znaleźliśmy się w łóżku, dwa razy tylko go przytuliłem i raz pocałowałem w policzek. W zimę rzucaliśmy się śniegiem, chodziliśmy do kina, studiowaliśmy jeden kierunek studiów… Był dla mnie dosłownie wszystkim, nie wiem czy kochałem kogoś bardziej niż jego i czy pokocham kiedykolwiek.

Może to zabrzmi okrutnie – nawet swoich ex nie darzyłem tak silnym uczuciem. Wiem jedno… to przeszłość, która już nie wróci. Pocieszające jest to, że go nie widziałem do tamtej pory ani razu i być może teraz bym go nawet nie poznał. Bo nie wiem nawet czy się zmienił i jak wygląda i czy nadal pracuje tam gdzie pracował, czy ma kogoś… Nie wiem o nim nic, ponieważ zerwałem kontakt na jego prośbę z nim i wszystkimi osobami, które go otaczały i znały mnie.

Żałuję zerwania kontaktu z jego szefową. Pod koniec listopada ubiegłego roku wysłałem jej po 2 latach wyjaśnienie i przeprosiny, które miały tylko i wyłącznie na celu ich przyjęcie, a nie wchodzenie w ich życie. Nie uzyskałem odpowiedzi, być może słusznie… bo mojej winy w tym najwięcej. Brak odpowiedzi, to tez odpowiedź….

Nie wiedzialem, czy wracać do domu…

Następnego dnia po ujawnieniu nie wiedziałem czy wracać do domu i czy w ogóle mam dom. Wynikało to z faktu, że właśnie o tej samej porze co dziś wyjeżdżałem do Warszawy. Odwiedzę więc Warszawę, ale nie Ursynów… Pomimo, że nie jadę do teatru, to jadę się przespacerować, by wspomnieć i ostatecznie się pożegnać z tą historią. Spędzę ten czas samotnie, bez nikogo – bo jak zwykle nie ma z kim, każdy „zajęty”.

Nie spałem tamtej nocy w ogóle, siedziałem przed komputerem na fejsie i myślałem, co będzie dalej. Rano tak jak byłem ubrany dzień wcześniej wyszedłem z domu i pojechałem do Stolicy. Zajechałem na miejsce po godz. 9:00. Pamiętam, że był to piątek i Radek mnie nie odebrał z PKP, bo jak wspomniałem byliśmy skłóceni. Kierowca jeszcze nie wypuścił mnie z autobusu na odpowiednim przystanku i musiałem wracać kawałek piechotą.

Musiałem poczekać chwilę przed budynkiem na Radka, który przyjechał ok. 10:00, bo tak byliśmy umówieni na miejscu. Przywitał się ze mną ozięble, weszliśmy do środka lokalu i zająłem miejsce przy grzejniku siedząc skulony. On oglądał filmy w Internecie i nie pytał co się dzieje. Dopiero po jakiejś godzinie poszedłem do niego i usiadłem na podłodze tuż za nim. Poprosiłem go by usiadł obok, by ze mną porozmawiał. Nie odwrócił się nawet do mnie, tylko powiedział, bym mówił. Poinformowałem, go że powiedziałem o sobie matce. Zareagował okrutnym śmiechem, po czym przepraszał za swoją reakcję. Tłumaczył, to że on tak ma. Przyszedł jego szef, zapytał co taka dziwna atmosfera panuje – odpowiedziałem, że miałem ciężką noc i wszystko jest w porządku. Szef zaraz się zmył, ja poszedłem na swoje miejsce tj. do grzejnika w innym pomieszczeniu.

Po jakimś czasie zauważyłem, że jego szef wraca i albo teraz albo nigdy… Poszedłem do Radka, przytuliłem i pocałowałem w jego zarośnięty policzek, mówiąc: „Przepraszam Ciebie przyjacielu, nie chcę Cię stracić…” i zacząłem panicznie płakać na jego ramieniu. Był zaskoczony, wręcz nie wiedział co ze sobą zrobić… powiedział tylko bym się uspokoił. Stwierdziłem, że to najprawdopodobniej jedno z ostatnich naszych spotkań i moja wizyta w tym miejscu.

Po tym zajściu musiałem się ogarnąć, więc wróciłem do grzejnika i czekałem tam, do czasu kiedy przyszła R. która zaczęła ze mną rozmawiać o tym co wydarzyło się wczoraj i potwierdziła drogą telefoniczną mojej matce, że jestem u niej. Opowiedziałem jej wszystko co się wydarzyło kilkanaście godzin wcześniej, popłakałem się tak jak i ona się popłakała i wpadliśmy sobie w ramiona. Najbardziej komiczną sytuacją było to, że jej mąż był tuż za ścianą. Podobna sytuacja z płaczem była gdy jej powiedziałem o sobie, oboje płakaliśmy i dopiero po kilkunastu minutach napisała SMS, że nie ważne czy jestem gejem – ważne jakim jestem człowiekiem i ona swojego stosunku do mnie nie zmieni. Mijały kolejne godziny i kiedy zostaliśmy we trójkę Radek zaczął się ze mnie nabijać, wspominając, że mówiłem o tym, że jest to moja ostatnia wizyta.

Wydawało się, że wszystko wraca do normy, ja już się uspokoiłem, aczkolwiek bałem się powrotu do domu. R. pojechała do sklepu zostaliśmy sami i oglądaliśmy filmy – nie rozmawialiśmy o tym co się stało w domu. Zaczął mi tylko pokazywać na Kumpello kogo poznał… i napisał komentarz pod moim wpisem po Coming Oucie, związanego z penisem czy czymś takim…

Potem wracaliśmy do domu on do swojego, ja do swojego. Odwieźliśmy go na Wilanowską, bo jak się okazało, ciotka do mnie jechała. Jej przyjazd dał więc dwa dni spokoju od rozmowy z matką. Następnego dnia tj. 10 marca 2012 roku ponownie miałem jechać do Warszawy i to już było ostatnie spotkanie z Radkiem… jednak o tym jutro… bo teraz czas do Warszawy….

„Mamo jestem gejem” – pokłosie 3 lat…

Dzień Kobiet – czyli dzień kiedy nigdy nie kupię kwiatów, dla tej której kocham. Bo jej nigdy nie będzie. Mamo – jestem gejem… powiedziałem do matki przez łzy siedząc na przeciwko niej przy stole. Nie mogła w to uwierzyć, nie pogodziła się do dziś…

Dokładnie 8 marca 2012 roku powiedziałem swojej matce kim jestem naprawdę. Chodziło to za mą od dłuższego czasu. R. (moja przyjaciółka) nie wierzyła, że powiem… Próbowałem się do niej wtedy dodzwonić bezskutecznie. Miała wyciszony telefon, a ja zapłakany dałem po rozmowie z matką wpis na Facebook’u „nic już nie będzie takie samo…” i wtedy uwierzyła w to co mówiłem.

Pamiętam ten dzień i kolejne dni tak dokładnie, że jestem w stanie je w całości opowiedzieć. Pamiętam jeden istotny element, którym było skłócenie z Radkiem – którego wtedy uważałem za przyjaciela, ale nim nie był…  Nie miałem wtedy nikogo, byłem sam… choć wiedziałem, że jutro czeka mnie widzenie z nimi…

Matka nie mogła przyjąć tej wiadomości… do dziś z tym się nie może pogodzić. Co prawda od lat nie rozmawiamy na ten temat i pokłosiem mojego wyjścia z szafy jest zwyczajne podejrzenie o to, że z kimś się spotykam i ciągłe sprawdzanie kiedy wrócę oraz gdzie jestem. Podobnie gdy ktoś zadzwoni przez telefon, zaraz pyta kto dzwonił, albo gdy komuś mówię „cześć” to pyta kim on jest…

Pamiętam do dziś jej niezadowolenie gdy zaczynałem studia na Politechnice, twierdziła „brzydki budynek” ale w sercu miała coś innego. Za to bardzo uradowana była, gdy wyprowadzałem się z Rembertowa….

Po trzech latach nie mogę stwierdzić, że żałuje. Z całą pewnością nie żałuje tego, że powiedziałem. Wynika to z faktu, że umrze świadoma, że jej najmłodszy syn ssie kutasy. Ktoś zapytał mnie kiedyś, jak się czuje z tym, że mam zakaz spotykania się w domu z chłopakiem? Jak sobie wyobrażam budowanie związku na tej zasadzie oraz jak odbieram fakt, że matka nigdy nie będzie chciała poznać mojego partnera?

Cóż… nie boli w każdym razie. Jestem osobą, która godzi się z tym czego oczekuje ode mnie drugi człowiek – mam odejść, odejdę. Mam zostać, zostanę… Tak jest również w tej sytuacji. Matka nie musi poznać nigdy mojego partnera. Zresztą na chwilę obecną jego nie mam i nie planuje mieć. Nie bez przyczyny usunąłem fellow, dla mnie nie ma faceta na tej planecie. Wszytko to jakieś cymbaliska z fiutkami zrobionymi z klocków lego… Tak więc budowanie związku nie jest możliwe z faktu zakazu spotykania się w domu. Po prostu wynika to z braku cementu do pustaka jakim ja jestem. Cement z połączeniu z pustakiem, którego się zaakceptuje – dalby możliwość wybudowania bezpiecznego domu o nazwie „związek”. Bo związek to bezpieczeństwo, to coś pięknego!

Oczywiście, ujawnienie się przed matką było tez częściowo ujawnieniem się przed szerszym gronem znajomych: Natalią, Marysia, Agatą, Dorotą… z każdym ujawnieniem się było łatwiej. Matka chciała mnie na początku zmienić. Pytała jaka jest przyjemność z brania do buzi, dawania dupy lub wkładania w dupę. Nie chciałem rozmawiać z nią na ten temat… Odesłałem ją do ojca by jej włożył w dupę i wtedy się dowie, bo ja po prostu nie wiem… jaka jest! Powiedziała wtedy, że będzie się za mnie modlić i pragnie bym poszedł do spowiedzi, bo może Bóg i ksiądz mi by pomógł. Tak… jeszcze by biedny doszedł w tej swojej budce z kratkami… W Boga wierzyłem, ale wtedy definitywnie odszedłem od Kościoła…

Dziś temat mojego homoseksualizmu, problemów i mnie samego jest tematem tabu. Nie rozmawiam z matką o niczym co dotyczy mnie samego, co dotyczy sfery psychologicznej. Nie rozmawiamy na temat tego czy jetem szczęśliwy i mojego homoseksualizmu.

Wiem jedno… nie pogodziła się i nigdy się z tym nie pogodzi. Jednak zmieniać mnie nie będzie… Mam nadzieję, że bycie homoseksualistą, co jest dla mnie czymś pięknym nie stworzy jej obrazu syna wiszącego na sznurku lub leżącego w trumnie. Bo mimo wszystko, jaka ona nie jest, to nie zasługuje na to by to zobaczyć (jak każda matka). Jednak chcieć to jedno… ale zrealizować to co się chce jest naprawę trudno. I choć nie chciałbym jeszcze odejść, to brakuje mi po prostu sił by walczyć.

Ostatnio zadajemy sobie więcej bólu niż miłości….

Drogi Pawle, to już ostatni wpis na tym blogu z Twoim imieniem i to ostatnie słowa, które do mnie wypowiedziałeś, gdy równo dwa lata temu się rozstaliśmy „Ostatnio zadajemy sobie więcej bólu niż miłości…” Pamiętam ten dzień do dziś…

Przez te dwa lata zrozumiałem jedno: byłeś jedną z dwóch osób którą kochałem bezgranicznie, ale jedyną której prawie wszystko wybaczyłem. Nie wybaczyłem Tobie jedynie już dla mnie domniemanego wtedy, a dziś realnego powodu rozstania. Wróciłeś do swojej pierwszej miłości – po raz trzeci. I doskonale wiesz, że niedawno pożyczyłem wam szczęścia i to nie było na pokaz, to było szczere. Bo ważne, abyś był szczęśliwy. Nie wybaczyłem też tego, co zrobiłeś mi 15 stycznia 2013 roku w Łukowie. Co do reszty nie mam żadnych żali i uwag, nie mogłeś niektórych rzeczy sam zahamować, bo albo byłeś za słaby, albo zwyczajnie nieświadomy.

Zostawiłem Cię, bo nie miało to sensu… od kilku tygodni nie rozmawialiśmy jak kochająca się para z grudnia 2012 roku. Potrzebowałeś czasu, potrzebowałeś zrozumienia, płakałeś mi w ramię i mówiłeś, że on Cię skrzywdził i że nie możesz się z tym pogodzić. Nie byłem w stanie Ci zapewnić tego co on, nie byłem w stanie Ci pomóc, byłem zbyt słaby choć się starałem. Przepraszam, bo co mogę powiedzieć innego.

Dziś nas nie ma, mijamy się na ulicy, czy w pociągu jak nieznane sobie osoby. Nie rozmawiamy, nie piszemy, nie mam do Ciebie nawet numeru telefonu – by przypadkiem nie napisać. Przeżyliśmy ze sobą naprawdę super chwile, kiedy to się z Tobą szarpałem w ciemnej ulicy za zabrane mi dokumenty, a Twój telefon i kiedy Cię po raz pierwszy pocałowałem i przytuliłem. Kiedy to chodziliśmy gdzieś za miasto by spędzić ze sobą ostatki na rozmowie, całowaniu i przytuleniu się do siebie. Nomen omen dziś wypadają ostatki.

Piękne chwile w Twoim domu, kiedy to jechałem blisko 100 km w jedną stronę by się z Tobą zobaczyć. Pamiętam jak wtedy mnie przytuliłeś gdy coś robiłem na Twoim komputerze. Gdy Twoja siostra czy matka wchodziły zobaczyć „kim jest informatyk” z mazowieckimi tablicami rejestracyjnymi. Piękne chwile w kawiarniach, barach czy restauracjach od których rosły nam brzuchy… mi do dziś rośnie!

To się wszystko rozsypało, rozbiło na drobne kawałeczki. Bo nie chciałeś rozmawiać o swoim problemie, bo wybrałeś samotność. Wybrałeś inną drogę życia – nie naszą wspólną, a swoją własną.

Nie ważne co było, nie ważne co będzie – przed Tobą jak i po Tobie nie miałem nikogo przez prawie dwa lata. Po Tobie pojawił się tylko Przemek – którego poznałeś i Mariusz… obaj chcieli się tylko zabawić, potraktować to jako przygodę lub próbę, obiecując, że może coś się uda. Ty nie obiecałeś, Ty byłeś… potem tylko zwyczajnie się rozmyśliłeś, być może nigdy nie kochałeś. Bo serce może kochać tylko jednego i Ty wybrałeś tego mam nadzieję najbardziej odpowiedniego.

Życzę Ci z całego serca szczęścia i dziękuję, dziękuję za wszystko Pawle!

Podlaska łezka w oku…

Kiedyś wspominałem o Bielsku Podlaskim. Dziś akurat tam się wybrałem. Kiedy wjeżdżałem do miasta położonego na Podlasiu – zakręciła mi się łezka w oku z powodu pięknej chwili spędzonej tam w 15 grudnia 2011 roku. Był kimś ważnym, ale już go nie ma…

Postanowiłem dziś podzielić się z Wami tym miastem pokazując niektóre miejsca wspomniane we wpisie z przed kilku tygodni. Dodatkowo odwiedziłem Cmentarz Żołnierzy Armii Radzieckiej i Mogiły Żołnierzy Wojska Polskiego.

20150204-BielskPodlaski(03)

20150204-BielskPodlaski(01)

20150204-BielskPodlaski(02)

20150204-BielskPodlaski(04)

20150204-BielskPodlaski(05)

Doskwiera samotność…

Znowu zaczyna doskwierać mi samotność i pojawia się moja dręczycielka o imieniu przeszłość. Niestety poruszając się samochodem, słucham radia i słyszę codziennie piosenkę przypominającą mi pewną osobę, która mnie zraniła. Ewentualnie ktoś wysyła Snapchat’a ze swoim zdjęciem, by przypomnieć, że istnieje.

Pewnie nie trudno się domyślić jeśli czytasz tego bloga od początku – Przemysław & Mariusz – duet, który się nie zna, a potrafi identycznie ranić. Oczywiście wybaczyłem, ale nie zapomniałem.

Wczoraj nawiązała się bardzo krótka rozmowa pomiędzy mną i moim pierwszym chłopakiem. Jest to jedyna osoba z którą byłem oraz z którą raz na pół roku (nie od święta) rozmawiam. Był to spory czas temu, kiedy byliśmy razem i się rozstaliśmy. Dokładnie niebawem stuknie 4 lata od naszego rozstania. Przez ten okres raz spotkaliśmy się, a raz go minąłem na Nowym Świecie w Warszawie – nie zauważył mnie. Nasz związek trwał ok. pół roku, ale przestaliśmy się dogadywać i zwyczajnie powiedziałem, że to chyba niema sensu. Nie próbował mnie zatrzymać, wręcz odwrotnie – poszedł się myć, a ja zostałem „wolnym panem do wzięcia”. Po kilku tygodniach z kimś tam się na nowo związał.

Związek ten może nie był udany, ale Arnold poświęcał mi wiele czasu jako chłopak pomimo, że dzieliło nas sporo kilometrów. Nikt nigdy nie poświęcał mi tyle czasu co on. Nie oznacza to jednak, że był super – niestety w łóżku nie mogliśmy się dopasować, co więcej miałem potem wrażenie, że każde spotkanie musi kończyć się seksem. Zaczął mi pod koniec docinać, chodził po klubach gejowskich i dla kolegów „bo go prosili” zakładał gejowskie portale i dawał serduszka. O tym ostatnim poinformował mnie znajomy Radek. Odpuściłem i się rozstaliśmy. Pamiętam do dziś, jak w kinie powiedziałem, że gdy go stracę, to nie będę miał nikogo. Słowa okazały się prorocze dla mnie, a on jest w szczęśliwym związku od trzech lat.

Zapytał mnie, czy doskwiera mi samotność? Doskwiera i to bardzo… od 4 lat (z małymi przerwami) wracam do domu, siadam przed komputerem w pokoju, uruchamiam komputer i rozpoczyna się mój dramat życia. Jedynym źródłem kontaktu z nowym człowiekiem jest fellow.pl zaś znajomi ze studiów pojawiają się w chwili, gdy trzeba notatki lub jest jakiś problem. Komputer stał się moim przyjacielem, kochankiem i oknem na świat… Wyjdę na studia, czy popracować… Czasami z kimś się zobaczę tylko wtedy muszę czekać na kogoś po 20-30 minut lub powyżej godziny, bo co ja tam znaczę… Poczeka wieśniak sobie, prawda?

Na wszystkich czekałem, na wspomnianych wyżej panów też musiałem wiecznie czekać, bo się im nie śpieszyło, bo to była  „przygoda” w przypadku Przemka lub „próba, a może coś poczuje” u Mariusza.

Finalizując nie rozumiem po cholerę Mariusz wysłał mi swoje zdjęcie, skoro nie mam ochoty z nim rozmawiać po tym co się wydarzyło… Przecież już na pewno z kimś się tam widuje (Tinder czynił cuda) i ma swoje pocieszenie, podobnie jak Przemysław…

W załączniku wspomniana piosenka, która mi przypomina chwile piękne, których się nie zapomina przez to, że ostatecznie stały się cierpieniem.

Wspomnienie o Bielsku Podlaskim…

Prawosławni i część grekokatolików właśnie dziś 13 stycznia wita Nowy Rok. Kiedy tak oglądałem dzisiejsze wydanie wiadomości i pokazywali te piękne podlaskie miejscowości oraz to jak ludzie się bawią przypomniało mi się jedno miasto.

Bielsk Podlaski, który pozostał w moim sercu i pewnie w nim pozostanie. Park miejski, amfiteatr, niebieska cerkiew, basen, ratusz czy Restauracja Podlasianka to tylko niektóre rzeczy, które mi się z tym miastem kojarzą. Kojarzy mi się również z nim nieodwzajemniona miłość, a niegdyś przyjaźń do Radka. Może wam kiedyś o nim wspomnę, albo i nie… bo sprawa była na tyle bolesna, że nie chcę do niej może i wracać.

Przypomniały mi się jedzone z nim hot-dogi przy PKP w Bielsku Podlaskim oraz to, że będąca z nami moja nieświadoma wtedy mamusia nie wiedziała, że nie do końca znamy się z uczelni… udało mi się jej pozbyć na chwilę, byśmy mogli pobyć sami, pogadać i pospacerować po dość długiej rozłące jaką czas, ludzie i my sami sobie zafundowaliśmy.

Cóż… to były piękne czasy, takie beztroskie i szczęśliwe. Mimo, że dziś nie możemy dojść do porozumienia, że nie mam z nim już ochoty rozmawiać to wiem jedno – ten człowiek wzbudził we mnie tyle emocji i energii, że pozostał w mojej pamięci do dziś tak jak nikt inny… bo to jest prawdziwa platoniczna miłość…

Byście mogli chociaż trochę zobaczyć z tego co opisuje to zachęcam do przesłuchania teledysku Janusza Konopli do którego zdjęcia właśnie były częściowo nagrywane w Bielsku Podlaskim.

Wspomnienie o Przemysławie…

Możecie potraktować ten dzisiejszy tekst jako pewną publiczną przestrogę, ale tak nie jest. Od czasu do czasu, będę wspominał tutaj o osobach ważnych mojemu sercu. Dziś mija dokładnie miesiąc od chwili gdy wracałem ze spotkania z Przemkiem. Spotkanie to było pierwszym po prawie dwóch latach, kiedy wracałem do domu naprawdę szczęśliwy.

Pięknym uczuciem jest wracać do domu szczęśliwym, gdzie czujesz się nieszczęśliwy. Nie spodziewałem się, że ten chłopak z Fellow który wygląda jak szurnięty nastolatek okaże się przystojnym, inteligentnym, wrażliwym i dobrym mężczyzną budzącym zaufanie. Jednak pierwsze wrażenie zazwyczaj weryfikuje czas i często okazuje się ono mylne.

Podczas pierwszego spotkania dużo rozmawialiśmy przy kawie i podczas spaceru. Zauważył, że jestem całkowicie innym człowiekiem – nie takim sztywniakiem i flegmatykiem na jakiego wyglądam na profilu. Podczas spotkania pokazał mi jedno ciekawe miejsce, które znajduje się pod wiaduktem warszawskim. Opowiedział mi tam o swoim zainteresowaniu koleją oraz tym, że bardzo lubi oglądać przejeżdżające pociągi i może to robić godzinami. Ogólnie spędzanie z nim czasu tego dnia, było dla mnie bardzo przyjemne i nie zdążyliśmy się obejrzeć, a się ono zakończyło. Spotkanie to było dłuższe niż zakładaliśmy, pod koniec odwiozłem go do domu. Pamiętam, że gdy odjeżdżałem stał i przyglądał się jak mój samochód znika w oddali. Wcześniej gdy wysiadał, wyglądał jakby liczył na pocałunek.

Wieczorem tego samego dnia napisał mi wiadomość „że dałem mu dużo do myślenia”. Wtedy zacząłem podejrzewać, że coś już jest nie tak… z jednej strony poczułem zniesmaczenie, ale z drugiej… byłem całkiem zadowolony.

Po jakimś czasie podczas wymiany wiadomości napisał mi, że ma kogoś. Byłem dość zaskoczony! Stwierdził, że powinien mi powiedzieć to wcześniej. Zabolało jak cholera… bo od początku myślałem, że jest wolny. Tym bardziej, że zadał mi wcześniej pytanie kogo właściwie szukam. Przestałem do niego się odzywać i postanowiłem odwieźć mu do pracy to co mi dał w prezencie. Zostawiłbym to w kopercie z jego imieniem i nazwiskiem. Pamiętam, że bardzo szybko jechałem samochodem i dopiero w połowie drogi się popłakałem. Mimo to, wstąpiłem do znajomego by się poradzić. Był zaskoczony, że przyjechałem roztrzęsiony jakbym zobaczył ducha. Rozmowa z nim się przedłużyła i zacząłem otrzymywać wiadomości na telefon od Przemka, czy żyje, co się dzieje itd. Zaproponował, że jutro przyjedzie do mnie. Wiele nie myśląc powiedziałem, że jestem niedaleko i spotkajmy się zaraz pod Galerią. Wyszedłem od znajomego i udałem się na tamtejszy parking.

Rozmowa z nim była bardzo szczera, wyjaśniliśmy wiele rzeczy i powiedziałem o swoich problemach i prosiłem, że jeśli chce się tylko mną zabawić to lepiej niech sobie daruje, bo będzie miało to fatalne skutki. Poinformował mnie, że jest wolny, a wiadomość przysłana wcześniej to głupi żart. W ramach przeprosin dał mi jajko z niespodzianką, które mam do dziś (było to słodkie). Zostałem zapewniony też o jego dobrych intencjach w stosunku do mojej osoby. Wierząc w jego zapewnienia po prostu mu wybaczyłem i dałem drugą szansę. Mijały godziny, na dalszej rozmowie – zaczął mnie podrywać, co było bardzo fajnym uczuciem. Kiedy wybiła północ stwierdziłem, że czas się zbierać… jednak zachowałem się jak baran i pocałowałem go w policzek oraz się przytuliłem. Zrobiłem to, bo tego potrzebowałem. Od kilkudziesięciu miesięcy nie przytuliłem nikogo. I tak wtuleni, bez słów siedzieliśmy dobre kilkanaście minut, serce waliło jak durne, oddech przyśpieszył kilkukrotnie… Nagle w radiu puścili jakąś „romantyczną” piosenkę. Pocałował mnie w usta i to był najpiękniejszy pocałunek jaki do tej pory miałem choć całował chujowo… Rozstaliśmy się po drugiej w nocy i nie przeszkadzało nam, że jeden i drugi ma wstać za 4 godziny.

Podczas tej rozmowy prosił mnie, abym się ogarną. Zapisałem się dla niego do psychologa i byłem też na prywatnej wizycie w Warszawie. Tak… cierpię na depresję. Jest to okropna choroba, która wyniszcza człowieka, choroba o której już wspomniałem. On wpłynął na mnie jednego dnia bym podjął leczenie, gdzie wiele osób próbowało przez lata i im się nie udawało… Co prawda jej objawy pojawiają się i znikają. Mimo to walczę i staram się żyć normalnie, choć jest cholernie ciężko. Z prywatnych wizyt zrezygnowałem i obecnie się nie leczę, bo właściwie nie ma dla kogo. Spóźniłem się do psycholog i terapia została przerwana…

Przez kilka kolejnych dni było wszystko dobrze, mieliśmy dobry kontakt przez telefon. Spotykaliśmy się nawet – widywałem go w pracy – przychodząc z rana czy popołudniu. Często też w nocy jechałem w okolice Siedlec by posiedzieć w samochodzie i pogadać. Zdarzało się, że czekałem prawie godzinę na to aż się zjawi… Twierdził, że jechał z domu, aczkolwiek wcześniej mówił, że nie jest w domu i zaraz wyjeżdża. Nie chciałem się czepiać szczegółów, bo wiedziałem, że kłamie. Obiecywał tez kilka razy, że do mnie przyjdzie, ale ciągle zmieniał plany. Zasłaniał się przy tym pracą. Ja też pracuje, studiuje i rozumiem wszystko, ale zwyczajnie to nie praca była powodem braku spotkań, tylko brak chęci.

Pewnego dnia przestał mi odpisywać na wiadomości, nie odpowiedział nawet czy przyjedzie. Nie dawał znaku życia, choć pojawiał się na Fellow i Grindr. Byłem tak na niego zły, że zadzwoniłem z innego numeru którego nie znał. Odebrał był tak bardzo zdziwiony, że nawet nie widział kto mówi i o co chodzi – rozłączył się. Napisał, że przesadziłem i wysłał mi zdjęcie, że jest w pracy. Był w pracy, ale po pracy… bo już w kurtce do wyjścia, co oznacza, że nie planował przyjechać… a co najlepsze ponoć nie otrzymał SMS z pytaniem czy przyjadę. Choć wiedział, ze jest ze mną umówiony i czekam. Nie pisał nic przez kilka godzin, co mu się wcześniej nie zdarzało. Może nie powinienem tak robić i po prostu czekać, ale nie potrafiłem wytrzymać wciskania kitu, że przez 8 godzin nie mógł używać telefonu, ale z Fellow oraz Grindr korzystał w pracy aktywnie. Jest tu trochę mojej winy, nie powinienem dzwonić z innego numeru. Przyznaję się do błędu, braku zaufania i cierpliwości.

Przez kilka dni jego wiadomości to pojedyncze słowa - bo doskonale znał moje słabe strony. Jednak w końcu się umówiliśmy w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i dalszego sensu tej znajomości. Spóźnił się jak zwykle, ja czekając na niego kupiłem pluszowego miśka na prezent w ramach przeprosin. Poszliśmy na kawę do jednej kawiarni na obrzeżach centrum Siedlec. Podczas tego spotkania zapadło kilka istotnych kwestii – jedna z nich to dotycząca tego co robimy z tym co było. Oboje stwierdziliśmy, że nie ma sensu tego kończyć i przerywać, sam to zresztą powiedział jako pierwszy. Nawet powiedział, że mu zależy. Stwierdziłem skoro po takim kryzysie, w którym ja naprawdę ja zawiniłem chce to kontynuować, to teraz będzie tylko lepiej.

Niestety znajomość trwała po tym jeszcze dwa dni. Kiedy po tej rozmowę wrócił do domu, to nie miał ochoty ze mną pisać – wolał oglądać film i siedzieć na Fellow, bo ciągle był online.  Następnego dnia miał wolne i mi to napisał. Gdy zapytałem czy się spotkamy – nie uzyskałem odpowiedzi. Napisałem mu tylko, ze wracam do domu i do jutra. Nie odpisał nic przez cały dzień…

Ostatniego dnia gdy już faktycznie wiedziałem w sercu, że to wszystko nie ma sensu, chciałem się z nim spotkać, ponieważ miał wolny dzień i byliśmy umówieni. Byłem po wizycie u psycholog, co prawda to nie była jej rada, ale moja decyzja po dojściu do wniosku, że oddaje facetom tak dużo, że zapominam o sobie i swojej godności. Niestety jego „bardzo ważne” obowiązki nie pozwoliły mu odpisywać konkretnie na żadną wiadomości, nie powiedział czy będzie wolny o godz. 19:00… Dopiero po 21:00 napisał pytanie co robię… nie odnosząc się do tego, ze się nie spotkał. Nie otrzymał już ode mnie żadnej odpowiedzi, do dziś mu nie napisałem absolutnie nic.

Ostatnio mnie nawet minął, właściwie dwa razy mnie minął w Siedlcach. Podczas pierwszego spotkania po tym wszystkim gadał z jakiś pedałkiem, a podczas drugiego perfidnie przeszedł obok stolika przy którym siedziałem z kimś służbowo.

Zakończyłem tą znajomość bez słowa – czyli tak, jak nie nie lubię gdy ktoś robi to w stosunku do mnie. Nie dał mi jednak szansy na zakończenie jej w inny sposób. Zrobiłem to w bardzo nieelegancki i mało dojrzały sposób z własnej inicjatywy. Czułem wobec niego złość i zażenowanie, że się dałem nabrać kolejnemu idiocie. Tego dnia kiedy chciałem się z nim zobaczyć wieczorem po powrocie z Warszawy spotkałem koleżankę, która razem ze mną spotkała mojego byłego chłopaka. Pawła z którym po tym jak zerwałem kontakt – Przemysław się poznał doskonale wiedząc, że jest to mój były chłopak, który podobnie jak on mnie wykorzystał…

Żegnaj na zawsze Przemku, tego nie da się naprawić…
Żegnaj na zawsze, choć ciężko to zapomnieć…
Żegnaj na zawsze, bo chcę być szczęśliwy…
Żegnaj bo może pojawi się ktoś kto mi to wszystko da…
I dziękuję za kolejną nić do mojego ostatniego garnituru…