Razem od ponad czterech lat…

Znalazłem coś pięknego na naszym portalu… Parę gejów, którzy są razem od ponad czterech lat i nie są sobą znudzeni. Twierdzę to po tym, że nie szukają trzeciego – co jest dość powszechne wśród tego typu związkach. 

Zapytałem jaki jest ich przepis na szczęście? Otrzymałem odpowiedź, że trzeba mieć furę szczęścia. Wcześniej też mieli nieudane związki i dlatego do tego szczęścia dodać należy cierpliwość.

Mają rację! Trzeba mieć szczęście i cierpliwość wobec siebie, by stworzyć coś wielkiego. Wielkiego nie oznacza na tygodnie czy miesiące, wielkiego oznacza na lata. Trzeba się nauczyć rozumieć siebie, a nie interpretować. Trzeba słowa ja i ty zamienić w jedno słowo my! Niestety jest to tak trudne…

Takiego typu osoby, są ambasadorami pięknego uczucia jakim jest miłość i życie dla siebie. Tego typu osoby zasługują na bardzo duży szacunek. Z tego typu osób powinniście się uczyć wygłodniałe penisy tego portalu.

Czy pamiętasz i jesteś szczęśliwy?

Łzy cisną się same do oczu, a serce krwawi przez to co się stało kiedyś… Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić, ciężko jest mi zapomnieć. Jest taki dzień, kiedy czuję się bardzo dobrze, a dziś chciałbym umrzeć…

Wiem, że ciągłe umartwianie się i rozmyślanie o tym co było niczego nie zmieni. Ciągle myślę, zadając sobie pytanie: Czy są szczęśliwi i pamiętają? Pewnie tak! Na pewno są szczęśliwi. Ludzie którzy ranią uczucia innych są fałszywie szczęśliwi przez to, że mogli się zabawić i zapomnieć o takich osobach jaką przykładowo jestem ja…

Ponownie rozważam opcję odejścia z tego świata, bo nie widzę dalszego sensu życia. Na uczelni zaczynają zauważać, że coś jest nie tak. Wiele osób zaczyna planować zawarcie związku małżeńskiego. Na ulicy mijam pary zakochanych. W kawiarni osoby, które odnoszą się do siebie z taką życzliwością i uczuciem, którego nigdy nie zaznałem. Pijąc kawę i patrząc się ślepo przed siebie odczuwając psychiczny i fizyczny ból… ból który pojawia się też każdego dnia, każdego wieczora. Zapytacie dlaczego rozważam „wylogowanie się” z życia? Bo jaki jest sens życia w pojedynkę, czy nie lepiej żyć dla kogoś?

Chyba już się nie pozbieram, nie będę w stanie zaufać komukolwiek i z kimś być. Nie chcę znowu usłyszeć „nie zatruwaj nam życia” albo „muszę się zastanowić”. Nie chce znowu stać się marionetką do całowania, zabawką erotyczną do masturbacji. Czuję się obdarty  przez te pedalskie hieny z godności i szacunku do samego siebie… Jednak wybaczyłem wszystkim za wyjątkiem Radosława. Wybaczyłem, ale nie zapomnę… nigdy nie zapomnę!

Cisza po burzy…

Mija pierwsza doba od zakończenia przez mnie wspomnianej poprzednio relacji z Mariuszem. Boli cholernie, boli podobnie jak po każdym ważnym dla mnie człowieku. Będzie mi go brakowało… ale tak musiało być, tak będzie może lepiej…

Życie jednak tak chciało! Dałem mu wolną rękę i usłyszałem to co powinienem usłyszeć dużo wcześniej. Czyli, że nie czuł do mnie nic oraz, że nie ma to sensu. Byłem mamiony jedynie, że potrzebuje czasu by to wszystko ułożyć, a pocałunki i przytulanie się ma tylko pomóc. Jak mogłem na tyle być zaślepiony samotnością by tak na zawołanie się przytulić i całować nie znając człowieka zbyt długo? Jakiego wyniszczenia człowieka dokonał Przemysław, Paweł S., Łukasz czy Radek? Chyba nawet ja już nie znam odpowiedzi na te pytania. Tak jak te, jak oni się czują wieczorami i co robią….

W ostatnich słowach do Mariusza powiedziałem, że bez względu co będzie dalej i jeśli nawet zdecyduje się odejść z tego świata to niech nigdy siebie nie obwinia, bo to nie będzie jego wina. Nikt nie będzie winny, to będzie moja decyzja zakończenia mojej kariery życia… Będę wtedy szczęśliwy i naprawdę chciałbym tego szczęścia już jak najszybciej doznać, ale jeszcze jakaś głupia nadzieja mnie powstrzymuje… Bo na tym drugim świecie nie spotkam z nikim, bo dla mnie już tego świata nie ma. Podobnie jak satysfakcji z życia, studiów, zarobionych pieniędzy…

Najgorzej jest wieczorem i w nocy… Siedzę, przed komputerem, nie mam do kogo nawet zagadać, chyba już nikt nie chce ze mną rozmawiać o tym co było. Gdy szukam kogoś nowego to mimo wszystko ciężko jest znaleźć nowego rozmówcę, nawet nie mówiąc o tym co było. Najgorsze to być osamotnionym, bo samotność w sercu można jakoś jeszcze znieść.

Żegnaj na zawsze jako chłopak, kochanek, kolega i człowiek…

Stało się… zrezygnowałem z walki o Ciebie i pożegnałem się. Wszystko jest za nami, a przed nami już tylko dwie oddzielne drogi. Drogi całkowicie odmienne. Dziękuję Ci Mariuszu za wszystkie wspólne dni, wspaniałe chwile i daną nadzieję. Wybaczam, ale nie zapominam.

W dniu dzisiejszym przelała się czara goryczy, braku dowartościowania, zainteresowania jak na początku i wyjaśnienia dość rozmijających się od jakiegoś czasu wiadomości. Nie jest to mój problem, że nie chciałeś to Twój problem. Żegnaj na zawsze jako chłopak, kochanek, kolega i człowiek – bo nie wiem kim dla Ciebie byłem, ale po wczorajszym chyba nikim ważnym…

Moi drodzy, nadal uważam siebie za dobrego człowieka, który nie zasługuje na szczęście, ponieważ trafia na idiotów. Kolejny rok przynosi rozczarowanie, które pewnie było na moje życzenie. Nie mam co szukać i czekać na kogoś, bo to nie ma sensu. Homoseksualiści są już tak zepsuci i zapatrzeni w siebie, że nie jest warte czekanie lub szukanie. Nie widzą uczuć innych osób, widzą tylko siebie. Jestem na pewno osobą zbyt wrażliwą i nikt tego nie dostrzega, albo dostrzega i gówno go to obchodzi.

Doczekaliśmy czasów legitymizacji krzywdzenia innych osób, bez względu na konsekwencje. Naprawdę źle się z tym czuję, że nie trafiam na osoby dobre, wrażliwe i odpowiedzialne. Chciałem obdarować kogoś uczuciem, miłością, czułością i spełnić nasze wspólne marzenia. Znowu nici w wyjazdu na urlop, znowu brak motywacji wyjścia z choroby, znowu brak sensu życia i powrót do monotonności i szarości dni…

Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam…

Ruina mej duszy…

Kiedyś chciałem zrobić zdjęcia w ruinach… Nie potrzebuje już ruin! Mam ruinę w samym sobie… W niej będę wykonywał fotografie…

Przeszłość nie daje mi za wygraną i nie pozwala iść dalej. Czuję się wewnętrzne zburzony, zniszczony tym wszystkim co było. Może nie powinienem tak ciągle wspominać i pamiętać. Jednak zastanawia mnie jedno pytanie – dlaczego tak wyszło? Chciałbym wrócić do tamtych lat, kiedy nie byłem wyniszczony trafianiem na mało odpowiedzialne i dojrzałe osoby.

Dla większości gejowskiego środowiska jest bardzo łatwo powiedzieć „kocham cię” czy pocałować. Tak samo łatwo przychodzi im się rozstać lub powiedzieć „potrzebuje czasu”. Zawsze czekałem i nadal czekam na jakiś cud. Łatwo jest coś powiedzieć, bądź wykonywać jakieś czynności. Trudniej natomiast jest wziąć za słowa lub czyny pełną odpowiedzialność.

Jestem pełen podziwu w stosunku do osób, które mimo kilometrów jakie ich dzielą i barier do częstszego się spotykania są ze sobą po 5 lub więcej lat. Mimo kryzysów lub ostrych starć – takie osoby są ze sobą i trwają przy sobie. Niewątpliwie takie zachowanie to dojrzałość emocjonalna ale też odpowiedzialność.

Nie ma wyznacznika wiekowego jeśli chodzi o dojrzałość czy odpowiedzialność. Dojrzałość to nie jest data urodzenia odczytywana z perspektywy lat. Dojrzałość to stan umysłu. Jeśli ktoś jest dojrzały to bez problemu powinien poradzić sobie z odpowiedzialnością za swoje słowa i czyny. Często gdy patrzymy na osoby w wieku np. 20 lat twierdzimy – taki jeszcze nie jest dojrzały, ale ten który ma 40 lat to już na pewno jest. Niestety takie stereotypowe patrzenie na ludzi nie jest dobre. Bo 40-sto latek może mieć rozum 20-sto latka i odwrotnie…

Być dojrzałym, odpowiedzialnym i kochać – czy to tak wiele?

Pokochałem go, lecz on nie pokochał mnie…

Serce pęka z bólu, dusza krzyczy by wyjść z ciała i pożegnać się z życiem ziemskim. Ciało drży ze strachu przed nieznanym, a człowiek powoli umiera w psychicznych męczarniach. Umiera za miłość… która bardzo często wymaga umierania!

By ktoś zobaczył, że miłość była szczera trzeba mu ją odebrać. Ludzie posuwają się do różnych metod – w tym do metod samobójczych. Umrzeć za miłość? Brzmi głupio, ale jakie to jest piękne umrzeć za coś czego nie da się kupić?

Zebrało mi się znowu na wspomnienia i to jak naprawdę było… Perspektywicznie zauważam, że tak naprawdę nikt mnie nie pokochał tak jak ja pokochałem drugą osobę. Wszystko było kwestią zastanowienia się, przemyślenia, dania tej osobie czasu lub też zwykłą „pomyłką”. Często nie usłyszałem odpowiedzi dlaczego tak było… że to tylko ja kochałem. Może to pożądanie, może tylko zaleczenie ran po kimś kto odszedł, a może po prostu zwykły test z oczekiwaniem na wynik?

Każdego dnia odczuwam potężny ból, który nie jest do opisania i zrozumienia. Nie dam rady już płakać i normalnie funkcjonować jak kiedyś. Wieczorem biorę tabletki ziołowe na uspokojenie, zapijam wódką i staram się zasnąć. Zwyczajnie przegrałem wszystko… Do tej pory nie piłem, dopiero pod koniec ubiegłego roku zacząłem uśmierzać psychiczny ból wieczorami.

Do tej pory wszystkie moje relacje kończyły się tragicznie. Chyba stałem się zabawką erotyczną, której nie zdążono rozpakować, a już przyniosła złe efekty i doznania… Wiem to moja wina – niczyja inna.

Zaufanie jako gwarancja dobrego samopoczucia

Bardzo wiele razy słyszymy od kogoś „zaufaj mi…”. Czym jest zaufanie?, I czy bez zaufania można zbudować związek?, Czy trudno jest zaufać? Dziś na te trzy pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

W poprzednim swoim wpisie poruszyłem temat biseksualistów. Jak pewnie pamiętacie – nie darzę takich osób zaufaniem. Bo na zaufanie trzeba sobie zapracować, zasłużyć i dać takie świadectwo, które będzie jego gwarantem. Zaufanie dla mnie jest tym, że wierzę w drugą osobę, że mnie nie opuści, nie zdradzi, nie okłamie i będzie wobec mnie szczera. Dla mnie właśnie chwila zbliżenia się z kimś w sposób seksualny jest wtedy gdy komuś całkowicie zaufam.

Niewątpliwie ciężko jest zbudować związek bez zaufania. Jednak by mieć zaufanie do drugiej osoby, potrzeba dużo czasu, którego jednoznacznie nie da się określić. Mogą być to dni, tygodnie, lata, a nawet całe życie. Bardzo jestem zdumiony osobami heteroseksualnymi, które wstępują w związek małżeński, bo to jest dowód zaufania. W świecie osób homoseksualnych ciężko jest zbudować stałą relację, bo wymaga ona wiele pracy i poświęceń.

Trudno jest zaufać… Jeszcze trudniej jest zaufać, jeśli ktoś to zaufanie kiedykolwiek naruszył. Przeszłość niewątpliwie odciska swoje pięto na przyszłości, jak też na zaufaniu do drugiej osoby. Zawsze pojawiają się wtedy pytania, które są bardzo męczące. Byłbym bardzo szczęśliwym człowiekiem, gdybym mógł komuś zaufać tak jak ufałem kilka lat temu…

Wskaż mi drogę, którą mam iść!

Zapomniałem, jak to jest być uśmiechniętym i szczęśliwym. Choć w tym roku doznałem troszeczkę szczęścia, ciepła oraz zainteresowania od innych osób, zaś u jego schyłku mogłem uczestniczyć więcej niż ostatno w życiu kulturalnym to jednak nie wiem co dalej… Czy możesz mi wskazać drogę?

Moja droga jest jak każdego innego człowieka – kręta i nieznana. Przez prawie prawie 25 lat żyję na tej ziemi, a w ostatnich 4 latach walczyłem o to by żyć. Nadal idę autostradą życia, ale czuję, że powoli nadchodzi jej kres. Wracam do domu, kładę się i patrzę w sufit swojego pokoju, oczekując na sygnał dźwiękowy telefonu. Sygnał z jakąś dobrą wiadomością, bądź zwykłym zaproszeniem wyjścia na miasto. A gdy się pojawia, zazwyczaj jest to wiadomość, która nic nie wnosi.

Wiem, że powiecie – sam może się postaraj o to by gdzieś się wkręcić. Oczywiście, próbuję. Jednak na dziesięć prób, tylko jedna ma swój zamierzony efekt. Dodatkowo tego co najbardziej pragnę – nie otrzymuję. Wynika to z faktu, że są ważniejsze rzeczy niż ja, choć w niektórych sytuacjach tak być nie powinno. Pamiętam jak prosiłem swojego chłopaka, by pojechać do Torunia. Początkowo zastawiał się brakiem funduszy na taki wyjazd. Gdy jednak zaproponowałem pożyczkę lub powiedziałem, że wykupienie hotelu dla dwóch osób wychodzi praktycznie tyle samo co dla jednej i mogę za to zapłacić, bo nigdy bardzo rzadko bywam na urlopie, powiedział mi „to znajdź kogoś sobie”. Podobnie było z nocą z 31 grudnia 2012 na 1 stycznia 2013 – dowiedziałem się, że nie ma z kim jej spędzić, choć oficjalnie był ze mną.

Siedlce to mała miejscowość lubiąca plotki. Dlatego się dowiedziałem o tym wszystkim co mówił Paweł. Świetnym przykładem plotek jest dzisiejsza wiadomość na Fellow. Nadawcą był/a „dupeczka85″ – nie przejąłem się, bo nie ma kim się przejmować, a treść jej to:

Mowili ze kazdy cie mial

Odpisałem „okey, dzięki za cenne informację”. Bo właściwie nie pamiętam by jakaś „dupeczka” mnie miała, więc nie każdy. Właściwie nie wielu mnie miało, a nawet więcej – nikt! Bo jak można mieć człowieka?

Tak więc… chodzę bez celu, oglądam sufit, zasypiam nad ranem, czasami wychodzę z domu… Tak wygląda ostatnio moje życie. Jednak nie jest to życie o którym pisze się piosenki, wiersze, książki czy poradniki. Jest to życie, dla którego nie warto jest walczyć.

Podasz mi rękę i wskażesz odpowiednią drogę?

Poczucie bezpieczeństwa i pragnienie miłości…

Mówiąc o bezpieczeństwie trzeba nazwać to jako stan pewności, stabilności, spokoju i proces ciągle się zmieniający. Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb każdego człowieka. Daniel Frei wyróżnił cztery rodzaje postrzegania bezpieczeństwa: stan braku bezpieczeństwa, stan obsesji, stan fałszywego bezpieczeństwa oraz stan bezpieczeństwa.

Osobiście chciałbym zaczerpnąć z nauk o bezpieczeństwie właśnie te cztery sposoby postrzegania bezpieczeństwa i odnieść się przy ich wykorzystaniu do miłości i odpowiedzeniu na pytanie, dlaczego boję się kolejnego związku i uważam, że będzie to kolejna przegrana.

Czymże jest pragnienie miłości i kto go nie ma? Pewnie każdy chciałby być zakochany i być kochanym. Jednak aby reguła zaistniała to muszą być odstępstwa od niej i pojawiają się osoby które swoim sposobem bycia (pewnie wg nich dobrym) robią ze swojego tyłka mienie publiczne. Mają do tego prawo, bo taka jest rola demokracji i prawa własności.

Ja postaram się dziś odpowiedzieć na pytanie, dlaczego boję się angażować w związek, choćbym bardzo chciał? Właściwie odpowiedź jest prosta – przeszłość… I postępując dość irracjonalnie staram się scalić poczucie bezpieczeństwa i pragnienie miłości.

Wracając do Daniela Frei’a i jego postrzegania bezpieczeństwa to pewnie znajduję się w stanie obsesji – czyli postrzegam nieznaczne zagrożenie jako duże. Właściwie rozumiem, ze nie każdy homoseksualista to potwór, który jak reszta będzie mnie chciał wykorzystać, ale mimo wszystko stan obsesji nie pozwala mi tak myśleć. Chciałbym wrócić do stanu bezpieczeństwa – czyli postrzegać w sposób prawidłowy świat, ludzi i zagrożenia płynące od nich. Jest to możliwe poprzez poznanie kogoś, kto nie powie mi po kilku tygodniach lub dniach – że to nie to… a stanowi obsesji powiedzieć:

„Fakaj boba wiejski racuchu” – Honeycutt.

Zapewne gdy przeczyta to ktoś, kto zajmuje się naukami o bezpieczeństwie zacznie się śmiać. Jednak kreatywność jest po to by łączyć każdą naukę z życiem codziennym. I nieść ludziom, którzy tego nie czytają – odpowiedź na ich pytania…

Wspomnienie o Przemysławie…

Możecie potraktować ten dzisiejszy tekst jako pewną publiczną przestrogę, ale tak nie jest. Od czasu do czasu, będę wspominał tutaj o osobach ważnych mojemu sercu. Dziś mija dokładnie miesiąc od chwili gdy wracałem ze spotkania z Przemkiem. Spotkanie to było pierwszym po prawie dwóch latach, kiedy wracałem do domu naprawdę szczęśliwy.

Pięknym uczuciem jest wracać do domu szczęśliwym, gdzie czujesz się nieszczęśliwy. Nie spodziewałem się, że ten chłopak z Fellow który wygląda jak szurnięty nastolatek okaże się przystojnym, inteligentnym, wrażliwym i dobrym mężczyzną budzącym zaufanie. Jednak pierwsze wrażenie zazwyczaj weryfikuje czas i często okazuje się ono mylne.

Podczas pierwszego spotkania dużo rozmawialiśmy przy kawie i podczas spaceru. Zauważył, że jestem całkowicie innym człowiekiem – nie takim sztywniakiem i flegmatykiem na jakiego wyglądam na profilu. Podczas spotkania pokazał mi jedno ciekawe miejsce, które znajduje się pod wiaduktem warszawskim. Opowiedział mi tam o swoim zainteresowaniu koleją oraz tym, że bardzo lubi oglądać przejeżdżające pociągi i może to robić godzinami. Ogólnie spędzanie z nim czasu tego dnia, było dla mnie bardzo przyjemne i nie zdążyliśmy się obejrzeć, a się ono zakończyło. Spotkanie to było dłuższe niż zakładaliśmy, pod koniec odwiozłem go do domu. Pamiętam, że gdy odjeżdżałem stał i przyglądał się jak mój samochód znika w oddali. Wcześniej gdy wysiadał, wyglądał jakby liczył na pocałunek.

Wieczorem tego samego dnia napisał mi wiadomość „że dałem mu dużo do myślenia”. Wtedy zacząłem podejrzewać, że coś już jest nie tak… z jednej strony poczułem zniesmaczenie, ale z drugiej… byłem całkiem zadowolony.

Po jakimś czasie podczas wymiany wiadomości napisał mi, że ma kogoś. Byłem dość zaskoczony! Stwierdził, że powinien mi powiedzieć to wcześniej. Zabolało jak cholera… bo od początku myślałem, że jest wolny. Tym bardziej, że zadał mi wcześniej pytanie kogo właściwie szukam. Przestałem do niego się odzywać i postanowiłem odwieźć mu do pracy to co mi dał w prezencie. Zostawiłbym to w kopercie z jego imieniem i nazwiskiem. Pamiętam, że bardzo szybko jechałem samochodem i dopiero w połowie drogi się popłakałem. Mimo to, wstąpiłem do znajomego by się poradzić. Był zaskoczony, że przyjechałem roztrzęsiony jakbym zobaczył ducha. Rozmowa z nim się przedłużyła i zacząłem otrzymywać wiadomości na telefon od Przemka, czy żyje, co się dzieje itd. Zaproponował, że jutro przyjedzie do mnie. Wiele nie myśląc powiedziałem, że jestem niedaleko i spotkajmy się zaraz pod Galerią. Wyszedłem od znajomego i udałem się na tamtejszy parking.

Rozmowa z nim była bardzo szczera, wyjaśniliśmy wiele rzeczy i powiedziałem o swoich problemach i prosiłem, że jeśli chce się tylko mną zabawić to lepiej niech sobie daruje, bo będzie miało to fatalne skutki. Poinformował mnie, że jest wolny, a wiadomość przysłana wcześniej to głupi żart. W ramach przeprosin dał mi jajko z niespodzianką, które mam do dziś (było to słodkie). Zostałem zapewniony też o jego dobrych intencjach w stosunku do mojej osoby. Wierząc w jego zapewnienia po prostu mu wybaczyłem i dałem drugą szansę. Mijały godziny, na dalszej rozmowie – zaczął mnie podrywać, co było bardzo fajnym uczuciem. Kiedy wybiła północ stwierdziłem, że czas się zbierać… jednak zachowałem się jak baran i pocałowałem go w policzek oraz się przytuliłem. Zrobiłem to, bo tego potrzebowałem. Od kilkudziesięciu miesięcy nie przytuliłem nikogo. I tak wtuleni, bez słów siedzieliśmy dobre kilkanaście minut, serce waliło jak durne, oddech przyśpieszył kilkukrotnie… Nagle w radiu puścili jakąś „romantyczną” piosenkę. Pocałował mnie w usta i to był najpiękniejszy pocałunek jaki do tej pory miałem choć całował chujowo… Rozstaliśmy się po drugiej w nocy i nie przeszkadzało nam, że jeden i drugi ma wstać za 4 godziny.

Podczas tej rozmowy prosił mnie, abym się ogarną. Zapisałem się dla niego do psychologa i byłem też na prywatnej wizycie w Warszawie. Tak… cierpię na depresję. Jest to okropna choroba, która wyniszcza człowieka, choroba o której już wspomniałem. On wpłynął na mnie jednego dnia bym podjął leczenie, gdzie wiele osób próbowało przez lata i im się nie udawało… Co prawda jej objawy pojawiają się i znikają. Mimo to walczę i staram się żyć normalnie, choć jest cholernie ciężko. Z prywatnych wizyt zrezygnowałem i obecnie się nie leczę, bo właściwie nie ma dla kogo. Spóźniłem się do psycholog i terapia została przerwana…

Przez kilka kolejnych dni było wszystko dobrze, mieliśmy dobry kontakt przez telefon. Spotykaliśmy się nawet – widywałem go w pracy – przychodząc z rana czy popołudniu. Często też w nocy jechałem w okolice Siedlec by posiedzieć w samochodzie i pogadać. Zdarzało się, że czekałem prawie godzinę na to aż się zjawi… Twierdził, że jechał z domu, aczkolwiek wcześniej mówił, że nie jest w domu i zaraz wyjeżdża. Nie chciałem się czepiać szczegółów, bo wiedziałem, że kłamie. Obiecywał tez kilka razy, że do mnie przyjdzie, ale ciągle zmieniał plany. Zasłaniał się przy tym pracą. Ja też pracuje, studiuje i rozumiem wszystko, ale zwyczajnie to nie praca była powodem braku spotkań, tylko brak chęci.

Pewnego dnia przestał mi odpisywać na wiadomości, nie odpowiedział nawet czy przyjedzie. Nie dawał znaku życia, choć pojawiał się na Fellow i Grindr. Byłem tak na niego zły, że zadzwoniłem z innego numeru którego nie znał. Odebrał był tak bardzo zdziwiony, że nawet nie widział kto mówi i o co chodzi – rozłączył się. Napisał, że przesadziłem i wysłał mi zdjęcie, że jest w pracy. Był w pracy, ale po pracy… bo już w kurtce do wyjścia, co oznacza, że nie planował przyjechać… a co najlepsze ponoć nie otrzymał SMS z pytaniem czy przyjadę. Choć wiedział, ze jest ze mną umówiony i czekam. Nie pisał nic przez kilka godzin, co mu się wcześniej nie zdarzało. Może nie powinienem tak robić i po prostu czekać, ale nie potrafiłem wytrzymać wciskania kitu, że przez 8 godzin nie mógł używać telefonu, ale z Fellow oraz Grindr korzystał w pracy aktywnie. Jest tu trochę mojej winy, nie powinienem dzwonić z innego numeru. Przyznaję się do błędu, braku zaufania i cierpliwości.

Przez kilka dni jego wiadomości to pojedyncze słowa - bo doskonale znał moje słabe strony. Jednak w końcu się umówiliśmy w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i dalszego sensu tej znajomości. Spóźnił się jak zwykle, ja czekając na niego kupiłem pluszowego miśka na prezent w ramach przeprosin. Poszliśmy na kawę do jednej kawiarni na obrzeżach centrum Siedlec. Podczas tego spotkania zapadło kilka istotnych kwestii – jedna z nich to dotycząca tego co robimy z tym co było. Oboje stwierdziliśmy, że nie ma sensu tego kończyć i przerywać, sam to zresztą powiedział jako pierwszy. Nawet powiedział, że mu zależy. Stwierdziłem skoro po takim kryzysie, w którym ja naprawdę ja zawiniłem chce to kontynuować, to teraz będzie tylko lepiej.

Niestety znajomość trwała po tym jeszcze dwa dni. Kiedy po tej rozmowę wrócił do domu, to nie miał ochoty ze mną pisać – wolał oglądać film i siedzieć na Fellow, bo ciągle był online.  Następnego dnia miał wolne i mi to napisał. Gdy zapytałem czy się spotkamy – nie uzyskałem odpowiedzi. Napisałem mu tylko, ze wracam do domu i do jutra. Nie odpisał nic przez cały dzień…

Ostatniego dnia gdy już faktycznie wiedziałem w sercu, że to wszystko nie ma sensu, chciałem się z nim spotkać, ponieważ miał wolny dzień i byliśmy umówieni. Byłem po wizycie u psycholog, co prawda to nie była jej rada, ale moja decyzja po dojściu do wniosku, że oddaje facetom tak dużo, że zapominam o sobie i swojej godności. Niestety jego „bardzo ważne” obowiązki nie pozwoliły mu odpisywać konkretnie na żadną wiadomości, nie powiedział czy będzie wolny o godz. 19:00… Dopiero po 21:00 napisał pytanie co robię… nie odnosząc się do tego, ze się nie spotkał. Nie otrzymał już ode mnie żadnej odpowiedzi, do dziś mu nie napisałem absolutnie nic.

Ostatnio mnie nawet minął, właściwie dwa razy mnie minął w Siedlcach. Podczas pierwszego spotkania po tym wszystkim gadał z jakiś pedałkiem, a podczas drugiego perfidnie przeszedł obok stolika przy którym siedziałem z kimś służbowo.

Zakończyłem tą znajomość bez słowa – czyli tak, jak nie nie lubię gdy ktoś robi to w stosunku do mnie. Nie dał mi jednak szansy na zakończenie jej w inny sposób. Zrobiłem to w bardzo nieelegancki i mało dojrzały sposób z własnej inicjatywy. Czułem wobec niego złość i zażenowanie, że się dałem nabrać kolejnemu idiocie. Tego dnia kiedy chciałem się z nim zobaczyć wieczorem po powrocie z Warszawy spotkałem koleżankę, która razem ze mną spotkała mojego byłego chłopaka. Pawła z którym po tym jak zerwałem kontakt – Przemysław się poznał doskonale wiedząc, że jest to mój były chłopak, który podobnie jak on mnie wykorzystał…

Żegnaj na zawsze Przemku, tego nie da się naprawić…
Żegnaj na zawsze, choć ciężko to zapomnieć…
Żegnaj na zawsze, bo chcę być szczęśliwy…
Żegnaj bo może pojawi się ktoś kto mi to wszystko da…
I dziękuję za kolejną nić do mojego ostatniego garnituru…