Kiedy splatamy dłonie, Ty w moich oczach toniesz…

Niespodziewanie spotkał kogoś, kto go pokochał i pomimo odległości jaka ich dzieli, spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Miłość jest czymś pięknym, bo każdy mniej lub więcej, potrzebuje być: kochany, doceniony i szanowany. Jedni wybierają miłość do człowieka, inni zaś miłość do szeroko rozumianego powołania. A jakie jest moje powołanie?

Otóż nikomu nie będę kochającym czułym szeptem, całą prawdą i grzechem, ponieważ moje powołanie nie jest przeznaczone do miłości człowieczej. Trudno jest zdiagnozować co jest przyczyną, że to ja lub inni ludzie odchodzą. Odchodzą i pomimo, że nasze dłonie były splecione, a w oczach widać było radość, która z czasem przeminęła. Przemija nieubłaganie jak otaczający nas świat i ludzie, których rano widzimy w metrze, a wieczorem mogą już nie żyć. Jak byli kochający przyjaciele, którzy de facto okazywali się gwoździem do dębowego garnituru. Jak niewierni mężczyźni, którzy widzieli tylko uciechy cielesne i masturbację na Twój widok ze spermą na brzuchu – uciekający wieczorami do lepszych kochanków z Bemowa. Jak Ci, którzy próbowali uzyskać wybaczenie, naprawić błędy i wciskać kit, że się zmienili. Następnie idąc narąbanym w trzy dupy do swojego socjalnego mieszkania w patologicznej dzielnicy. Czy też Ci, którzy oskarżali Cię, że piszesz „cześć” z podtekstem seksualnym i chcesz ich wyruchać jak sarnę na łące. Jak perwersyjny akapit, który zaraz się skończy. To wszystko przemija, bo przemijanie jest też częścią naszego życia, podczas którego czekamy, aż ktoś wniesie trochę słońca w jego monotonność.

Zastanawiam się na porzuceniem dotychczasowego życia. Wiem o tym, że to tylko ucieczka na krótką metę i nie warto rezygnować ze wszystkiego co się osiągnęło. Wiem jednak, że nie skończę studiów doktoranckich, ponieważ dokonałem złych wyborów na początku, których się cofnąć nie da. A które mogą rzutować na całość przewodu doktorskiego. Nie liczę na czyjeś wsparcie nie ze względu, że nie chcę – ze względu, że nie otrzymuje go od nikogo. Znajomi są ulotni, przyjaźnie nie istnieją, a rodzina doprowadza mnie do szału.  Jestem jak ta kobieta z dowcipu, co ją wszystko wkurwia. Dostała w ramach wizyty lekarskiej seks w gabinecie i krzyczała do lekarza „Panie doktorze, albo Pan wkładasz, albo wyjmujesz – bo mnie to wkurwia!”. Jestem wkurwiony, na postawy ludzi którzy są w nich tacy profesjonalni.

Jakie jest zatem moje powołanie się pytam? Do użalania się… Nie! Moje powołanie jest do intensywnego poznania i zdiagnozowania problemu przeszłości, która nie powinna wpływać na to co będzie i pomocy właśnie tym, którzy przeżyli podobną (mniejszą/większą) osobistą tragedię. I Ty znajdź swoje powołanie i napraw błędy przeszłości. Nie prosząc o wybaczenie dla siebie, tylko wybaczając im i zapominając o tym co złe, zostawiając co dobre. Tylko czy tak się da? No nie, bo oni dalej będą spuszczać się przy Tobie na brzuch… Jednak ludzi nie zmienimy, możemy zmienić jedynie siebie samego, a ich co najwyżej – powystrzelać! :)

Przekorny los…

Wydawać się mogło, że złapałem Stwórcę za nogi i uniosłem się w niebiosa. Jednak los jest przekorny, a upadek boli najbardziej. Nie mniej jednak każde zakończenie bez względu na jego wymiar, to szansa na coś nowego.

Dziękuję, nic nie mogę Ci więcej powiedzieć. Dziękuję za Toruń, dziękuję za każdy wieczór i poranek, który nigdy nie połączył się w jedno. Jednak tak będzie lepiej, dla nas obu.

Nie wiem dlaczego nie potrafię mimo osiągnięcia wielu sukcesów odnaleźć się w rzeczywistości, że nie potrafię walczyć i być silny na krytykę. Być silny na słowa, które nie są prawdziwie i tylko przez to ranią mnie ze wzmożoną siłą. Być może życie ma inne powołanie, inny wymiar, może trzeba żyć nie ciałem, a pamięcią? Tylko czy ktoś jeszcze pamięta…

Królewskie znajomości…

Poznajcie moich znajomych: Mieszka, Bolesława, Kazimierza, Władysława i Zygmunta. Wiecie co ich łączy? Byli Królami Polski. A co łączy ich jeszcze? Są na na awersach banknotów będących obecnie w obiegu.

Jesteś bogaty, ładnie się ubierasz, masz wykształcenie i jakiś tam wygląd? No to masz wielu znajomych… Obracasz się w tłumie i jesteś lubiany przez innych i nikt o Tobie nie zapomina. Tylko jakie to znajomości dla ich królewskiej mości? Tracisz kasę, jesteś śmieciem…

Podobnie jak z kasą jest ze znajomościami dla jakiegoś interesu… mnie to dotknęło nie raz. Mogę policzyć na palcach jednej ręki osoby, które bezinteresownie podchodziły i podchodzą do znajomości. Reszta podchodziła bezinteresownie do czasu uzyskania zaufania i wtedy wykorzystywała i wysysała całą energię w celu osiągnięcia swojego celu. Następnie odchodziła…

Czy warto mieć przyjaciół dla królów, czy lepiej być samemu, a przyjaciółmi nazywać swoje problemy i komputer?

Epistemologia znajomości seksualnej…

Czasami mam wrażenie, że znam kogoś dobrze, nawet bardzo dobrze. Jednak rzeczywistość jest inna.

Zauważyłem na fellow pewne desperackie posunięcia niektórych osób, które znam. By zapomnieć o przeszłości i problemach, próbują znaleźć nowych znajomych poprzez łózko. Dla mnie to akt całkowitej desperacji… lepiej przedawkować psychotropy, albo zwyczajnie się powiesić, serio!

Ja rozumiem, że seks jest potrzebą każdego człowieka bez względu na płeć i orientacje seksualną. Jednak nie można traktować go jako przepustki do znajomości, czy dobra konsumpcyjnego. Faktem jest oczywiście, że każdy ma swoje życie i może nim zarządzać jak chce. Jednak po niektórych osobach się takiego zarządzania nie spodziewałem. Po prostu trudno mi jest uwierzyć w to zderzenie z rzeczywistością.

Seks jak wspomniałem jest potrzebą człowieka, ale też wyrazem odpowiedzialności, uczucia i zaufania wobec drugiego. Tym osobom tego brakuje: odpowiedzialności, uczucia i zaufania… I właśnie w pogoni za uczuciem zapominają o odpowiedzialności i zaufaniu. Bo czy znajomość przez seks jest czegoś warta, czy uczucie dla seksu jest czymś dobrym? Czy warto tak postępować i nie naprawiać, a niszczyć swoje życie?

Pudełeczko świeczek…

I już po tym czerwonym niby to kochającym dniu… niektórzy jednak nie wiedzą co to miłość. Bardziej niż walentynki, jara mnie święto zmarłych – serio!

Wczoraj siedziałem w samotności, podobnie jak dzisiaj i przez rozpoczynający się jutro tydzień. Nie robiłem nic szczególnego. Siedziałem przed komputerem, paliłem świeczki, coś tam wypiłem, zjadłem, odpisałem na maila z pracy…  Czekając na choć jedno walentynkę (rozmowę). Niestety szybciej mi do znicza, niż walentynki (rozmowy). Największą walentynką dla mnie byłaby rozmowa z kimś… kimś ważnym, kto jutro nie rozpłynie się w binarnym gąszczu.

Paląca świeczka przypomina mi o przemijaniu. Przemijaniu życia, miłości, przyjaźni, studiów… Przemijanie jest czym nieubłaganym, przed czym nie da się nas uchronić. Jest piękne, ale też smutne w zależności jak na to patrzeć.

Wyciągając kolejną świeczkę z opakowania, zdałem sobie sprawę, że moje życie jest podobne. Takie pudełeczko świeczek z którego wyciągam płomień życia na każdy dzień, jednocześnie zbliżając się ku końcowi.

Miłego nowego tygodnia! Pomimo, że przemijamy i się mijamy…

Walenie Tynków… (Walentynki)

Ten kto nie zaznał prawdziwej miłości, nie obchodził też nigdy tego święta. Tak jest i ze mną. Nie obchodziłem i jest mi ono dość obojętne z prostej przyczyny – kochać i wyrażać miłość trzeba przez cały rok, a nie przez jeden dzień kupując serduszko czy czekoladki…

Walentynki2015

Jednak bycie zakochanym w drugiej osobie, która nas odwzajemnia, jest czymś pięknym. Mi się zdarzyło być z kimś dwa lata temu podczas tego święta. Niestety nie dostałem nawet w tym dniu SMS z wiadomością. Ostanie kocham cię usłyszałem 4 stycznia 2012… potem już nie usłyszałem go nigdy (nie usłyszałem od nikogo do dziś).

Niemniej jednak miłość prawdziwa może kochać tylko jednego… wybrał swojego pierwszego (po raz trzeci) i mam nadzieję, że jest szczęśliwy. Mam nadzieję, że każdy z Was który choć przez chwilę był dla mnie kimś ważnym, jest szczęśliwy. Szczęśliwy samemu, szczęśliwy z kimś, szczęśliwy, że nieprawdomówny…

Nie chciałbym, aby Was zraniono, ale to by pokazało Wam jak człowiek się czuje, gdy liczy się wygląd (którego nie ma), a nie wnętrze. Ja mam wnętrze, oni mają wygląd… I oni są zwycięzcami słowa „miłość”.

Cóż wam życzyć zakochani? Byście odnajdywali w sobie każdego dnia bliską osobę, zrozumienie i piękno. Byście się rozumieli, a nie interpretowali. Byście nie odgrywali roli kochającego partnera, a nim po prostu byli. By dzień „walentynek” trwał przez cały rok. Kochajcie się mimo przeszkód, bo to jest piękne!

Sprawiedliwość

Sprawiedliwość jest pojęciem względnym. Nie da się bowiem ocenić czy zmierzyć czegoś w sposób sprawiedliwy. Zawsze bowiem istnieje prawdopodobieństwo poczucia niesprawiedliwości w pewnych kwestiach.

Zazwyczaj każdy z nas chciałby być oceniony lub traktowany sprawiedliwe. Niestety nie da się osiągnąć ostatecznie stanu rzeczy w którym byłoby coś zmierzone w całości sprawiedliwie. Człowiek w swoim życiu kieruje się różnymi wartościami: miłość, uczciwość, empatia, współczucie oraz sprawiedliwość. Nie można jednoznacznie ocenić i stwierdzić, która z tych wartości będzie najbardziej istotna.

Podobnie jest z zachowaniem innych osób w stosunku do postaw pozostałych ludzi. Właśnie chciałbym tu zwrócić się do tych co uważają mnie, za osobę robiącą z siebie ofiarę losu na siłę. Czy wasza postawa jest sprawiedliwa? Czy wasza ocena też jest sprawiedliwa? Można się nad tym zastanawiać, patrząc przez pryzmat tego jak ludzie wykazywali się empatią, uczciwością i miłością w stosunku do mnie. Ja sobie tego nie wymyśliłem, to też jest ich wina – wina tego stanu rzeczy. Oczywiście niebyłym sprawiedliwy, gdybym powiedział „ja się do winy nie poczuwam”. Wiem, że wiele razy się zadręczam myślami o tym co było. Jednak staram się z tym walczyć każdego dnia, bo ktoś nie z litości, a chęci pomocy próbuje mi podać rękę. Ta osoba wie o kogo chodzi.

Tutaj nasuwa mi się na myśl pokazania Wam pewnych cech polskiego charakteru narodowego. Polski pedagog i historyk Aleksander Kamiński wyróżnił pięć cech polskiego charakteru narodowego. Jedną z nich jest wielkoduszność, dobroć, humanitaryzm. Wg Kamińskiego pozytywnymi atrybutami tej cechy są: wyrozumiałość i tolerancja, skłonność do przebaczenia i brak mściwości. Jednak żeby nie było zbyt kolorowo, muszą być też atrybuty przeciwne czyli zbytnia miękkość charakteru, opieszałość oraz brak konsekwencji i wytrwałości w decydujących chwilach.

Sprawiedliwość dosięga prawie każdego, a tylko my sami możemy ocenić siebie czy zostaliśmy potraktowani sprawiedliwie przez innych. Dlaczego prawie każdego? Bo niektórych sprawiedliwość nigdy nie spotka i to jest właśnie druga strona medalu o nazwie niesprawiedliwości. A samemu sprawiedliwości wymierzać nie wolno… Czy teraz Państwo widzą jakąś analogię?

Życie jest jak Sąd – wysokie, ale niesprawiedliwe. Tak jak kutasy z rodowodem Siedleckim, będą zawsze w moim uważaniu gównem i marginesem homoseksualizmu (z dwoma-trzema wyjątkami). Co też pewnie jest niesprawiedliwe…

Pedał, Gej, Homoseksualista…

Dziś pragnę wam przedstawić swoje definicje, które właściwie dla większości hetero oznaczają to samo – wybryk natury, szmaty, zboczeńcy i obrzydliwcy. Cóż taka to nasza Polska „tolerancyjna” z wyłączeniem Słupska.

W moim artykule z przed kilku dni o tytule „Jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku…” napisałem pewien wniosek, którego nie rozwinąłem do końca.

A porównywanie pedałów do homoseksualistów nie jest miarodajne, ponieważ pedał od homoseksualisty różni się w sposób znaczny.

Gdyby ktoś mnie zapytał o określenie się jednym z tych trzech słów wpisanych w tytule, to określiłbym siebie jako osoba o skłonnościach homoseksualnych tj. homoseksualista. Wynika to z faktu, że nie lubię określania siebie mianem geja, a pedałem nie jestem. Dla mnie nazwanie siebie homoseksualistą oznacza zwyczajnie szacunek do siebie samego oraz pełna akceptację tego kim się jest. Dodatkowo patrząc przez pryzmat seksowności wyrazu, jest on najlepszy.

W rzeczy samej mówienie o sobie „jestem gejem” nie jest niczym złym, ponieważ jest to najbardziej neutralne słowo określające mężczyznę MSM. Osobiście nie lubię tego określenia, jednak gdyby ktoś mnie tak nazwał to bym się nie obraził.

Osobiście też definiuje, że określanie się homoseksualistą (gejem) do czegoś zobowiązuje. Nie możemy pokazywać społeczeństwu, że jesteśmy obrzydliwymi zboczeńcami, które jak wybryki natury chodzą na marsze szmat. Bo od tego są pedały.

Tak dla mnie pedałem jest właśnie osoba, która jak zwierze niepotrafiące powstrzymać swojego popędu seksualnego szuka tylko i wyłącznie zaspokojenia w dodatku działając trochę bez nasycenia. Dodatkowo pokazują swoją seksualność w sposób, który nawet dla mnie jest odrażający. Dlatego jetem czasami homofobiczny, ale tylko w stosunku do pedałów, którzy swoim postępowaniem i wyglądem na chwilę zmieniają mnie w hetero.

Jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku…

Wydawać by się mogło, że poznanie kogoś jest takie proste w dzisiejszych czasach. Możliwość kontaktu mamy na wyciągnięcie ręki poprzez różnego rodzaju portale branżowe lub społecznościowe.

Obserwuje na fellow.pl od pewnego czasu bardzo dużą modę traktowania osób, nie szukających na sam seks jako odmieńców i czegoś negatywnego. Być może wpływ i nacisk społeczny uwypuklony wieloma profilami szukającymi na sam seks z perwersyjnymi zdjęciami, powoduje robienie swego rodzaju „kosmitów” z osób, które czynności seksualne traktują jako dodatek do związku, a nie mechaniczną przyjemność.

Powstaje więc pewnego rodzaju jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku. Człowieku zainteresowanym wyłącznie konsumpcyjnym podejściem do seksu, który jest tak wykreowany przez kulturę portalu w sposób całkiem odmienny. Oczywiście, to zdarza się też w świecie heteroseksualnym. Jednak w tym drugim wypadku, można odnieść wrażenie, że tego typu zachowania są mniejsze. Wynika to zapewne z faktu większej ilości populacji ludzi heteroseksualnych w stosunku do homoseksualnych lub pośrednich.

Pedalskie związki trwają max. miesiąc, wiec zawsze można powiedzieć, że się pierdolisz tylko z tymi, z którymi jesteś.

Z taką opinią na temat związków homoseksualnych spotkałem się dzisiaj na wspominanym portalu branżowym. Jest to opinia pozbawionego najprawdopodobniej umiejętności korzystania z mózgu biseksualnego mężczyzny, szukającego na seks.

Oczywiście pewnie w większości przypadków tak się dzieje. Wynika to z faktu, że ludzie nie potrafią powiedzieć i wyrazić tego czego naprawdę oczekują od drugiego człowieka i wchodząc w związek bez namysłu wskakują sobie do łóżek. Po czym są sobą znudzeni… Jednak chciałbym podkreślić, że nie każdy homoseksualista decyduje się na czynność seksualną ze swoim partnerem zaraz po „wejściu w związek”. A porównywanie pedałów do homoseksualistów nie jest miarodajne, ponieważ pedał od homoseksualisty różni się w sposób znaczny.

Sensu walki nie ma … a może nie ma o co walczyć?

Wiele razy zdarza się nam walczyć. Walka powinna mieć przede wszystkim atrybut za który ponosimy jej ciężar. Czyli coś co jest warte wszelkiego wysiłki by to zdobyć lub osiągnąć. Bez tego atrybutu nie będzie ona miała sensu. Walczymy w imię swoje, kogoś lub w imię czegoś…

Ja walczę z samym sobą każdego dnia – walczę o to by żyć. Walczę z chorobą płuc. Walczę też o to by być szczęśliwym. I zastanawiam się czy wspomniany „atrybut” jest na tyle sensowny by walczyć?

W zależności od punktu widzenia można wyłożyć różnego rodzaju teorie sensu walki w podanych wyżej przypadkach. Jeśli chodzi o życie, to niektórym jest to na tyle istotna kwestia, że nie oddali by go nikomu. W moim przypadku jest inaczej, dla mnie chyba bardziej zależy na byciu szczęśliwym niż na samym życiu. Chodzi tutaj o szczęśliwe życie, a nie jak do tej pory nieszczęśliwe, które wynika z poznawania podłych ludzi. Poznawanie podłych ludzi, ciągnie się za mną jak wspomniana choroba płuc. Pojawia się ona jak ci ludzie od czasu do czasu. Przychodzi i próbuje udusić człowieka dławiąc go własnym kaszlem i powodując wymioty na sucho.

Choroba wraca… ale wracają też wspomnienia o podłych ludziach. Znowu w myślach pojawia się Przemysław, gdzieś tam przebiega Paweł… Ja tym chłopcom wybaczyłem… Nie czuję do nich już złości, ale nie zapomnę. Z perspektywy czasu, może chciałbym porozmawiać o tym co z nimi było, ale nie została mi dana taka szansa. Wiem jednak, że walka o nich, czy z nimi nie miałaby najmniejszego sensu, bo „atrybut” nie jest już na tyle cenny, tak jak próba wyjaśnienia niedokończonych spraw dla nich. Może nie dorośli?