Hashtag przeszłość

Abonent chwilowo niedostępny… pojawia się w mojej głowie po raz kolejny. Z pytaniem, czy życie zatacza w tym momencie koło i pojawi się BisRadosław i reszta towarzystwa? Życie z tym ciężarem spraw, które nie zostały wyjaśnione, ciąży nadal. Może nie tak bardzo jak kiedyś, ale nadal pojawia się pytanie, dlaczego tak jest…

Nie potrafię skasować korespondencji z moją byłą przyjaciółką, nie potrafię zamazać śladów, starych i być może niepotrzebnych nikomu ludzi i znajomości. Trzymam to, jak tą pierwszą podarowaną przez Arniego książkę z dedykacją, której nigdy nie przeczytam lub inne rzeczy z których nigdy przez brak odwagi nie skorzystam, a z szacunku nie wyrzucę. Niedługo kupię pudełko w którym włożę tę książkę, jajko z niespodzianką, koszulę i inne otrzymane od ludzi rzeczy, by je schować w głęboko w szafie i pogrzebać, tak jak i mnie pogrzebią za jakiś czas w swoich myślach, albo już to zrobili.

W chwili obecnej wszystko mnie przerosło, zarówno życie, ale też studia i praca. Obawiam się, że na coś zachoruję, mam dziwne sny związane zarówno z obecną sytuacją polityczną w Polsce, ale też z życiem i tymi „znajomymi” co niby są, ale od kilku tygodni lub miesięcy nie odezwą się i nie zapytają jak żyjesz. Gdyby nie Facebook i moje polityczne wywody, których i tak nikt nie czyta, to ludzie by pomyśleli, że umarłem. Nie… nikt by nawet nie zauważył, że umarłem, bo i tak wszyscy mają mnie dość, ponieważ jestem osobą pozostającą w dozgonnym szacunku ustępującej PEK.

Może nieliczni, może matka, która wypytuje kiedy przyjadę. Może Ci zauważyli by, że mnie nie ma. Ale jak przyjadę do rodzinnego domu, to mnie wkurwi na dzień dobry. Zrobi super „miłe” powitane od kłótni, narzekania i tego, jak to jest jej źle. I znowu wrócę do swojego małego pokoju za siedemset pięćdziesiąt waluty szczęścia na warszawskim Mokotowie, bo przez 25 lat w tym domu było mi cholernie źle!

Co do snów… Śni mi się, że jestem aresztowany przez ABW albo służby porządkowe Prawa i Sprawiedliwości. Śni mi się, że ktoś atakuje mnie nożem na moim ulubionym Starym Mieście. Śni mi się, że uciekam przed napastnikami okrężną drogą i znajduję za trefnego przyjaciela starszą panią, która częstuje mnie pomidorem, jakim się następnie dławię. Czy też w śnie widzę prezerwatywy wyrzucone do kosza.

Sny bowiem mają swoją symbolikę: porzucone prezerwatywy do kosza w moim przypadku oznaczają, rezygnację… Tak rezygnację z osiągania przyjemności seksualnej (homoseksualnej). Ja już chyba tego nie potrafię, nie chcę, boję się i zaczyna mnie to przerastać. Dławiący mnie pomidor to znak, trefnych przyjaciół i znajomych, którzy dławią moją przyszłość, przez to, że nadal są w mojej głowie. I uciekam się do różnych rozwiązań, które skutków nie przynoszą. Co raz częściej pojawia się na mojej drodze krzyż i znaki, by może wrócić…. by może odnaleźć to miłosierdzie w Bogu. Jednak gdy popatrzę na to co się dzieje i to, że staliśmy się polami uprawnymi Watykanu, które za stolicę mają Toruń i Ojca Rydzyka jako wzór moralny – wkładam sobie dwa palce do gardła i zaczynam wymiotować, jak po tym pomidorze. Wymiotować na to wszystko, wymiotować swoim życiem na swoje życie.

Cóż więcej powiedzieć, boję się kolejnych dni, odbierania telefonów i tego co będzie dalej. Jednak staram się mimo wszystko nie poddać i naprostować to swoje pokręcone życie na tyle ile dam rady i na tyle ile to możliwe. Choć tęsknię, za tymi których szczerze kochałem: Renato, Radku i Pawle M. i S., tęsknie. Jednak tylko Renacie i M. wybaczam w swojej duszy i pozostaje wdzięczny, za resztą tylko tęsknię, ale nigdy nie wybaczę. Nie potrafię, przepraszam…

Przypomina mi się też Kamil, który także mimo, że próbowało się to lepić i naprawiać, odszedł – jemu też wybaczyłem, ale nie chcę aby już wracał. Bo chciałbym aby wszyscy bez wyjątku w ten piątek 13. ode mnie odeszli, tak jak potrafią najlepiej. Bo odejść, trzeba z klasą, a tego w większości brakowało…

Odchodźmy, ale pozostawmy do siebie, chociaż telefon w starym kalendarzu. By na łożu śmierci, dzwoniąc usłyszeć „Abonent chwilowo niedostępny” albo „Nie ma takiego numeru” i zasnąć niepogodzonym z przeszłością i niewyjaśnianą sprawą.

Grzesznik pozbawiony godności…

Kim jesteś, kim chcesz być, za kogo siebie uważasz? Często zadaję sobie takie pytanie. Nie wiem kim chcę być i za kogo chciałbym siebie uważać. Wiem jedynie, że jestem grzesznikiem pozbawionym godności… a cała reszta nie ma sensu.

Zdaję sobie sprawę, że sam sobie robię krzywdę i zamknięty jak motyl w słoiku próbuję wydostać się ze swojego ciała, które stało się grobowcem mojej duszy. Płaczę bez łez, krzyczę bez dźwięku, smucę się uśmiechem – tak wyglądam każdego dnia. Nic z tej terapii u psychologa nie będzie… Co prawda celem jej stało się znalezienie wspólnych pierwiastków moich „partnerów”, „znajomych” i mnie samego – analogii, która się powtarzała się w każdej znajomości czy miłości. Chodzi tu o to, co najbardziej mnie niszczy czy niszczyło. Doszliśmy do omówienia (w wielkim skrócie) relacji Ja & Paweł S. i zostało stwierdzone, że to nie związki, a przyjaźń z Radkiem rozdarła mnie kawałki…

I tak tego nie przeczytasz… Jednak rozdarłeś mnie i nie mam Ci tego za złe. Pomogłem Ci, bo ufałem… dostałem od Ciebie jeszcze bardziej w dupę niż się spodziewałem.

Od kilku dni czuję jakbym był rozrywany przez coś od środka, jakbym zaraz miał wybuchnąć… Łatwo się denerwuje, jestem niezdarny, nie umiem zająć się niczym – nawet tym, by napisać coś na blogu. Straciłem zupełnie wątek…

Ostatnio zadajemy sobie więcej bólu niż miłości….

Drogi Pawle, to już ostatni wpis na tym blogu z Twoim imieniem i to ostatnie słowa, które do mnie wypowiedziałeś, gdy równo dwa lata temu się rozstaliśmy „Ostatnio zadajemy sobie więcej bólu niż miłości…” Pamiętam ten dzień do dziś…

Przez te dwa lata zrozumiałem jedno: byłeś jedną z dwóch osób którą kochałem bezgranicznie, ale jedyną której prawie wszystko wybaczyłem. Nie wybaczyłem Tobie jedynie już dla mnie domniemanego wtedy, a dziś realnego powodu rozstania. Wróciłeś do swojej pierwszej miłości – po raz trzeci. I doskonale wiesz, że niedawno pożyczyłem wam szczęścia i to nie było na pokaz, to było szczere. Bo ważne, abyś był szczęśliwy. Nie wybaczyłem też tego, co zrobiłeś mi 15 stycznia 2013 roku w Łukowie. Co do reszty nie mam żadnych żali i uwag, nie mogłeś niektórych rzeczy sam zahamować, bo albo byłeś za słaby, albo zwyczajnie nieświadomy.

Zostawiłem Cię, bo nie miało to sensu… od kilku tygodni nie rozmawialiśmy jak kochająca się para z grudnia 2012 roku. Potrzebowałeś czasu, potrzebowałeś zrozumienia, płakałeś mi w ramię i mówiłeś, że on Cię skrzywdził i że nie możesz się z tym pogodzić. Nie byłem w stanie Ci zapewnić tego co on, nie byłem w stanie Ci pomóc, byłem zbyt słaby choć się starałem. Przepraszam, bo co mogę powiedzieć innego.

Dziś nas nie ma, mijamy się na ulicy, czy w pociągu jak nieznane sobie osoby. Nie rozmawiamy, nie piszemy, nie mam do Ciebie nawet numeru telefonu – by przypadkiem nie napisać. Przeżyliśmy ze sobą naprawdę super chwile, kiedy to się z Tobą szarpałem w ciemnej ulicy za zabrane mi dokumenty, a Twój telefon i kiedy Cię po raz pierwszy pocałowałem i przytuliłem. Kiedy to chodziliśmy gdzieś za miasto by spędzić ze sobą ostatki na rozmowie, całowaniu i przytuleniu się do siebie. Nomen omen dziś wypadają ostatki.

Piękne chwile w Twoim domu, kiedy to jechałem blisko 100 km w jedną stronę by się z Tobą zobaczyć. Pamiętam jak wtedy mnie przytuliłeś gdy coś robiłem na Twoim komputerze. Gdy Twoja siostra czy matka wchodziły zobaczyć „kim jest informatyk” z mazowieckimi tablicami rejestracyjnymi. Piękne chwile w kawiarniach, barach czy restauracjach od których rosły nam brzuchy… mi do dziś rośnie!

To się wszystko rozsypało, rozbiło na drobne kawałeczki. Bo nie chciałeś rozmawiać o swoim problemie, bo wybrałeś samotność. Wybrałeś inną drogę życia – nie naszą wspólną, a swoją własną.

Nie ważne co było, nie ważne co będzie – przed Tobą jak i po Tobie nie miałem nikogo przez prawie dwa lata. Po Tobie pojawił się tylko Przemek – którego poznałeś i Mariusz… obaj chcieli się tylko zabawić, potraktować to jako przygodę lub próbę, obiecując, że może coś się uda. Ty nie obiecałeś, Ty byłeś… potem tylko zwyczajnie się rozmyśliłeś, być może nigdy nie kochałeś. Bo serce może kochać tylko jednego i Ty wybrałeś tego mam nadzieję najbardziej odpowiedniego.

Życzę Ci z całego serca szczęścia i dziękuję, dziękuję za wszystko Pawle!

„Nie sądziłam, że odpowiedź przyjdzie aż tak szybko…”

Wczorajszy dzień był długi, straszny i samotny. Telefon milczał przez cały dzień. Odezwała się tylko jedna osoba ze studiów, bo chciała otrzymać terminy egzaminów. W samotności przychodzą mi myśli, które mnie dręczą… wracają wspomnienia, myśli by ze sobą skończyć, by dopisać ostatni list do wszystkich…

W związku z tym specjalistka ds. jakości ode mnie z firmy zwracająca raport do uzupełnienia lekko się zdziwiła, że odpowiedź uzyskała po ok. 7 minutach, pisząc:

Ojej. Dziękuję. Nie sądziłam, że odpowiedź przyjdzie aż tak szybko :-) Pozdrawiam

No bo jak się nie ma co robić, siedzi się samotnie w domu, to co się dziwić? Tym bardziej, że siedzi się cały dzień przed komputerem…

Ogólnie chciałbym się z wami podzielić swoim marzeniem, które chodzi ze mną od kilku lat. Wyjazd do Kazimierza Dolnego! Chciałem się tam wybrać z kimś kogo kocham, ale ostatecznie już jakiś czas temu stwierdziłem, że nigdy nie pojadę tam ze swoim chłopakiem. W rzeczy samej mieć go nie będę, bo po Mariuszu czuję się bardzo zniesmaczony facetami. Jednak, też bardziej chodzi o to, że z tymi dla których mówiłem o tym wyjeździe, bądź wspominałem, to zaraz kończyła się relacja z tym człowiekiem. Nie wiem dlaczego, czyżby bali się dźwigania moich walizek?

Kazimierz Dolny to miasto, które odwiedziłem raz w szkole podstawowej. Bardzo mi się ono podobało, bardzo chciałem tam pojechać na 2-3 dni, miałem tam spędzić Sylwestra 2012/2013, jednak Paweł S. nie chciał już ze mną pojechać. Już tego jak wspomniałem nie zrobię. Samotność i bycie traktowanym jak erotyczna zabawka panuje w mym sercu i wspomnieniach…

Marzenia zawsze się nie spełniają, gdy ludzie się nie kochają…

Cisza po burzy…

Mija pierwsza doba od zakończenia przez mnie wspomnianej poprzednio relacji z Mariuszem. Boli cholernie, boli podobnie jak po każdym ważnym dla mnie człowieku. Będzie mi go brakowało… ale tak musiało być, tak będzie może lepiej…

Życie jednak tak chciało! Dałem mu wolną rękę i usłyszałem to co powinienem usłyszeć dużo wcześniej. Czyli, że nie czuł do mnie nic oraz, że nie ma to sensu. Byłem mamiony jedynie, że potrzebuje czasu by to wszystko ułożyć, a pocałunki i przytulanie się ma tylko pomóc. Jak mogłem na tyle być zaślepiony samotnością by tak na zawołanie się przytulić i całować nie znając człowieka zbyt długo? Jakiego wyniszczenia człowieka dokonał Przemysław, Paweł S., Łukasz czy Radek? Chyba nawet ja już nie znam odpowiedzi na te pytania. Tak jak te, jak oni się czują wieczorami i co robią….

W ostatnich słowach do Mariusza powiedziałem, że bez względu co będzie dalej i jeśli nawet zdecyduje się odejść z tego świata to niech nigdy siebie nie obwinia, bo to nie będzie jego wina. Nikt nie będzie winny, to będzie moja decyzja zakończenia mojej kariery życia… Będę wtedy szczęśliwy i naprawdę chciałbym tego szczęścia już jak najszybciej doznać, ale jeszcze jakaś głupia nadzieja mnie powstrzymuje… Bo na tym drugim świecie nie spotkam z nikim, bo dla mnie już tego świata nie ma. Podobnie jak satysfakcji z życia, studiów, zarobionych pieniędzy…

Najgorzej jest wieczorem i w nocy… Siedzę, przed komputerem, nie mam do kogo nawet zagadać, chyba już nikt nie chce ze mną rozmawiać o tym co było. Gdy szukam kogoś nowego to mimo wszystko ciężko jest znaleźć nowego rozmówcę, nawet nie mówiąc o tym co było. Najgorsze to być osamotnionym, bo samotność w sercu można jakoś jeszcze znieść.

Sensu walki nie ma … a może nie ma o co walczyć?

Wiele razy zdarza się nam walczyć. Walka powinna mieć przede wszystkim atrybut za który ponosimy jej ciężar. Czyli coś co jest warte wszelkiego wysiłki by to zdobyć lub osiągnąć. Bez tego atrybutu nie będzie ona miała sensu. Walczymy w imię swoje, kogoś lub w imię czegoś…

Ja walczę z samym sobą każdego dnia – walczę o to by żyć. Walczę z chorobą płuc. Walczę też o to by być szczęśliwym. I zastanawiam się czy wspomniany „atrybut” jest na tyle sensowny by walczyć?

W zależności od punktu widzenia można wyłożyć różnego rodzaju teorie sensu walki w podanych wyżej przypadkach. Jeśli chodzi o życie, to niektórym jest to na tyle istotna kwestia, że nie oddali by go nikomu. W moim przypadku jest inaczej, dla mnie chyba bardziej zależy na byciu szczęśliwym niż na samym życiu. Chodzi tutaj o szczęśliwe życie, a nie jak do tej pory nieszczęśliwe, które wynika z poznawania podłych ludzi. Poznawanie podłych ludzi, ciągnie się za mną jak wspomniana choroba płuc. Pojawia się ona jak ci ludzie od czasu do czasu. Przychodzi i próbuje udusić człowieka dławiąc go własnym kaszlem i powodując wymioty na sucho.

Choroba wraca… ale wracają też wspomnienia o podłych ludziach. Znowu w myślach pojawia się Przemysław, gdzieś tam przebiega Paweł… Ja tym chłopcom wybaczyłem… Nie czuję do nich już złości, ale nie zapomnę. Z perspektywy czasu, może chciałbym porozmawiać o tym co z nimi było, ale nie została mi dana taka szansa. Wiem jednak, że walka o nich, czy z nimi nie miałaby najmniejszego sensu, bo „atrybut” nie jest już na tyle cenny, tak jak próba wyjaśnienia niedokończonych spraw dla nich. Może nie dorośli?

Podsumowanie roku 2014!

Kończy się 2014 rok! Wiele osób szykuje się na domówki, bale sylwestrowe, imprezy pod chmurką. Jeszcze inni wybierają noworoczne spektakle teatralne czy maratony filmowe w kinach. Niektórzy spędzają sylwestra w samotności przed komputerem czy telewizorem. Inni spędzają noc sylwestrową w pracy lub podczas służby… Jeszcze inni samotnie w szpitalu, domach opieki czy noclegowniach. Pamiętajmy o samotnych czy pełniących służbę. Gdy spotkasz policjanta, lekarza czy pracownika stacji benzynowej powiedz mu po północy Szczęśliwego Nowego Roku, bo to tez jest człowiek!

Niewątpliwie mijający rok był dla mnie przeplatanką dobrych i złych wydarzeń, które wpłynęły na moje życie. Z całą pewnością największym sukcesem roku 2014 było obronienie się na Politechnice Warszawskiej i uzyskanie tytułu magistra oraz zaliczenie różnic programowych pierwszego semestru studiów stacjonarnych. Różnice te wynikały z prawie trzy miesięcznej nieobecności na uczelni. Dodatkowo jeśli chodzi o ścieżkę edukacyjną to otrzymanie oceny dobrej plus z prawa budowlanego, również było niezłym wyczynem!

Oczywiście mijający rok był rokiem pewnych rocznic i wspomnień po osobach które się kochało. Był to pierwszy rok po rozstaniu z Pawłem S. o którym wspominałem. Również ten rok to drugi rok po tym jak powiedziałem swojej matce o tym, że jestem osobą odmiennej orientacji seksualnej.

W mijającym roku udało mi się podjąć zatrudnienie w jednej z dużych instytucji finansowych. Co prawda nie trwało one długo, ale zawsze to zdobycie jakiejś dodatkowej praktyki. Również rozwinięta współpraca z jedną z Warszawskich firm marketingowych oraz realizacja prawie wszystkich zleceń w firmie na poziomie zadowalającym klienta był sukcesem tego roku.

Niestety mijający rok pozostawił po sobie wiele nieprzespanych nocy, wypłakanych łez. Były one wynikiem nieudanych relacji z mężczyznami. Ponownie wracam do wspomnienia o Przemysławie, które był największym rozczarowaniem mijającego roku. Praktycznie moje uczucie do niego wygasło, ale niesmak pozostał. Dodatkowo jeśli chodzi o spotkania z osobami tej samej płci, to mogę powiedzieć – jedna wielka lipa… większość odmawiała spotkań, albo się na nie nie wstawiała. Jednak pozostały w mojej pamięci pewne osoby m.in. D, P czy P.G. Wynika to z faktu, że nie odmówiły spotkania, zawsze były na czas, nigdy nie chciały seksu i mimo wszelkich przeszkód te znajomości przetrwały dłużej, przy czym oczywiście w mniejszym lub większym stopniu kontaktu.

Zostały tez zweryfikowane w tym roku pewne znajomości z niektórymi osobami m.in. z Pawłem M. który bez słowa odszedł i pozostawił mnie samemu sobie, nie wiem dlaczego…

Wyciągnąłem też wnioski ze swojego postępowania i przeprosiłem za nie pewne osoby. Tylko dwie przyjęły przeprosiny i dały jakąś odpowiedź… Niestety jedna z najważniejszych kobiet w moim życiu, która jest wspaniałą matką dwojga nieswoich ale niesamowitych dzieci tego nie zrobiła. Jednak miała do tego prawo, zwyczajnie zawiniłem w stosunku do niej najmocniej i za co starałem się przeprosić.

Mijający rok to tez rok w którym odważyłem się trochę naprawić swoją osobę poprzez m.in. zapisanie się do psychologa. Decyzja ta powinna być podjęta zdecydowanie wcześniej – już w 2011 roku!

Był to również kolejny rok ujawnienia się przed osobami, które nie podejrzewały mnie o mój homoseksualizm. Małgorzata, Weronika, Agata czy Marysia… Każda z tych osób przyjęła tą informację dość pozytywnie i co najważniejsze bez zmiany nastawienia do mojej osoby! Za co serdecznie chciałbym z tego miejsca podziękować.

Ten rok, to również rok „zrodzenia” się bloga BezpiecznyGay! Który trochę osób odwiedza i czyta ;)

Nowy Rok 2015 nie wiem jednak jaki będzie dla mnie… osobiście nie stawiam sobie jakiś przyrzeczeń noworocznych i celów. Właściwie nie wiem co będzie po studiach, które kończą mi się w zbliżającym roku. Nie widzę siebie w perspektywie dłuższej niż 6-7 miesięcy – czyli tyle ile pozostało mi zajęć na uczelni w Siedlcach. Będzie to zapewne ciężki rok, być może ostatni, a być może pierwszy od wielu, który będzie naprawdę szczęśliwy!

Jaki mam plan na Sylwestra? Właściwie to go nie obchodzę… Sam w to nie wierzę, ale wysiadam z pociągu na Warszawie Śródmieście – przed północą powinienem wrócić do domu.

Wskaż mi drogę, którą mam iść!

Zapomniałem, jak to jest być uśmiechniętym i szczęśliwym. Choć w tym roku doznałem troszeczkę szczęścia, ciepła oraz zainteresowania od innych osób, zaś u jego schyłku mogłem uczestniczyć więcej niż ostatno w życiu kulturalnym to jednak nie wiem co dalej… Czy możesz mi wskazać drogę?

Moja droga jest jak każdego innego człowieka – kręta i nieznana. Przez prawie prawie 25 lat żyję na tej ziemi, a w ostatnich 4 latach walczyłem o to by żyć. Nadal idę autostradą życia, ale czuję, że powoli nadchodzi jej kres. Wracam do domu, kładę się i patrzę w sufit swojego pokoju, oczekując na sygnał dźwiękowy telefonu. Sygnał z jakąś dobrą wiadomością, bądź zwykłym zaproszeniem wyjścia na miasto. A gdy się pojawia, zazwyczaj jest to wiadomość, która nic nie wnosi.

Wiem, że powiecie – sam może się postaraj o to by gdzieś się wkręcić. Oczywiście, próbuję. Jednak na dziesięć prób, tylko jedna ma swój zamierzony efekt. Dodatkowo tego co najbardziej pragnę – nie otrzymuję. Wynika to z faktu, że są ważniejsze rzeczy niż ja, choć w niektórych sytuacjach tak być nie powinno. Pamiętam jak prosiłem swojego chłopaka, by pojechać do Torunia. Początkowo zastawiał się brakiem funduszy na taki wyjazd. Gdy jednak zaproponowałem pożyczkę lub powiedziałem, że wykupienie hotelu dla dwóch osób wychodzi praktycznie tyle samo co dla jednej i mogę za to zapłacić, bo nigdy bardzo rzadko bywam na urlopie, powiedział mi „to znajdź kogoś sobie”. Podobnie było z nocą z 31 grudnia 2012 na 1 stycznia 2013 – dowiedziałem się, że nie ma z kim jej spędzić, choć oficjalnie był ze mną.

Siedlce to mała miejscowość lubiąca plotki. Dlatego się dowiedziałem o tym wszystkim co mówił Paweł. Świetnym przykładem plotek jest dzisiejsza wiadomość na Fellow. Nadawcą był/a „dupeczka85″ – nie przejąłem się, bo nie ma kim się przejmować, a treść jej to:

Mowili ze kazdy cie mial

Odpisałem „okey, dzięki za cenne informację”. Bo właściwie nie pamiętam by jakaś „dupeczka” mnie miała, więc nie każdy. Właściwie nie wielu mnie miało, a nawet więcej – nikt! Bo jak można mieć człowieka?

Tak więc… chodzę bez celu, oglądam sufit, zasypiam nad ranem, czasami wychodzę z domu… Tak wygląda ostatnio moje życie. Jednak nie jest to życie o którym pisze się piosenki, wiersze, książki czy poradniki. Jest to życie, dla którego nie warto jest walczyć.

Podasz mi rękę i wskażesz odpowiednią drogę?

Nocna chwila refleksji…

Gdy będziesz szczęśliwy, nie przychodź do mnie…
Gdy będzie Ci trudno, nie przychodź do mnie…
Gdy nie będziesz wiedział co zrobić, nie przychodź do mnie…

Bo ja nie mam do kogo pójść. Jeśli coś Ci się stało, to oznacza, że musiałeś zawinić, tak jak zawiniłem ja. Zawinić jest łatwo… trudno jest z tego się podnieść, pozbierać, wybaczyć i żyć dalej – normalnie funkcjonując.

Nie da się bowiem tak na pstryk palcem naprawić wszystkich problemów. Nie da się komuś pomóc dobrym słowem, gestem, uczynkiem, choć by się chciało bardzo mocno. Jeżeli ktoś stracił to co było w jego życiu bardzo ważne, nie można mu powiedzieć „będzie dobrze” bo to nic nie zmieni, to tylko jednorazowy i doraźny zabieg pocieszenia.

Każdy z nas w życiu kogoś skrzywdził lub zranił. Oczywiście można w pewnym sensie doszukiwać się czy było to świadome, bądź nie. Jeżeli ktoś mówi, że nie skrzywdził nikogo to jest zwykłym kłamcą! Ja również „nieświadomie” mogłem kogoś skrzywdzić. I wiele razy nawet bardzo świadomie doznałem krzywdy od innych osób, czasem i najbliższych.

Dlatego ostatnio postanowiłem naprawić pewne błędy popełnione przed laty. Uświadomiłem sobie, że zbyt wiele szans, osób i rzeczy przez swoje zachowanie i nieleczoną chorobę zaprzepaściłem. Odkryłem to jakiś czas temu, gdy straciłem kogoś „bardzo” ważnego… Doszedłem do wniosku, że moim życiu przez ostatnie dwa lata doszło do diametralnych zmian, a choroba wpłynęła na każdą sferę mojego życia. Osoba o której wspomniałem, wpłynęła na mnie jednego dnia bym podjął leczenie, gdzie wiele próbowało przez lata i im się nie udawało… Poszedłem dla Niego… ale on odszedł… Choć to ja zakończyłem to wszystko bez słowa, bo zwyczajnie widziałem, że on nie potrafi. Nawet mu chyba szczególnie nie zależało bo było czuć bardziej pożądanie/przygodę niż empatię i miłość.

Jego już nie ma, nie będzie i zapewne bawi się świetnie ze swoimi kurczakami i rozmawia o mnie z osobami kiedyś bliskimi mojemu sercu… To kolejny przykład, że drugi człowiek gdy pozna Twoje słabe strony to wykorzysta je w sposób perfidny i tak wyrachowany, byś powiększył grono aniołów w kolejnym roku.

Tylko, że życie to gra w której w końcu role się odwracają!