Piątek trzynastego…

No tak ponownie w pogoni za bogactwem, zabrakło mi czasu na napisanie wczoraj artykułu. Jednak w pracy mamy trochę projektów i przypadło mi wykonanie dużej części przypadającej dla mojego regionu. Przez to brak wczoraj wpisu.

Drodzy Państwo – piątek, piąteczek, piątunio! Czyli początek weekendu, ale niestety piątunio był pechowy (bo trzynasty). Właściwie zostałem uświadomiony podczas dzisiejszych zakupów w Bershka, że jest piątek trzynastego. Nie jestem przesądny więc nawet nie myślałem o dacie. No cóż… gdy wstałem to faktycznie źle się czułem, trochę wypiłem wieczorem. Jednak udało mi się wstać po ok. 2 godzinach leżenia w łóżku (I DID IT). Dodatkowo jakoś tak z rana powróciła do mojej głowy na chwilę przeszłość, tak jak teraz gdy piszę ten tekst – też ona się pojawia, bo moja intuicja nigdy mnie nie myli.

Dziś otrzymałem ocenę postępowania ostatniego z bohaterów mojego serca, który mnie oszukał…

No ja na temat tego gościa nie będę pisać, bo to strata czasu, przynajmniej dla mnie, a Tobie radzę się nie angażować w takie duperele z takimi ludźmi.

Szkoda tylko, że tak późno otrzymałem taką radę… Więc ruchaj się na tym Gocławiu czy Bemowie z kim tam chcesz i kiedy chcesz… Tylko nie wciskaj kitu, że nie „zdradziłeś”. Bo w to nie uwierzę, kłamać nigdy nie potrafiłeś pozbawiony mózgu zboczeńcu!

Byłem też dziś w dziekanacie rozliczyłem przedostatni semestr studiów. Dostałem też, bardzo śmieszny dowcip studencki od mojego „znajomego”.

Przychodzi baba do lekarza ze studentem w dupie. Lekarz widząc ją, mówi „o dzień dobry Pani dziekan!”

Zrobiłem trochę zakupów, a na otarcie łez poszedłem na lody i kawę do kawiarni Grycan, niestety sam… ale to nic, bo godzę się z tym, że tam po drugiej stronie stolika nie pojawi się nic innego prócz mojej kurtki i torby.

grycan_siedlce