Jesteś najgorszą patologią tego świata…

Starając się wrócić do pisania na blogu, przytaczać będę ponownie pewne historie, jakie wydarzyły się w moim życiu, a nie zostały opisane. Nie będzie to w żaden sposób chronologicznie ułożone, a część ominę w zapomnieniu… Dziś chciałbym skupić się na „człowieku”, który jednocześnie mnie zniszczył, ale dzięki któremu okazało się, że jest kilka osób na tym świecie, które staną za mną, a nie ocenią w kategorii „jesteś idiotą, powinieneś iść do psychiatry”. Tak będzie o patologii tego świata…

Zapytacie dlaczego napisałem o patologii, ale na to odpowiem w trakcie zapewne kolejnego wpisu. Było to na początku listopada – chyba 3 listopada.. Mój znajomy chciał wybrać się – ładnie ujmując „spożywanie alkoholu na mieście”, bo zwrot „na picie” mi nie leży, to takie menelskie, mniejsza…. Więc po krótkiej dyskusji, postanowiliśmy wybrać się do klubu gejowskiego, gdzie jest dość spokojnie, nic się nie dzieje i można m.in. pośpiewać na karaoke. Klub ten znajduje się w Warszawie przy Placu Mirowskim. W drodze do klubu, ustaliłem z innym znajomym, aby się do nas dołączył i spotkaliśmy się na miejscu. Jedno, dwa piwa, plotki i śmiechy… Po czym postanowiłem z tym drugim znajomym iść na karaoke, ale jakoś tak wyszło, bo nikt z nas nie chciał zgłosić „duetu” i finalnie zeszliśmy się naradzić do palarni.

Tam po naradzie i kilku próbach, zwróciła na nas uwagę pewna para: Norbert i Marta, z którymi nawiązaliśmy kontakt i rozmawialiśmy. Tak się dobrze nam gadało, że zaczęliśmy razem śpiewać (na co zwrócono nam nawet uwagę, byśmy byli ciszej), a finalnie ja zacząłem tańczyć na scenie z Martą, pozostawiając wszystkich samych ze sobą. Nie wiem co działo się z moim pierwszym znajomym, a na Norberta jakoś szczególnie nie zwróciłem początkowo uwagi, przyklejając mu łatkę. Zresztą nim się interesował Radek…

Ogólnie rzecz ujmując impreza zaczęła nabierać tępa, ja w końcu wystąpiłem na scenie i zaśpiewałem „Przez Twe oczy zielone” Zenka Martyniuka. Cały lokal tańczył i nawet gdy muzyka przestała grać, jedna zwrotka refrenu poleciała a’capella. Cóż, życie… showman chociaż na chwilę. Po jakimś czasie zostałem sam z Norbertem, Martą i Radkiem, bo mój znajomy z którym pierwotnie się wybierałem, stwierdził iż idzie spać do domu, bo źle się czuje w tym miejscu i mu nie odpowiada panująca atmosfera (ale nie my). Polało się więcej alkoholu, a Norbert zaczął mnie podrywać, a że mi się jakoś tam spodobał w trakcie, to cóż – piękny nie jestem, wziąłem co przyszło, mimo wcześniejszych wątpliwości. Pamiętam, że spotkaliśmy też jakieś Ukrainki przed budynkiem z którymi śpiewaliśmy po rosyjsku.

Około godz. 3-4 wyszliśmy z klubu i udaliśmy się w stronę Mokotowa, gdzie mieszkamy wszyscy prócz Radka, który dojechał do jednej ze stacji metra i wrócił gdzieś tam na drugim końcu Warszawy. Postanowiłem odprowadzić Norberta do mieszkania, a ten powiedział bym wszedł zobaczyć jak mieszka, a ja stwierdziłem że spoko napije się herbaty. Zaczęliśmy rozmawiać, mimo iż była już 5 nad ranem, a na dworze robiło się widno. Nasza rozmowa trwała do ok. godz. 9:00 i była dość szczera z jego strony, dot. m.in. tego iż po czterech latach zostawił go partner, który go maltretował fizycznie – rany na plecach miał jeszcze niepogojone. Chwyciło mnie to, jak można postępować tak z drugim człowiekiem, ale mimo wszystko postanowiliśmy wypić jeszcze 0.5 litra wódki i po obaleniu butelki w ubraniach poszliśmy spać na połówce łóżka, gdzie przebudziłem się ok. 15:00, obok niego.

Cóż czułem się przy nim dobrze, fizycznie mi się podobał i mimo przyklejonej „łatki” jakoś zyskał moje zaufanie w tym dość krótkim czasie. Po przebudzeniu chwilę jeszcze posiedzieliśmy ze sobą i stwierdziłem, że pójdę do mieszkania po ładowarkę, kupię coś do jedzenia i spotkamy się wieczorem, jemu to odpowiadało, a ja też byłem zadowolony. Wychodząc po 17:00, byłem pełen nadziei, że będzie dobrze… (c.d.n.)

Przepraszam…

Kapie deszcz, miłość w sercu rozpływa się. My w sobie zakochani – my nieznani. W nieszczęśliwej miłości umieramy.

Postaram się wrócić do pisania, niestety sytuacje jakie się wytworzyły i brak czasu nie pozwoliły mi tu zaglądać. Przepraszam, ale w 2017 roku, wrócę i poruszę kilka istotnych kwestii odnośnie tego co wydarzyło się w mijającym już 2017 roku, bo rok 2016 jak już pewnie się zorientowaliście nie był jakoś szczególnie ciekawy. Ten mijający także.

Chciałbym Wam życzyć, choć pewnie nie ma komu – wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Do zaczytania tu niebawem w tematach istotnych tj. praca, uczelnia, zdrowie, ratownik medyczny, brak miłości i wiele, wiele innych sytuacji, które miały miejsce w ostatnim czasie.

„Bezpiecznik” EDU – Część 3

W szkole średniej czułem się dziwnie, bardzo dziwnie – przez pierwsze trzy tygodnie, potem stałem się ulubieńcem całej rady pedagogicznej, dyrekcji i pracowników. Tak trafiłem do najlepszej szkoły średniej i najlepszej klasy!

Zaangażowałem się w życie szkoły, realizowałem różne przedsięwzięcia. Podczas liceum pamiętam, że platonicznie zakochałem się w heteryku. Próbowałem ustalić w jakiś sposób czy nie jest przypadkiem biseksualny. Napisałem do niego, nie przedstawiając się kim jestem. Niestety po rozmowie rozwiał moje wszelkie wątpliwości. Był w stosunku do mnie bardzo grzeczny i wyrozumiały, ale powiedział mi jasno, że faceci go nie interesują.  Tak więc sobie Konrada darowałem raz na zawsze. Chyba się domyślił kto pisał, ale nigdy w późniejszym życiu o to nie zapytał, choć czasami mijamy się na ulicy bez większego zauroczenia w sobie!

W trakcie liceum, a dokładnie przygotowań do matury po raz pierwszy zacząłem na poważnie z kimś pisać na fellow, był to Karol, mieszkał w Łukowie. Sympatyczny chłopak, którego nigdy nie poznałem na żywo. Spędzaliśmy „ze sobą” kilka e-godzin dziennie. On zdawał maturę, ja zdawałem… i tak jakoś pisaliśmy, mieliśmy wspólne zainteresowania. Jednak sielanka nie trwała dłużej, bo bez większego uzasadnienia zwyczajnie przestał pisać.

Czułem się wtedy po raz pierwszy zmartwiony… z biegiem lat uznałem to za dość głupie! Kilkukrotnie próbowałem wznowić kontakt, ale mimo tego, że byliśmy umówieni to zrezygnował z pisania i wyszło jak zawsze.

Szkołę średnią skończyłem z wynikiem bardzo dobrym, byłem najlepszym uczniem w klasie i najprawdopodobniej szkole. Dziękuję z tego miejsca ponownie swojej nauczycielce języka polskiego i niemieckiego, bo dzięki tylko tym paniom rozpocząłem swoje życie na studiach i jednocześnie uruchomił się we mnie syndrom prawdziwego geja, który chce w końcu wyjść ze skorupki i poznać kogoś ciekawego.

I od tej pory po zdanej maturze, zacząłem decydować o sobie i prowadziło mnie jedno „Ja wam teraz kurwa pokażę!”. Najbardziej błędna i złośliwa dewiza jaką człowiek może przyjąć w życiu, bo zawsze odwraca się z podwojoną siłą.

„Bezpiecznik” EDU – Część 2

W gimnazjum ponownie rozpoczął się koszmar pierwszych klas szkoły podstawowej, znowu wina nauczyciela który zwyczajnie się mścił. Gdzie dzieciaki były przeciwko mnie, gdzie panowała atmosfera – jesteś gorszy! I ponownie musiałem się przenosić, tylko że z klasy do klasy.

Nie wiem, może gdzieś tkwił mój błąd, ale nikt mi go nie wskazał, nie powiedział, co źle robię… ale jak to bywa w grupie – ktoś musi być na górze, ktoś na dole, a ktoś do robienia za kozła ofiarnego.

W gimnazjum też zacząłem widzieć, że coś jest ze mną nie tak i zaczął się mój dramat i największe szczęście którym był właśnie homoseksualizm. Próbowałem to poznać szukając informacji i kontaktów z osobami takimi jak ja w Internecie… Czaty, strony internetowe, portale stanowiły jakiś wycinek, aczkolwiek nie duży. Z początku było to bardzo niesystematyczne, bez większego zainteresowania mnie tymi osobami. Cichło, pojawiało się, znikało i tak w kółko…

Kiedy szedłem do gimnazjum rodzice twierdzili, że nie dotrwam tam dłużej i nie pójdę do szkoły średniej, ale się udało! Trafiłem do najlepszej dla mnie klasy i szkoły pod słońcem.

CDN…

„Bezpiecznik” EDU – Część 1

Nowy miesiąc zawitał w naszych kalendarzach. Miesiąc zakochanych – walentynki już za 13 dni. Jak ja ich nienawidzę, nigdy tego święta nie obchodziłem. Bo nawet jak byłem z Pawłem S. to nawet nie przysłał mi wiadomości… Dlatego też w lutym przedstawię trochę wspomnień z dzieciństwa i lat młodości. Rozpoczniemy więc cykl „Bezpiecznik” EDU od szkoły podstawowej w której być może rozpoczął się proces wyniszczania mnie od środka.

Kiedy uczęszczałem do szkoły podstawowej rodzice nie wierzyli we mnie. Nie wierzyli, że coś z tego człowieka wyjdzie, z zasady wierzyli, że nie wyjdzie i pewnie mieli rację. Kiedy rozpoczynałem szkołę podstawową nie zostałem od samego początku zaakceptowany przez rówieśników, nauczycieli i wszystkich. Czułem się tam jak człowiek drugiej kategorii. Nie radziłem sobie przez to na ścieżce edukacyjnej, ledwo otrzymując promocję z klasy do klasy. Dokuczano mi, poniżano nie tylko z racji wyglądu ale też pochodzenia – rodzice nie są na wysokich stanowiskach, raczej na takich które się uważa za margines. Tacy ludzie w tym środowisku traktowani są jak gówno, dlatego i ja musiałem być tak traktowany.

Pamiętam do dziś jak lano mnie po łbie bo nie wiedziałem jak rozwiązać zadania z matematyki, której szczerze nie pojmowałem przez całe swoje życie. I do niczego mi się nie przydała… Chciano mnie w związku z tym skierować do szkoły specjalnej, bo wg rodziców tylko tam się nadawałem.

Matka była nadopiekuńcza, zawsze kupowała mi plecak którego nosić nie chciałem, ubierała mnie jak palanta. Niestety jako dziecko nic na to nie mogłem poradzić, nie mogłem zadecydować. Pamiętam do dziś jak przebrała mnie na dzień wiosny za pannę młodą i przyprowadziła mnie do klasy, gdzie wszyscy wybuchli śmiechem i cały dzień mi dokuczano.

Dokuczano mi nie tylko przez to, że na dzień stałem się osobą „transseksualną” choć pojęcie to w tym wieku było abstrakcją. Pamiętam jak mnie popychano na korytarzu, bito, poniżano. Nikt z nauczycieli nie reagował, bo po co… wychowawczyni nie widziała problemu. Natomiast gdy zacząłem się bronić i kogoś uszkodziłem na twarzy, to było wielkie hallo…

W związku z napiętą sytuacją i trzech latach strasznej męczarni w szkole podstawowej, matka podjęła decyzję w czwartej klasie o przeniesieniu mnie do innej szkoły. Stało się to po tym, jak w trakcie lekcji wybiegłem z zajęć i nie chciałem tam wrócić. Przeniesienie nastąpiło w przeciągu kilku dni. Była to słuszna decyzja! Życie się trochę zmieniło, było dobrze, ba lepiej niż się spodziewałem. W nowej szkole doszło do pełnej akceptacji i już na drugiej przerwie biegałem z dzieciakami po korytarzu z uśmiechem na ustach. Nie zapomnę tamtych lat, gdzie pani od przyrody powtarzała wielokrotnie „lekcja, data, temat…”, Dyrektora, który przechodząc korytarzem budził respekt i strach, czy Pani od matematyki, która była moją ciemiężycielką lub psychicznej kobiety od religii.

I jakoś wtedy wszystko na tej drodze edukacji z roku na rok było lepiej, lepsze oceny, większe zrozumienie i akceptacja. Rodzicom gdzieś uleciała myśl, aby skierować mnie do szkoły specjalnej.

Nie zapomniałem tamtych lat do dziś… dyskotek, balu na zakończenie szkoły i notabene zauroczenia w dziewczynie! Bo wtedy nie była to miłość w tym wieku nie istnieje miłość, tylko zauroczenie do dziewczyny która poprosiła mnie do tańca. Wtedy byłem bardzo nieśmiały w stosunku do dziewczyn (kobiet), ale też nie wiedziałem, że jestem osobą o skłonnościach homoseksualnych.

CDN…