Prosty magister to zły prorok…

Nie trafiłem szóstki w lotto, a mimo to, spełniły się moje wszystkie plany i marzenia. Czy trzeba do szczęścia coś więcej? Wystarczy się spakować i ruszyć w świat… bo to jedyny przepis na sukces!

Minęło parę tygodni od ostatniego wpisu, oj działo się… Wyjechałem, wróciłem, jestem szczęśliwy z moim M. i pytam: Czy do szczęścia trzeba czegoś więcej? No raczej nie, bo zwymiotujemy tęczą z Placu Zbawiciela, której już nie ma.

Tak jak zmienność w wyglądzie Placu Zbawiciela w Warszawie, tak i moje życie zaczyna się zmieniać w sposób diametralny, dzięki jednej osobie, ale też wydarzeniom jakie towarzyszą mojemu życiu i postawie mnie samego, człowieka który na początku roku się poddawał i chciał umrzeć, a dziś chce żyć i czerpać z życia jak najwięcej!

Wizyty u psycholog pomogły i to bardzo. Pojawił się ktoś w moim życiu, kto mnie na początku nie tolerował takiego trolla jak ja. Przez co chodził grzebać w ziemi wiele razy uśmierconego chomika (którego nie posiada, a na dokładkę…). Najważniejszym wydarzeniem ostatniego tygodnia, ba godzin jest to, że ścieżka edukacyjna się ponownie otwiera.

Tak jak pisałem, nie kończę swojej przygody z edukacją. Czas zacząć studia doktoranckie… które poświęcam swojemu nowemu, powtórnemu, lepszemu życiu!

Panie doktorze?

Pierwszy września kojarzył się kiedyś tylko i wyłącznie z rozpoczęciem roku szkolnego i apelu, gdzie dyrekcyjne i samorządowe pączki uśmiechały się z powodu końca wakacji od edukacji. Postanowiłem wrócić do tych czasów i udać się do szkoły! Nie, nie cofnąłem się (jeszcze), po prostu pojechałem na swój Uniwersytet, moją „miłość”, która nigdy mnie nie zdradziła i nie zawiodła.

Dziś oficjalnie już mogę mówić, jestem magistrem bezpieczeństwa narodowego. Co brzmi tak samo dumnie, jak i kiczowato… Dlatego chowam odebrany dziś dyplom do trzech innych i niech sobie siedzą magistry w szafie. Zamknąłem po 6 latach rozdział studiów niestacjonarnych, jak i stacjonarnych na dwóch kierunkach i stopniach: licencjata i magistra.

Trudno w to uwierzyć, ale tak jak zaraz po obronie, składając podziękowania, kierowane w stronę komisji „za pięć wspaniałych lat na siedleckim uniwersytecie” gdzie łzy cisnęły się do oczu, tak i dziś było strasznie smutno, że koniec został fizycznie udokumentowany.

Jednak moja historia z edukacją się nie kończy, bo kandyduje na studia doktoranckie. Raczej się nie dostanę, więc czy będą do mnie mówić po czterech latach Panie Doktorze? Zobaczymy z końcem września… a jak nie to spróbujemy za rok.

„Bezpiecznik” EDU – Część 3

W szkole średniej czułem się dziwnie, bardzo dziwnie – przez pierwsze trzy tygodnie, potem stałem się ulubieńcem całej rady pedagogicznej, dyrekcji i pracowników. Tak trafiłem do najlepszej szkoły średniej i najlepszej klasy!

Zaangażowałem się w życie szkoły, realizowałem różne przedsięwzięcia. Podczas liceum pamiętam, że platonicznie zakochałem się w heteryku. Próbowałem ustalić w jakiś sposób czy nie jest przypadkiem biseksualny. Napisałem do niego, nie przedstawiając się kim jestem. Niestety po rozmowie rozwiał moje wszelkie wątpliwości. Był w stosunku do mnie bardzo grzeczny i wyrozumiały, ale powiedział mi jasno, że faceci go nie interesują.  Tak więc sobie Konrada darowałem raz na zawsze. Chyba się domyślił kto pisał, ale nigdy w późniejszym życiu o to nie zapytał, choć czasami mijamy się na ulicy bez większego zauroczenia w sobie!

W trakcie liceum, a dokładnie przygotowań do matury po raz pierwszy zacząłem na poważnie z kimś pisać na fellow, był to Karol, mieszkał w Łukowie. Sympatyczny chłopak, którego nigdy nie poznałem na żywo. Spędzaliśmy „ze sobą” kilka e-godzin dziennie. On zdawał maturę, ja zdawałem… i tak jakoś pisaliśmy, mieliśmy wspólne zainteresowania. Jednak sielanka nie trwała dłużej, bo bez większego uzasadnienia zwyczajnie przestał pisać.

Czułem się wtedy po raz pierwszy zmartwiony… z biegiem lat uznałem to za dość głupie! Kilkukrotnie próbowałem wznowić kontakt, ale mimo tego, że byliśmy umówieni to zrezygnował z pisania i wyszło jak zawsze.

Szkołę średnią skończyłem z wynikiem bardzo dobrym, byłem najlepszym uczniem w klasie i najprawdopodobniej szkole. Dziękuję z tego miejsca ponownie swojej nauczycielce języka polskiego i niemieckiego, bo dzięki tylko tym paniom rozpocząłem swoje życie na studiach i jednocześnie uruchomił się we mnie syndrom prawdziwego geja, który chce w końcu wyjść ze skorupki i poznać kogoś ciekawego.

I od tej pory po zdanej maturze, zacząłem decydować o sobie i prowadziło mnie jedno „Ja wam teraz kurwa pokażę!”. Najbardziej błędna i złośliwa dewiza jaką człowiek może przyjąć w życiu, bo zawsze odwraca się z podwojoną siłą.

„Bezpiecznik” EDU – Część 2

W gimnazjum ponownie rozpoczął się koszmar pierwszych klas szkoły podstawowej, znowu wina nauczyciela który zwyczajnie się mścił. Gdzie dzieciaki były przeciwko mnie, gdzie panowała atmosfera – jesteś gorszy! I ponownie musiałem się przenosić, tylko że z klasy do klasy.

Nie wiem, może gdzieś tkwił mój błąd, ale nikt mi go nie wskazał, nie powiedział, co źle robię… ale jak to bywa w grupie – ktoś musi być na górze, ktoś na dole, a ktoś do robienia za kozła ofiarnego.

W gimnazjum też zacząłem widzieć, że coś jest ze mną nie tak i zaczął się mój dramat i największe szczęście którym był właśnie homoseksualizm. Próbowałem to poznać szukając informacji i kontaktów z osobami takimi jak ja w Internecie… Czaty, strony internetowe, portale stanowiły jakiś wycinek, aczkolwiek nie duży. Z początku było to bardzo niesystematyczne, bez większego zainteresowania mnie tymi osobami. Cichło, pojawiało się, znikało i tak w kółko…

Kiedy szedłem do gimnazjum rodzice twierdzili, że nie dotrwam tam dłużej i nie pójdę do szkoły średniej, ale się udało! Trafiłem do najlepszej dla mnie klasy i szkoły pod słońcem.

CDN…

„Bezpiecznik” EDU – Część 1

Nowy miesiąc zawitał w naszych kalendarzach. Miesiąc zakochanych – walentynki już za 13 dni. Jak ja ich nienawidzę, nigdy tego święta nie obchodziłem. Bo nawet jak byłem z Pawłem S. to nawet nie przysłał mi wiadomości… Dlatego też w lutym przedstawię trochę wspomnień z dzieciństwa i lat młodości. Rozpoczniemy więc cykl „Bezpiecznik” EDU od szkoły podstawowej w której być może rozpoczął się proces wyniszczania mnie od środka.

Kiedy uczęszczałem do szkoły podstawowej rodzice nie wierzyli we mnie. Nie wierzyli, że coś z tego człowieka wyjdzie, z zasady wierzyli, że nie wyjdzie i pewnie mieli rację. Kiedy rozpoczynałem szkołę podstawową nie zostałem od samego początku zaakceptowany przez rówieśników, nauczycieli i wszystkich. Czułem się tam jak człowiek drugiej kategorii. Nie radziłem sobie przez to na ścieżce edukacyjnej, ledwo otrzymując promocję z klasy do klasy. Dokuczano mi, poniżano nie tylko z racji wyglądu ale też pochodzenia – rodzice nie są na wysokich stanowiskach, raczej na takich które się uważa za margines. Tacy ludzie w tym środowisku traktowani są jak gówno, dlatego i ja musiałem być tak traktowany.

Pamiętam do dziś jak lano mnie po łbie bo nie wiedziałem jak rozwiązać zadania z matematyki, której szczerze nie pojmowałem przez całe swoje życie. I do niczego mi się nie przydała… Chciano mnie w związku z tym skierować do szkoły specjalnej, bo wg rodziców tylko tam się nadawałem.

Matka była nadopiekuńcza, zawsze kupowała mi plecak którego nosić nie chciałem, ubierała mnie jak palanta. Niestety jako dziecko nic na to nie mogłem poradzić, nie mogłem zadecydować. Pamiętam do dziś jak przebrała mnie na dzień wiosny za pannę młodą i przyprowadziła mnie do klasy, gdzie wszyscy wybuchli śmiechem i cały dzień mi dokuczano.

Dokuczano mi nie tylko przez to, że na dzień stałem się osobą „transseksualną” choć pojęcie to w tym wieku było abstrakcją. Pamiętam jak mnie popychano na korytarzu, bito, poniżano. Nikt z nauczycieli nie reagował, bo po co… wychowawczyni nie widziała problemu. Natomiast gdy zacząłem się bronić i kogoś uszkodziłem na twarzy, to było wielkie hallo…

W związku z napiętą sytuacją i trzech latach strasznej męczarni w szkole podstawowej, matka podjęła decyzję w czwartej klasie o przeniesieniu mnie do innej szkoły. Stało się to po tym, jak w trakcie lekcji wybiegłem z zajęć i nie chciałem tam wrócić. Przeniesienie nastąpiło w przeciągu kilku dni. Była to słuszna decyzja! Życie się trochę zmieniło, było dobrze, ba lepiej niż się spodziewałem. W nowej szkole doszło do pełnej akceptacji i już na drugiej przerwie biegałem z dzieciakami po korytarzu z uśmiechem na ustach. Nie zapomnę tamtych lat, gdzie pani od przyrody powtarzała wielokrotnie „lekcja, data, temat…”, Dyrektora, który przechodząc korytarzem budził respekt i strach, czy Pani od matematyki, która była moją ciemiężycielką lub psychicznej kobiety od religii.

I jakoś wtedy wszystko na tej drodze edukacji z roku na rok było lepiej, lepsze oceny, większe zrozumienie i akceptacja. Rodzicom gdzieś uleciała myśl, aby skierować mnie do szkoły specjalnej.

Nie zapomniałem tamtych lat do dziś… dyskotek, balu na zakończenie szkoły i notabene zauroczenia w dziewczynie! Bo wtedy nie była to miłość w tym wieku nie istnieje miłość, tylko zauroczenie do dziewczyny która poprosiła mnie do tańca. Wtedy byłem bardzo nieśmiały w stosunku do dziewczyn (kobiet), ale też nie wiedziałem, że jestem osobą o skłonnościach homoseksualnych.

CDN…