Płomień przeszłości…

Zaczyna się listopad, wracają wspomnienia z przed roku i poprzednich lat, kiedy to pojawiali się nieodpowiedni ludzie w moim życiu. Ludzie obiecujący wiele, dający nadzieję, która była fałszywa i niewierna. Przyjaciele, kochankowie, którzy mieli być, ale zgaśli gdzieś w tłumie ubiegłych lat. Jednak ten płomień przeszłości, czasami się zapala, by udać się na chwilę refleksji…

Podobno w okresie jesienno-zimowym dochodzi do największej liczby samobójstw, zaś na wiosnę uruchamiają się „wariaci” którzy szukają wrażeń wychodząc z domu. Co prawda, przychodzą dni gorsze, że nie chce się żyć, jednak jestem na tyle silny, że potrafię zdławić je w zalążku. Na tyle silny, by się ich wyzbyć. Dzięki przeszłości, nauczyłem się walczyć o swoje życie. Pod koniec listopada ubiegłego roku, pojawił się w moim życiu Przemysław. Ci co czytają bloga w miarę regularnie, będą wiedzieli o kogo chodzi. Od niego zaczęła się przygoda z blogiem, ale też dla niego zacząłem szukać pomocy u psychologów. Jego nie ma, odszedł bez słowa i wyjaśnienia. Nie potrafił potem spojrzeć mi w twarz, bo był zwykłym „gimbusem po maturze, smażącym frytki w KFC”. Potem Mariusz, którego pozostawię bez komentarza, bo ludzi jego pokroju to komentować nie wypada, bo komentarz by się obraził.

Wiem, że moje podejście do ludzi i oceny ich przez pewien pryzma jest zły, jednak mówiąc krótko „mam to w dupie”. Zawsze sobie powtarzam, że tych ludzi nie zmienimy, możemy zmienić tylko siebie. To jest zrobić trudno, jednak łatwiej niż zmienić kogoś. Aczkolwiek brakuje mi może nie wobec nich, ale kilku osób odpowiedzi, dlaczego tak jest i tak się stało. Wspomnienia wracają w chwilach wieczornych, albo gdy zajdzie się w miejsca, które o kimś przypominają np. stacje metra, ulice, budynki, lokale czy instytucje. Przypominają o tych dobrych chwilach spędzonych razem i tych złych, kiedy to wracało się do domu, nie wiedząc czy dom się jeszcze ma.

Tak było, to uczy. Uczy cierpliwości wobec siebie, pozwala się umocnić i zmotywować się na tyle, by zmienić swoje życie. Oczywiście zmiana życia z kimś przy boku, kimś bliskim byłaby łatwiejsza, jednak moje życie napisane zostało w sposób inny: ludzie pojawiają się i znikają, nawet po nawiązaniu bliższych relacji. Wybrałem samotność, choć ponoć nie mam standaryzowanych zasad w tej kwestii. Pewnie gdy pojawi się ktoś nowy, ktoś komu będzie choć przez chwilę zależało, znowu wplątam się w coś dobrego lub mniej dobrego. I znowu dojdzie do rozstania i rozmyślania, dlaczego tak się stało, co jest we mnie takiego, czy to ja zawiniłem, czy oboje, czy ten ktoś?

Jedno wiem – historia zatoczyła koło, ostatni związek rozpadł się podobnie jak mój pierwszy: poszło po tylu latach o taką samą sprawę. Teraz albo historia się powtórzy i spotkam Radosława (bis), albo się zakończy. Z tymże z ostatnim rozstaniem się pogodziłem i zawsze ten kawałek czasu spędzonego razem, będę wspominał mimo wszystko w pozytywnych barwach, kolorowych barwach.

Weź nóż i dźgnij…

Sprawy się bardzo komplikują, ponieważ niby koniec sezonu w firmie i teraz praca typowo biurowa mnie czeka przez następne dwa miesiące, ale w tym roku odnotowuje dziwne zachowanie współpracowników i same straty.

Niestety od jakiegoś czasu współpracownicy oddają zlecenia, które w takiej formie wydania, nie powinny ujrzeć światła dziennego. Jestem skazany sam poprawić wykonaną przez kogoś pracę, choć ta osoba wzięła już za to pieniądze. Siedzę do późna w nocy, czasami bez przerwy na sen jadę na studia, tak jak za chwilę – byle coś skończyć, byle było na daną godzinę i byle zawieźć to do wydania klientowi. Następnie pozostaje czekać na telefon, aż zacznie Cię opierdalać, bo czegoś jest za mało. Niestety tak się ostatnio dzieje, choć ja nie jestem niczemu winien, ale ponoszę za to wszystko największą odpowiedzialność, ponieważ to ze mną jest podpisana umowa. A pracownicy czują się bezkarni i mogą się tak czuć, ponieważ w tej branży nie ma jednego sprecyzowanego miernika jakości.

Podejrzewam, że jest to cicha wojna by mnie wykończyć na rynku, cóż – takie prawo konkurencji, a ja wcale nie muszę tego robić i w każdej chwili mogę zaprzestać działalności w bardzo prosty sposób. Tylko nie ma takiej potrzeby, ponieważ każdy dostanie swój kawałek tortu i będzie zadowolony. Zleciłem jedną pracę firmie zewnętrznej, zrobiłem przed oddaniem oryginału kopię, którą potem utraciłem, gdyż nie została powielona. Efekt jest taki, że nie mam fizycznie zlecenia klienta i gdyby okazało się, że firma zewnętrzna zgubi, straci materiał (co przeczuwam, że tak może się stać w zawiązku z cichą wojną), to stanę przed wymiarem sprawiedliwości i kara będzie bardzo dotkliwa. I chyba ze wstydu i bezradności nie przez pedałów popełniłbym samobójstwo.

Coś mi jednak mówi, aby już teraz wziąć nóż i dźgnąć samego siebie, by na to wszystko w cholerę nie patrzeć… W tamtym roku Przemuś i Mariusz chcieli mnie wykończyć, a w tym współpracownicy. Ja się pytam tylko, za co? Za równy podział zysku, za premię i dobre warunki wykonania zleceń? Najwidoczniej trzeba mnie ukrzyżować, albo krzyż w dupę wsadzić… skoro się hamburgerom i zarom nie udało!

Kiedy splatamy dłonie, Ty w moich oczach toniesz…

Niespodziewanie spotkał kogoś, kto go pokochał i pomimo odległości jaka ich dzieli, spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Miłość jest czymś pięknym, bo każdy mniej lub więcej, potrzebuje być: kochany, doceniony i szanowany. Jedni wybierają miłość do człowieka, inni zaś miłość do szeroko rozumianego powołania. A jakie jest moje powołanie?

Otóż nikomu nie będę kochającym czułym szeptem, całą prawdą i grzechem, ponieważ moje powołanie nie jest przeznaczone do miłości człowieczej. Trudno jest zdiagnozować co jest przyczyną, że to ja lub inni ludzie odchodzą. Odchodzą i pomimo, że nasze dłonie były splecione, a w oczach widać było radość, która z czasem przeminęła. Przemija nieubłaganie jak otaczający nas świat i ludzie, których rano widzimy w metrze, a wieczorem mogą już nie żyć. Jak byli kochający przyjaciele, którzy de facto okazywali się gwoździem do dębowego garnituru. Jak niewierni mężczyźni, którzy widzieli tylko uciechy cielesne i masturbację na Twój widok ze spermą na brzuchu – uciekający wieczorami do lepszych kochanków z Bemowa. Jak Ci, którzy próbowali uzyskać wybaczenie, naprawić błędy i wciskać kit, że się zmienili. Następnie idąc narąbanym w trzy dupy do swojego socjalnego mieszkania w patologicznej dzielnicy. Czy też Ci, którzy oskarżali Cię, że piszesz „cześć” z podtekstem seksualnym i chcesz ich wyruchać jak sarnę na łące. Jak perwersyjny akapit, który zaraz się skończy. To wszystko przemija, bo przemijanie jest też częścią naszego życia, podczas którego czekamy, aż ktoś wniesie trochę słońca w jego monotonność.

Zastanawiam się na porzuceniem dotychczasowego życia. Wiem o tym, że to tylko ucieczka na krótką metę i nie warto rezygnować ze wszystkiego co się osiągnęło. Wiem jednak, że nie skończę studiów doktoranckich, ponieważ dokonałem złych wyborów na początku, których się cofnąć nie da. A które mogą rzutować na całość przewodu doktorskiego. Nie liczę na czyjeś wsparcie nie ze względu, że nie chcę – ze względu, że nie otrzymuje go od nikogo. Znajomi są ulotni, przyjaźnie nie istnieją, a rodzina doprowadza mnie do szału.  Jestem jak ta kobieta z dowcipu, co ją wszystko wkurwia. Dostała w ramach wizyty lekarskiej seks w gabinecie i krzyczała do lekarza „Panie doktorze, albo Pan wkładasz, albo wyjmujesz – bo mnie to wkurwia!”. Jestem wkurwiony, na postawy ludzi którzy są w nich tacy profesjonalni.

Jakie jest zatem moje powołanie się pytam? Do użalania się… Nie! Moje powołanie jest do intensywnego poznania i zdiagnozowania problemu przeszłości, która nie powinna wpływać na to co będzie i pomocy właśnie tym, którzy przeżyli podobną (mniejszą/większą) osobistą tragedię. I Ty znajdź swoje powołanie i napraw błędy przeszłości. Nie prosząc o wybaczenie dla siebie, tylko wybaczając im i zapominając o tym co złe, zostawiając co dobre. Tylko czy tak się da? No nie, bo oni dalej będą spuszczać się przy Tobie na brzuch… Jednak ludzi nie zmienimy, możemy zmienić jedynie siebie samego, a ich co najwyżej – powystrzelać! :)

Piątek trzynastego…

No tak ponownie w pogoni za bogactwem, zabrakło mi czasu na napisanie wczoraj artykułu. Jednak w pracy mamy trochę projektów i przypadło mi wykonanie dużej części przypadającej dla mojego regionu. Przez to brak wczoraj wpisu.

Drodzy Państwo – piątek, piąteczek, piątunio! Czyli początek weekendu, ale niestety piątunio był pechowy (bo trzynasty). Właściwie zostałem uświadomiony podczas dzisiejszych zakupów w Bershka, że jest piątek trzynastego. Nie jestem przesądny więc nawet nie myślałem o dacie. No cóż… gdy wstałem to faktycznie źle się czułem, trochę wypiłem wieczorem. Jednak udało mi się wstać po ok. 2 godzinach leżenia w łóżku (I DID IT). Dodatkowo jakoś tak z rana powróciła do mojej głowy na chwilę przeszłość, tak jak teraz gdy piszę ten tekst – też ona się pojawia, bo moja intuicja nigdy mnie nie myli.

Dziś otrzymałem ocenę postępowania ostatniego z bohaterów mojego serca, który mnie oszukał…

No ja na temat tego gościa nie będę pisać, bo to strata czasu, przynajmniej dla mnie, a Tobie radzę się nie angażować w takie duperele z takimi ludźmi.

Szkoda tylko, że tak późno otrzymałem taką radę… Więc ruchaj się na tym Gocławiu czy Bemowie z kim tam chcesz i kiedy chcesz… Tylko nie wciskaj kitu, że nie „zdradziłeś”. Bo w to nie uwierzę, kłamać nigdy nie potrafiłeś pozbawiony mózgu zboczeńcu!

Byłem też dziś w dziekanacie rozliczyłem przedostatni semestr studiów. Dostałem też, bardzo śmieszny dowcip studencki od mojego „znajomego”.

Przychodzi baba do lekarza ze studentem w dupie. Lekarz widząc ją, mówi „o dzień dobry Pani dziekan!”

Zrobiłem trochę zakupów, a na otarcie łez poszedłem na lody i kawę do kawiarni Grycan, niestety sam… ale to nic, bo godzę się z tym, że tam po drugiej stronie stolika nie pojawi się nic innego prócz mojej kurtki i torby.

grycan_siedlce

Policja bo wypiłem…

Wczoraj po tym, że odezwał się Mariusz, a potem znowu wysłał zdjęcie i musiałem pacanowi uświadomić, ze sobie tego nie życzę – musiałem wypić, nie potrafiłem inaczej zasnąć. Przez co dzisiaj musiałem wstawić się na policji.

Wynikało to z faktu, że dzisiaj miałem trochę kilometrów samochodem do zrobienia, a nie jeżdżę po kielichu (dla bezpieczeństwa innych). Zaszedłem na komendę policji i poprosiłem starszą sierżant o to, by mnie zbadała. Bez problemu wyciągnęła alkomat i ustnik. Wynik był pozytywny: 0.00 promila w wydychanym powietrzu, więc mogłem jechać.

O tym co się działo jak Mariusz się odezwał może potem, może wcale – szczyl i gówniarz. Tyle… jutro odniosę się do szerzej komentarza użytkownika na moim profilu fellow:

Czlowiek do niego z pomocna dlonia a on: jesteś ograniczony jak reszta siedleckiego pomiotu. poerdol się i spierdalaj z mojego życia raz na zawsze puszczalska.plotkarska kurwo Wiec nie ma co mu wspolczuc

Na pamiątkę otrzymałem ustniczek! Zachowam, by wsadzić komuś w dupę…

Ustnik_Policja

„Nie sądziłam, że odpowiedź przyjdzie aż tak szybko…”

Wczorajszy dzień był długi, straszny i samotny. Telefon milczał przez cały dzień. Odezwała się tylko jedna osoba ze studiów, bo chciała otrzymać terminy egzaminów. W samotności przychodzą mi myśli, które mnie dręczą… wracają wspomnienia, myśli by ze sobą skończyć, by dopisać ostatni list do wszystkich…

W związku z tym specjalistka ds. jakości ode mnie z firmy zwracająca raport do uzupełnienia lekko się zdziwiła, że odpowiedź uzyskała po ok. 7 minutach, pisząc:

Ojej. Dziękuję. Nie sądziłam, że odpowiedź przyjdzie aż tak szybko :-) Pozdrawiam

No bo jak się nie ma co robić, siedzi się samotnie w domu, to co się dziwić? Tym bardziej, że siedzi się cały dzień przed komputerem…

Ogólnie chciałbym się z wami podzielić swoim marzeniem, które chodzi ze mną od kilku lat. Wyjazd do Kazimierza Dolnego! Chciałem się tam wybrać z kimś kogo kocham, ale ostatecznie już jakiś czas temu stwierdziłem, że nigdy nie pojadę tam ze swoim chłopakiem. W rzeczy samej mieć go nie będę, bo po Mariuszu czuję się bardzo zniesmaczony facetami. Jednak, też bardziej chodzi o to, że z tymi dla których mówiłem o tym wyjeździe, bądź wspominałem, to zaraz kończyła się relacja z tym człowiekiem. Nie wiem dlaczego, czyżby bali się dźwigania moich walizek?

Kazimierz Dolny to miasto, które odwiedziłem raz w szkole podstawowej. Bardzo mi się ono podobało, bardzo chciałem tam pojechać na 2-3 dni, miałem tam spędzić Sylwestra 2012/2013, jednak Paweł S. nie chciał już ze mną pojechać. Już tego jak wspomniałem nie zrobię. Samotność i bycie traktowanym jak erotyczna zabawka panuje w mym sercu i wspomnieniach…

Marzenia zawsze się nie spełniają, gdy ludzie się nie kochają…

Doskwiera samotność…

Znowu zaczyna doskwierać mi samotność i pojawia się moja dręczycielka o imieniu przeszłość. Niestety poruszając się samochodem, słucham radia i słyszę codziennie piosenkę przypominającą mi pewną osobę, która mnie zraniła. Ewentualnie ktoś wysyła Snapchat’a ze swoim zdjęciem, by przypomnieć, że istnieje.

Pewnie nie trudno się domyślić jeśli czytasz tego bloga od początku – Przemysław & Mariusz – duet, który się nie zna, a potrafi identycznie ranić. Oczywiście wybaczyłem, ale nie zapomniałem.

Wczoraj nawiązała się bardzo krótka rozmowa pomiędzy mną i moim pierwszym chłopakiem. Jest to jedyna osoba z którą byłem oraz z którą raz na pół roku (nie od święta) rozmawiam. Był to spory czas temu, kiedy byliśmy razem i się rozstaliśmy. Dokładnie niebawem stuknie 4 lata od naszego rozstania. Przez ten okres raz spotkaliśmy się, a raz go minąłem na Nowym Świecie w Warszawie – nie zauważył mnie. Nasz związek trwał ok. pół roku, ale przestaliśmy się dogadywać i zwyczajnie powiedziałem, że to chyba niema sensu. Nie próbował mnie zatrzymać, wręcz odwrotnie – poszedł się myć, a ja zostałem „wolnym panem do wzięcia”. Po kilku tygodniach z kimś tam się na nowo związał.

Związek ten może nie był udany, ale Arnold poświęcał mi wiele czasu jako chłopak pomimo, że dzieliło nas sporo kilometrów. Nikt nigdy nie poświęcał mi tyle czasu co on. Nie oznacza to jednak, że był super – niestety w łóżku nie mogliśmy się dopasować, co więcej miałem potem wrażenie, że każde spotkanie musi kończyć się seksem. Zaczął mi pod koniec docinać, chodził po klubach gejowskich i dla kolegów „bo go prosili” zakładał gejowskie portale i dawał serduszka. O tym ostatnim poinformował mnie znajomy Radek. Odpuściłem i się rozstaliśmy. Pamiętam do dziś, jak w kinie powiedziałem, że gdy go stracę, to nie będę miał nikogo. Słowa okazały się prorocze dla mnie, a on jest w szczęśliwym związku od trzech lat.

Zapytał mnie, czy doskwiera mi samotność? Doskwiera i to bardzo… od 4 lat (z małymi przerwami) wracam do domu, siadam przed komputerem w pokoju, uruchamiam komputer i rozpoczyna się mój dramat życia. Jedynym źródłem kontaktu z nowym człowiekiem jest fellow.pl zaś znajomi ze studiów pojawiają się w chwili, gdy trzeba notatki lub jest jakiś problem. Komputer stał się moim przyjacielem, kochankiem i oknem na świat… Wyjdę na studia, czy popracować… Czasami z kimś się zobaczę tylko wtedy muszę czekać na kogoś po 20-30 minut lub powyżej godziny, bo co ja tam znaczę… Poczeka wieśniak sobie, prawda?

Na wszystkich czekałem, na wspomnianych wyżej panów też musiałem wiecznie czekać, bo się im nie śpieszyło, bo to była  „przygoda” w przypadku Przemka lub „próba, a może coś poczuje” u Mariusza.

Finalizując nie rozumiem po cholerę Mariusz wysłał mi swoje zdjęcie, skoro nie mam ochoty z nim rozmawiać po tym co się wydarzyło… Przecież już na pewno z kimś się tam widuje (Tinder czynił cuda) i ma swoje pocieszenie, podobnie jak Przemysław…

W załączniku wspomniana piosenka, która mi przypomina chwile piękne, których się nie zapomina przez to, że ostatecznie stały się cierpieniem.

Czy pamiętasz i jesteś szczęśliwy?

Łzy cisną się same do oczu, a serce krwawi przez to co się stało kiedyś… Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić, ciężko jest mi zapomnieć. Jest taki dzień, kiedy czuję się bardzo dobrze, a dziś chciałbym umrzeć…

Wiem, że ciągłe umartwianie się i rozmyślanie o tym co było niczego nie zmieni. Ciągle myślę, zadając sobie pytanie: Czy są szczęśliwi i pamiętają? Pewnie tak! Na pewno są szczęśliwi. Ludzie którzy ranią uczucia innych są fałszywie szczęśliwi przez to, że mogli się zabawić i zapomnieć o takich osobach jaką przykładowo jestem ja…

Ponownie rozważam opcję odejścia z tego świata, bo nie widzę dalszego sensu życia. Na uczelni zaczynają zauważać, że coś jest nie tak. Wiele osób zaczyna planować zawarcie związku małżeńskiego. Na ulicy mijam pary zakochanych. W kawiarni osoby, które odnoszą się do siebie z taką życzliwością i uczuciem, którego nigdy nie zaznałem. Pijąc kawę i patrząc się ślepo przed siebie odczuwając psychiczny i fizyczny ból… ból który pojawia się też każdego dnia, każdego wieczora. Zapytacie dlaczego rozważam „wylogowanie się” z życia? Bo jaki jest sens życia w pojedynkę, czy nie lepiej żyć dla kogoś?

Chyba już się nie pozbieram, nie będę w stanie zaufać komukolwiek i z kimś być. Nie chcę znowu usłyszeć „nie zatruwaj nam życia” albo „muszę się zastanowić”. Nie chce znowu stać się marionetką do całowania, zabawką erotyczną do masturbacji. Czuję się obdarty  przez te pedalskie hieny z godności i szacunku do samego siebie… Jednak wybaczyłem wszystkim za wyjątkiem Radosława. Wybaczyłem, ale nie zapomnę… nigdy nie zapomnę!

Cisza po burzy…

Mija pierwsza doba od zakończenia przez mnie wspomnianej poprzednio relacji z Mariuszem. Boli cholernie, boli podobnie jak po każdym ważnym dla mnie człowieku. Będzie mi go brakowało… ale tak musiało być, tak będzie może lepiej…

Życie jednak tak chciało! Dałem mu wolną rękę i usłyszałem to co powinienem usłyszeć dużo wcześniej. Czyli, że nie czuł do mnie nic oraz, że nie ma to sensu. Byłem mamiony jedynie, że potrzebuje czasu by to wszystko ułożyć, a pocałunki i przytulanie się ma tylko pomóc. Jak mogłem na tyle być zaślepiony samotnością by tak na zawołanie się przytulić i całować nie znając człowieka zbyt długo? Jakiego wyniszczenia człowieka dokonał Przemysław, Paweł S., Łukasz czy Radek? Chyba nawet ja już nie znam odpowiedzi na te pytania. Tak jak te, jak oni się czują wieczorami i co robią….

W ostatnich słowach do Mariusza powiedziałem, że bez względu co będzie dalej i jeśli nawet zdecyduje się odejść z tego świata to niech nigdy siebie nie obwinia, bo to nie będzie jego wina. Nikt nie będzie winny, to będzie moja decyzja zakończenia mojej kariery życia… Będę wtedy szczęśliwy i naprawdę chciałbym tego szczęścia już jak najszybciej doznać, ale jeszcze jakaś głupia nadzieja mnie powstrzymuje… Bo na tym drugim świecie nie spotkam z nikim, bo dla mnie już tego świata nie ma. Podobnie jak satysfakcji z życia, studiów, zarobionych pieniędzy…

Najgorzej jest wieczorem i w nocy… Siedzę, przed komputerem, nie mam do kogo nawet zagadać, chyba już nikt nie chce ze mną rozmawiać o tym co było. Gdy szukam kogoś nowego to mimo wszystko ciężko jest znaleźć nowego rozmówcę, nawet nie mówiąc o tym co było. Najgorsze to być osamotnionym, bo samotność w sercu można jakoś jeszcze znieść.

Żegnaj na zawsze jako chłopak, kochanek, kolega i człowiek…

Stało się… zrezygnowałem z walki o Ciebie i pożegnałem się. Wszystko jest za nami, a przed nami już tylko dwie oddzielne drogi. Drogi całkowicie odmienne. Dziękuję Ci Mariuszu za wszystkie wspólne dni, wspaniałe chwile i daną nadzieję. Wybaczam, ale nie zapominam.

W dniu dzisiejszym przelała się czara goryczy, braku dowartościowania, zainteresowania jak na początku i wyjaśnienia dość rozmijających się od jakiegoś czasu wiadomości. Nie jest to mój problem, że nie chciałeś to Twój problem. Żegnaj na zawsze jako chłopak, kochanek, kolega i człowiek – bo nie wiem kim dla Ciebie byłem, ale po wczorajszym chyba nikim ważnym…

Moi drodzy, nadal uważam siebie za dobrego człowieka, który nie zasługuje na szczęście, ponieważ trafia na idiotów. Kolejny rok przynosi rozczarowanie, które pewnie było na moje życzenie. Nie mam co szukać i czekać na kogoś, bo to nie ma sensu. Homoseksualiści są już tak zepsuci i zapatrzeni w siebie, że nie jest warte czekanie lub szukanie. Nie widzą uczuć innych osób, widzą tylko siebie. Jestem na pewno osobą zbyt wrażliwą i nikt tego nie dostrzega, albo dostrzega i gówno go to obchodzi.

Doczekaliśmy czasów legitymizacji krzywdzenia innych osób, bez względu na konsekwencje. Naprawdę źle się z tym czuję, że nie trafiam na osoby dobre, wrażliwe i odpowiedzialne. Chciałem obdarować kogoś uczuciem, miłością, czułością i spełnić nasze wspólne marzenia. Znowu nici w wyjazdu na urlop, znowu brak motywacji wyjścia z choroby, znowu brak sensu życia i powrót do monotonności i szarości dni…

Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam…