Maliniak z Bogdańca

Chyba dawno nic nie pisałem na blogu, jednak postanowiłem coś „skrobnąć dla potomnych”. Niestety nie opowiem Wam historii heroicznej walki z niedźwiedziem i tym, że ją wygrałem jak Zbyszko z Bogdańca. Nie miałem też wypadku na A4 i nie będę obchodził 4 kwietnia 2016 roku miesięcznicy z tej racji… kraj głupieje, a większość głosujących, sprzedała Rzeczpospolitą za 500 złotych na każde (drugie) dziecko, jednak trzeba jakoś żyć, choć nastawiam budzik na 5:30, by mnie nie musieli wyrywać ze snu o godzinie szóstej rano. Tym bardziej, że PiSland ma najprawdopodobniej dodatkowego senatora, jadącego na nazwisku ojca.

Ostatnio przeglądam profile na portalach branżowych i zastanawia mnie sens posiadania konta w takich miejscach. Niby z jednej strony nie jest to do niczego potrzebne, bo na twarzy siłowni nie ma. W związku z tym, nie znajdę nikogo na tyle przyziemnego co bym z nim, a on ze mną wytrzymał. Patrzeć codziennie na tą samą mordę, koszmar… Wszyscy to frajerzy, mówiący co innego, a robiący całkowicie co innego. Dodatkowo już we mnie wymarła chęć bycia z kimś, jestem za stary na randki i związki. Kiedyś ktoś stwierdził, że zobaczył pięknego chłopaka i się w nim zakochał. Jednak sobie zwalił i mu przeszło… Zastanawiam się, czy nie stosować takowej metody wobec siebie. Nevermind!

Ostatnio naszła mnie straszna ochota, a jak najdzie ochota to kaczor nawet głodną wyłomota… naszła mnie ochota na naleśniki, chodziła za mną chyba z miesiąc, jednak spełniłem swoją zachciankę i poszedłem na Puławską do kawiarni, kupując sobie dwa naleśniki z nutellą i bananem, niebo w gębie! Wspominałem też, że mam zamiar lecieć do Wrocławia jakiś czas temu. Oczywiście byłem, niestety samolot się nie rozbił, a ja przeżyłem. Ponoć zamach miał być, jednak nie trafili z dołu i jakoś doleciałem w obie strony!

Ryanair

Trzeba spełniać swoje marzenia i robić porządek w papierach, bo co innego nam w tej Polsce i w tym LGBTowskim świecie zostało? Albo robić lody, albo stać się lodem na wszelkie uczucia i cierpienie.

Mam do Ciebie trzy pytania, mogę je zadać?

Zadałeś bardzo ciekawe pytania, które tak naprawdę potrzebują dłużej formy odpowiedzi i tego jak podchodzi się do pewnych ważnych, ważniejszych, a czasami błahych (z perspektywy czasu) spraw. Kiedyś pisałem na swoim blogu: Bądź dobry dla drugiego, im bardziej będziesz dobry dla drugiego, tym więcej zyskasz u mnie. Bądź cierpliwy i wyrozumiały, bo cierpliwość i wyrozumiałość to sztuka, którą nie jeden artysta zaprzepaścił za chwilowym zapomnieniem o tym, co interpretuje druga strona. Ten kto jest cierpliwy i wyrozumiały, wnosi nadzieję na lepszą przyszłość. Nie krzycz… bo ten kto krzyczy nie ma linii obrony, jest pusty jak beczka, która dudni…

Miłość podobno czyni cuda, jedni są ze sobą kilka lat, niektórzy kilka tygodni, ba kilka godzin – bo jednak to nie to, po przemyśleniach i wątpliwościach ludzie od siebie odchodzą. Zawrę odpowiedzi na te wszystkie trzy pytania w tym tekście, nie dam Ci obrobionego już „poletka” – moje ulubione słowo od października, tylko sam będziesz musiał je wychwycić.

Odchodzą – bo albo była dyktatura, albo brak odpowiedniej sztuki kompromisu. Kiedy dwoje ludzi się łączy to w praktyce wygląda to tak, że na początku jest wielka radość jak żywy ogień, nowo zapalonej świeczki, który po czasie staje się co raz mniejszy i gaśnie. W teorii, gdy dwoje ludzi się łączy powinno zapomnieć o swoim „ja” i mówić „my”. Powinno mówić to my możemy zrobić, a nie to ja mogę zrobić. Trzeba być jednocześnie dyktatorem skłonnym do kompromisów. Są pewne sprawy, które nie podlegają dyskusji: narkotyki, trójkąty, wspólne filmy porno wrzucane na jakiś portal, czy wspólne konto na fellow w celu szukania „znajomych” – czyt. cwela by dwóch jednocześnie mogło się wyżyć. Jednak to są sprawy dla dorosłych i odpowiedzialnych ludzi na tyle normalne, że nie powinny podlegać dyskusji. Oczywiście tylko jedna właściwa metoda na wychowanie faceta, to metoda faszystowska. Ja mam zapędy władcze, potrafię wyrazić swoje zdanie, ale liczę się ze zdaniem drugiej osoby i szukam kompromisu. Jednak gdy ktoś mi narzuci swoje zdanie lub zmieni reguły gry w trakcie, to przepadł puch marny.

Kiedy na początku świata, pojawiły się różne uczucia i nie wiedziały co ze sobą zrobić to miłość i szaleństwo, postanowiły pobawić się w chowanego. Miłość schowała się przed szaleństwem w krzaku róż. Szaleństwo szukało miłości i krzyczało, „gdzie jest ta moja miłość?” „miłości gdzie jesteś?” i tak chodziło i szukało miłości z patykiem w ręku. I nagle zobaczyła ten piękny krzak róż i zaczęła go tym patykiem rozdzielać i pokaleczyło miłości oczy. Stąd miłość jest ślepa, ale zawsze… zawsze towarzyszy jej szaleństwo.

Miłość jest ślepa, ale trzeba być szalonym by się zabójczo zakochać i szalonym by to podtrzymać. To jest wielka odpowiedzialność. Kiedy decydujemy się na bycie z kimś, na to jak to wszystko mamy zrobić, jak ułożyć – bez względu na konfigurację płci, to szukamy rozwiązań i stajemy przed wyzwaniami. Wyzwaniem jest szalona decyzja o wyjeździe z kraju. Dobrze, wyjechać jest fajnie na kilka dni, ale nie na całe życie. Jestem Polakiem, jestem dumny z tego kraju i chyba, chyba nie potrafiłbym wyjechać. Nie wiem… może to przez brak znajomości języka. Oczywiście z kimś wyjechać byłoby raźniej, ale musiałby być spełnione trzy warunki: mamy gdzie mieszkać, gdzie pracować i nikt w naszym życiu trzeci się nie pojawia, co mógłby to zniszczyć. Bo tęsknota za straconą osobą w obcym kraju jest podwójna: za osobą i za ojczyzną. Jeśli zaś chodzi o kraj jaki by to miał być: błagam niech to będzie USA albo Kanada… żaden europejski, żadne zielone wyspy, bo nie dożyję ślubu z tym wybranym na pewno…

Kwestia ślubu. Ludzie ślubują sobie wierność, uczciwość i że nie opuszczą się aż do śmierci. Czy tak się da? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Oczywiście, każdy dorosły, odpowiedzialny facet/kobieta wie, czego w życiu chce i jeśli umie odpowiadać za siebie to powinno odpowiadać też za drugie, druga strona tak samo. Jeśli ktoś jest ze sobą długi czas, chce sformalizować związek i akurat polski ustawodawca da taką możliwość, to nie widziałbym przeciwwskazań. Życie na kocią łapę jest fajne, sformalizowane też jest fajne – bo nie ważne czy jest dokument czy go nie ma, to nie dla dokumentu ludzie są ze sobą. Ludzie są tylko dla siebie… bez względu czy mają uregulowaną sytuację prawną i obrączki czy nie, to tylko papier do sławojki – liczy się uczucie i odpowiedzialność i jałowy związek, jakby to posłanka Pawłowicz powiedziała.

Nie chcę Cię zanudzać i zaraz skończę, bym mógł zamknąć się w „dwóch stronach, a nie sześciu”. Narzucone przez Ciebie pytania, dały mi możliwość wyrażenia się w pewnej światopoglądowej dyskusji, która może się po tym tekście wytoczyć. Jednak czasami trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, ponieważ pytanie problemowe daje dopiero możliwość analizy problemu i jego rozwiązanie.

Mnie życie nie dopieściło, nie mogę znaleźć się w żadnej z podanych przez Ciebie sytuacji, wszystko to jest czystą teorią, ale teorią która pokrywa się z moim światopoglądem. Masz prawo się z nim nie zgodzić, ale musisz to uszanować, bo na tym polega kompromis.

Każdy tekst się kiedyś kończy, każdy związek z przyczyn naturalnych, czy nienaturalnych się kończy. Bo życie się powoli kąsa, kęsa i zjada… i pozostaje potem formalna pustka. Czasami wieczorami wracam do zdarzeń z przed lat i wyciągam wnioski, aby nigdy więcej ich nie powtórzyć. I dochodzę do wniosku: szkoda, że niektórzy odeszli bez słowa i nie da się tego wyjaśnić i naprawić, albo przynajmniej przeprosić. Najwyraźniej te osoby nie były nam pisane, najwyraźniej nie potrafiły wyjechać ze swoimi wartościami do jednego innego miejsca, udzielić odpowiedzi z kompromisem i stanowczością, a następnie zawiązać formalny pakt zgody. Takim paktem zgody jest związek, który jeśli jest silny, da odpowiedź na każde zadane przez Ciebie pytanie, na które odpowiedzi prawdziwej – może udzielić tylko życie…

„Bóg, Honor, Ojczyzna” – Część 3

Kłaniam się przed Polsko mój kochany kraju… którego nie opuszczę i zostanę pochowany w jego zmieni. Ojczyzno ma…

Tyle razy pragnęłaś wolności,
Tyle razy gnębił cię kat,
Ale zawsze czynił to obcy,
A dziś brata zabija brat!

Czym jest dla mnie Ojczyzna? Czymś ważnym, czymś co mimo wszystko kocham. Tak może to dziwne w dzisiejszych czasach, ale jestem patriotą. Patriotyzm moi drodzy to nie jest już oddawanie życia za swój kraj, za swoją Ojczyznę. Kocham polskie symbole narodowe, bardzo mi się podobają i odnoszę się do nich z szacunkiem. Uwielbiam naszą biało-czerwoną flagę, nasze piękne godło i chwytającego za serce Mazurka Dąbrowskiego.

To jest tylko cząstka tego co można nazwać patriotyzmem, patriotyzm to też zwykłe czynności dnia codziennego. Na przestrzeni lat pojęcie patriotyzmu uległo ewaluacji, zmianie i właściwie każda jego definicja pewnie by była trafna.

Kiedyś podczas zajęć na Uniwersytecie zacząłem wymianę poglądu na temat zarobków i pobytu w Polsce z jednym ze słuchaczy w mojej grupie wykładowej. Wyszedł wykrzykując, że każę mu się wynieść z kraju lub zakładać własną firmę. No tak, to prawda! Jednak z jego rozumowania wynikało, że ówczesny Prezes Rady Ministrów – D. Tusk powinien wszystkim dać po 3000 zł netto na rękę. Zacząłem się śmiać, że on by chciał tylko leżeć i dostać gotowe, nie pracując. Podałem swój przykład jako osoby, która czasami zarabia tyle na rękę i dostał wścieklizny, ale tylko dlatego, że mi się udało, a jemu nie. Czemu mu się nie udało? Bo nie robił nic w tym kierunku, a w Polsce jedynie co można dostać za darmo to wpier… Sytuacji tej przyglądał się doktor i zwrócił uwagę podczas przerwy, dlaczego kolega strzelił na mnie focha. Gdy mu opowiedziałem, ten przyznał mi rację – że jeżeli komuś się nie podoba, to niech wyjeżdża.

Jak widać, można w tej naszej Polsce żyć normalnie jeśli się tylko chce. Jedynie kto nam może przeszkodzić to inni ludzie, wierzący w Boga, Honor i Ojczyznę. Jednak często ta (nie)wiara i zwykła zazdrość jest tak silna, że dążąc do swoich celów – niszczymy inne osoby.

Tak więc czy można wierzyć w Boga, mieć Honor i być Patriotą, skoro niszczy się inne bliskie nam osoby tylko po to by osiągnąć swój cel?

„Bóg, Honor, Ojczyzna” – Część 2

W życiu mimo wszystko trzeba kierować się honorem pomimo tego, że często jest on przez innych uważany za coś negatywnego. Zauważyłem, że ludzie którzy mają swój honor są odbierani za wariatów. Nagminne jest to w środowisku LGBT. Ja nie odbieram honoru jako czegoś negatywnego wręcz przeciwnie. Jeśli ma się swój honor i zgodnie z nim się postępuje, to jest się lepszym człowiekiem.

Trzeba wymieniać się poglądami i zasadami z innymi ludźmi. Wymiana ma na celu znalezienie wspólnego odniesienia do spraw ważnych, spraw honorowych. Niektórzy jednak wolą urwać rozmowę na temat pewnych zasad i wartości, mówiąc…

Jaki Ty biedny … i miłej zabawy w zmienianie świata.

Nie mam zamiaru zmieniać świata w żaden sposób, bo po co? Nie da się zmienić świata i nie da się zmienić utrwalonych w psychice zasad oraz poglądów. Można jedynie próbować łączyć dwie skrajne zasady, czy dwa skrajne poglądy i odszukiwać wspólnego porozumienia i celu. Swoją drogą właśnie podczas pisania tego tekstu otrzymałem wiadomość, która właściwie zakończyła korespondencję na temat właśnie pewnych zasad i wartości oraz dwulicowości jednego człowieka. Nie wyjaśnił dlaczego tak postępuje, tylko zaczął od ataku i zakończył rozmowę pisząc jedno ciekawe zdanie:

Wybacz ale mam ciekawsze życzy do robienia niż korespondencja z Tobą.

Mam nadzieję, że te „ciekawsze życzy” są rzeczowe i faktycznie bardziej inspirujące. Jednak mimo wszystko życzę powodzenia w szukaniu seksu i udawaniu, że go się nie szuka. Szanuje Twój wybór, aczkolwiek nie rozumiem postępowania.

Ja właśnie staram się żyć według zasad, które są dla mnie właśnie honorowe. Większość uważa, że zasada „nie uprawiam seksu z przyjacielem bądź znajomym” jest zła. Dla mnie jest dobra, bo czym się różni uprawianie seksu z przyjacielem od osoby nieznanej? Chyba niczym, to tylko zwykłe tłumaczenie. Tłumaczenie mające na celu omamić ciemny naród, który by przypadkiem nie pomyślał że jest się charytatywną prostytutką. Uważam, że trzeba być człowiekiem pozbawionym wartości i honoru, aby uprawiać seks dla samej przyjemności w sposób mechaniczny – bez uczuć. Więcej honoru ma prostytutka przy drodze, po przynajmniej zna swoją wartość i ma jakiś „cennik”.

Właśnie ja mam zasadę, że nie uprawiam seksu jeśli do kogoś nie czuje czegoś więcej niż zwykłego pożądania. I jeśli ktoś mnie nazwie przez to kimś mało interesującym, to w pewnym sensie narusza mój honor, bo nie używa przy tym żadnego silnego argumentu. Podobnie jest z tymi co ukrywają swoje prawdziwe zamiary wobec drugiego człowieka.

Wobec takich ludzi jestem bezwzględny i nie ma dla takich podmiotów żadnego środka łagodzącego… Bo trzeba mieć swój honor… a jeśli ktoś szuka seksu to niech poszuka sobie kogoś brzydszego i głupszego ode mnie, ewentualnie odwrotnie… Jeśli natomiast z wyborem jest naprawdę źle, to bierze się pierwsze lepsze wkładając torbę na łeb i za Ojczyznę!

„Bóg, Honor, Ojczyzna” – Część 1

Dziś chrześcijanie usiądą do wigilijnego stołu i będą oczekiwać na Bożego Narodzenie. Osobiście nie lubię świąt i chrześcijaninem się już nie poczuwam. Siadam do wigilijnego stołu ze względu na spokój, którego bym nie miał jakbym zrobił inaczej. Nie czuję magii świąt i mimo rodziny jestem w te dni bardzo samotny… Ostatnio zauważam, że większość obchodzi święta dla samej idei obchodzenia – i to jest bardzo smutne. 

Jaki jest mój stosunek do Boga zapytacie? To akurat jest bardzo ciekawe, ponieważ zaraz po liceum byłem namawiany przez matkę oraz sąsiada bym poszedł do seminarium duchownego, ponieważ wg nich byłbym dobrym księdzem. Tym bardziej, że ogólnie wtedy byłem osobą praktykującą, chodzącą do spowiedzi i przyjmującą sakramenty. Nie byłem wtedy również „splamiony homoseksualizmem”. Oddałbym swoje życie Bogu.

Myślałem nad tym poważnie i wiedziałem, że musiałbym zrezygnować z wielu rzeczy m.in. z poszukiwania szczęścia w miłości do drugiego człowieka. Pewnie gdybym podjął ten krok i poszedł do seminarium to moje życie by było całkowicie inne i latałbym w sukience po ulicy. Mimo to nie zdecydowałem się na pójście do seminarium, bo po prostu – nie te organy mi zagrały.

Stosunek do religii oraz Boga ulegał na przestrzeni lat ciągłym zmianom. Właściwie punktem kulminacyjnym wszystkiego był 8 marca 2012 roku – mój Coming Out… po którym stwierdziłem, że jako homoseksualista nie mogę być dobrym chrześcijaninem. Skoro nauka Kościoła potępia obcowanie płciowe pomiędzy mężczyznami to na mnie po prostu nie ma miejsca w tej nauce. Nie kwestionuję istnienia Boga, ale też go nie potwierdzam. Często leżąc w łóżku prosiłem go przez łzy, by mnie w końcu zabrał z tego świata – nie posłuchał…

Tym artykułem rozpoczynam cykl p.t. „Bóg, Honor, Ojczyzna” specjalnie na życzenie jednego z czytelników. Kolejne dwa artykuły pojawią się tuż po godz. 9:00 w ciągu kolejnych dwóch dni (25, 26 grudnia) – zachęcam do odwiedzin.