Układ czy związek?

Ostatnio bardzo modnym zjawiskiem są układy seksualne, tj. nie ma uczucia i wchodzenia sobie w życie. Wszystko sprowadza się do czynności seksualnej. Brutalnie mówiąc spuszczenia się na kogoś lub komuś w odbytnicę.

Kiedy zrobiłem sobie zestawienie takiego zachowania, to nie widziałem większego sensu w takim układzie. Niemniej jednak sensu w związku także już nie dostrzegam. Układ dla mnie to nic innego, niż mechaniczna stała czynność powtarzana z tą samą osobą. Równie dobrze, można to porównać do „uprawniania” seksu z gumową lalką lub owieczką. Oczywiście nie da się wskrzesić uczucia w tym gumowym gadżecie seksualnym, ale można je traktować z uczuciem. Przypomniał mi  się właśnie spektakl „Mały ma dziewczynę” w Teatrze Ochoty. Jego treść opiera się na tym, że autystyczny chłopak przyprowadził swoją dziewczynę w celu przedstawienia rodzinie. Dziewczynę o imieniu Blanka, która właśnie była gumowym gadżetem z otwartymi ustami, karmionymi drożdżowym ciastem.

Być może seks-układ jest jakimś rozwiązaniem, jeśli ktoś nie chce się wiązać z kimś. Jednak nie mogę nadal odkryć fenomenu tego rozwiązania tj. celu większego niż puste zaspokojenie potrzeby. Co prawda związek opiera się w dużej mierze na seksie, ale ma dla mnie jakieś większe odbicie w rzeczywistości.

Patrząc na to co się dzieje i jaka moda panuje wśród homosiów – odechciewa mi się nich i z każdym nowo poznanym przedstawicielem tej populacji, bierze mnie jeszcze większe obrzydzenie.

Wisit Jabłko

Wisi jabłko wisi, ale w końcu spada… nie jedna panna za mąż wyszła niechybnie, zaś nie jeden pan zbłądził, ale nie potrafił kontynuować błądzenia i się przyznał.

Życie to nie piosenka, którą można odtwarzać w nieskończoną ilość razy. To piękne, że każdego dnia przeżywamy całkowicie coś innego i nie jest to w pewien sposób monotonne. Każdego dnia przechodzimy w tych samych miejscach, ale ciągle widzimy coś nowego. Nowych ludzi, nowe samochody, albo zniszczony śmietnik. Takie proste, błahe i świadczące jednocześnie o czymś wielkim: niepowtarzalności dnia i życia.

Dlatego w życiu trzeba postępować sprawiedliwie i odpowiedzialnie, a ostatnie dni nauczyły mnie tego jeszcze bardziej. Czasami trzeba powiedzieć, choćby najgorszą i gorzką prawdę dla kogoś, niż ciągnąć coś w nieskończoność i po pewnym czasie skrzywdzić, nie krzywdząc siebie. Nie potrafię tak, nauczony tym co się wydarzyło rok temu. Na koniec potrafiłem tylko powiedzieć „przepraszam”, bo nikt nigdy mi tego nie powiedział.

Mogę powiedzieć, że pogodziłem się z przeszłością w pewnym sensie, ale nie do końca. Ona mnie nauczyła lęku przed związaniem się z kimkolwiek, albo przynajmniej utrzymania relacji ku temu sprzyjającej. Jednak nic… jak do trzydziestki się nic nie poprawi, to po osiągnięciu jej pozostanie masturbacja i seks za kasę z małolatami… Choć mam nadzieję, że nie stoczę się do tego poziomu i przystanę na masturbacji i nauczaniu małolatów za kasę, jak żyć!

Czy potrafię żyć się zastanawiam? Chyba tak… jak sądzicie?

Najpierw zrobię Panu loda….

Musiałem wyjechać służbowo do Warszawy – rozpoczynam właśnie prace na wyższym niż dotąd stanowisku. W przyszłym tygodniu czeka mnie dwa szkolenia i powinienem już dostać wyższe uprawnienia. Ogólnie dzień zaliczam do udanych!

Byłem na Targówku, praktycznie przy samych Markach, ale miałem uciech niesamowity, gdy poszedłem chwilę odpocząć i rozpisać notatki do jednej kawiarni, gdzie podają lody, kawy i soki. Standardowo zamówiłem Latte i jakiś drobny deser. No i Pani trochę nie przemyślała tego co powiedziała, gdy usłyszała mój śmiech. Nie mogłem się powstrzymać…

„To możne najpierw zrobię Panu loda, a potem kawę…. Jakby to głupio nie brzmiało.”

Miałem bekę przez cały dzień z tego co powiedziała. Zresztą ona też zaczęła się śmiać. Jednak wie co dobre – najpierw loda, a potem w kawowe oczko. Widać doświadczona lodziara! Jednak Pani była bardzo sympatyczna. ;-)

PrzymakGrycana

Nie spotykam się na seks…

Drodzy Panowie z Fellow!

Zwracam się do Was z ogromną prośbą – o nie pianie do mnie w celu umówienia się na seks. Ja rozumiem, że swędzenie odbytu gorsze niż ból i wam ogromnie współczuje, ale naprawdę nie! Pomijam fakt, że piszecie do mnie jawnie mając w profilu wpisane, że zrobicie loda za kilka dyszek, albo szukacie kogoś na ruchanko w Galerii Siedlce. Przepraszam Was bardzo, mnie te klimaty nie kręcą.

Proszę o nie pisanie oraz czytanie profilu… choć pewnie ten post nie ma sensu, bo i tak będziecie pisać małe zboczeńcy!

Epistemologia znajomości seksualnej…

Czasami mam wrażenie, że znam kogoś dobrze, nawet bardzo dobrze. Jednak rzeczywistość jest inna.

Zauważyłem na fellow pewne desperackie posunięcia niektórych osób, które znam. By zapomnieć o przeszłości i problemach, próbują znaleźć nowych znajomych poprzez łózko. Dla mnie to akt całkowitej desperacji… lepiej przedawkować psychotropy, albo zwyczajnie się powiesić, serio!

Ja rozumiem, że seks jest potrzebą każdego człowieka bez względu na płeć i orientacje seksualną. Jednak nie można traktować go jako przepustki do znajomości, czy dobra konsumpcyjnego. Faktem jest oczywiście, że każdy ma swoje życie i może nim zarządzać jak chce. Jednak po niektórych osobach się takiego zarządzania nie spodziewałem. Po prostu trudno mi jest uwierzyć w to zderzenie z rzeczywistością.

Seks jak wspomniałem jest potrzebą człowieka, ale też wyrazem odpowiedzialności, uczucia i zaufania wobec drugiego. Tym osobom tego brakuje: odpowiedzialności, uczucia i zaufania… I właśnie w pogoni za uczuciem zapominają o odpowiedzialności i zaufaniu. Bo czy znajomość przez seks jest czegoś warta, czy uczucie dla seksu jest czymś dobrym? Czy warto tak postępować i nie naprawiać, a niszczyć swoje życie?

Lipton i Samsung…

No to wtorek, kolejny dzień mija… kolejny dzień lutego, roku i życia. Nie  jadę do Warszawy tak jak wspominałem we wczorajszym artykule. Niestety nie odpisano mi na maila i wyjazd przepadł.

Dzisiaj nic… i nikt prawie do mnie nie napisał by pogadać, jakoś mnie to nie dziwi skoro jestem taki „lipton”, przez co jestem „samsungiem” – nie z wyboru, a z mianowania. Lipne też było wczorajsze zachowanie jednego pedała, który mi obiecywał coś i słowa nie dotrzymał. Nawet nie potrafił spojrzeć mi w twarz… to takie żenujące, mijać osobę z którą spędzało się „słodkie chwile” jak obcego człowieka, a wzrokiem uciekać w telefon…

No nic… jednak trochę tam Was okłamałem z tym, że nikt nie napisał. Znalazło się parę osób z którymi wymieniłem kilka słów. Jeden mnie zdemaskował pisząc kim jestem. Tradycyjnie na moim ulubionym fellow.pl napisał 21-letni zboczeniec z Mińska Mazowieckiego… i ponownie zastanawiam się skąd się tacy ludzie biorą. Przytoczę rozmowę, robię to po raz trzeci i może ktoś mi znowu napiszę „boje się z Tobą pisać, bo trafię zaraz na bloga”. Nie ma co się bać, normalni ludzie tu nie trafiają. Pogrubioną fioletową czcionką jest oznaczony mój rozmówca:

- sex ? ja Mińsk Mazowiecki
- Niestety jeżdżę obwodnicą, BOR nie pozwala jeździć przez miasto. Pozdrawiam :)
- no szkoda :( a nie możesz zajechać ?
- Nie, nie ode mnie to zależy :P
- no ale możesz jakoś na lewo chyba
- BOR ochrania mnie 24h przykro mi… pozdrawiam

Poniosła mnie ułańska fantazja z tym BOR… dla niewtajemniczonych jest to skrót od Biuro Ochrony Rządu, które z ustawy nie może mnie ochraniać, bo nie jestem podmiotem podlegający takiej ochronie. Swoją drogą… nie zostałem zablokowany!

Kolejny pajac z Fellow

Dzisiaj wpis z serii ciekawy rozmówca. No i ponownie się uśmiałem przez to co napisał 37-letni zboczeniec z Poznania, który niczym nie odróżnia się od homo-siedlczan.

Na samym początku dostałem wiadomość, której nie zrozumiałem. Chodzi o „a Ty nic”, zresztą przeczytajcie sami… Pogrubioną fioletową czcionką jest oznaczony mój rozmówca:

- Pozdrawiam z Poznania Fajna dupa z ciebie a Ty nic
- Co nic?
- Sex?
- Spierdalaj stary kurwiszonie!
- ejjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj wiesz o tym, ze twoja stara dobrze lody robi a imprezy z nią to sa takie że psy ja ruchały Warszawsko gnigo

Nawet nie zdążyłem mu odpisać, bo zostałem zablokowany. No cóż, tekst na poziomie dojrzałego mężczyzny z mentalnością dziecka ze szkoły podstawowej.

Do końca tygodnia – przerwa od idiotów!

Pierdol się Pajacu!

Tak wczoraj wpisu nie było, ale żyję. Myśleliście, że pewnie się pajac powiesił i przestanie pisać bloga? Jest jednak inaczej, żyję i mam się świetnie! Wiem pewnie część z was nie jest z tego powodu zbytnio zadowolona.

Dzisiaj w nocy podczas wykonywaniu pewnych czynności związanych z moją pracą, dostałem wiadomość od jednego użytkownika fellow.pl… Pogrubioną fioletową czcionką jest oznaczony mój rozmówca:

- Siemka, mam ochotę possać laskę, wpadniesz do mnie teraz?
- Pewnie dawaj zdjęcie i adres :)
- Wpadniesz na serio?
- Oczywiście
- Dużego masz? Gruby? hmm? to ile ma?
- XX
- Ok, zapodasz focio swojej całej sylwetki bez butów, najlepiej w białych stopkach? Ja podam hasło….
- Zepsuł mi się aparat, niestety mam tylko na kliszę :)

- TY chyba mnie sciemniasz, co? W opisie masz, że seksu nie szukasz, więc nie wiem… hmm?
- Brawo! Przepraszam, ale sobie rzeczywiście robię z Ciebie jaja i mam ubaw. Trzeba czytać opisy, bo puszczać się nie jest sztuką, ale czytać ze zrozumieniem TUTAJ JEST. Tym bardziej, że legitymujesz się zdaną maturą. Prywatnie ci powiem, żal mi takich ludzi jak Ty… ale to Wasz wybór. Wasze życie… z którym ja osobiście nie chce mieć nic wspólnego! Całuje w środek serduszka i życzę by się przesunęło ono na mózg. Byś kochał samego siebie i też tak samo szanował! Amen.
- Pierdol się Pajacu, nie rozumiesz chyba, co to znaczy natura i potrzeby!

I chyba nic z mojego kazania, ale zacząłem się głośno śmiać… Chciałem temu Panu jeszcze odpisać, ale mnie zablokował. Tak więc… Wiem co to znaczy natura i ludzkie potrzeby. Wiem też, co to znaczy nieograniczony i chory popęd seksualny.

Pedał, Gej, Homoseksualista…

Dziś pragnę wam przedstawić swoje definicje, które właściwie dla większości hetero oznaczają to samo – wybryk natury, szmaty, zboczeńcy i obrzydliwcy. Cóż taka to nasza Polska „tolerancyjna” z wyłączeniem Słupska.

W moim artykule z przed kilku dni o tytule „Jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku…” napisałem pewien wniosek, którego nie rozwinąłem do końca.

A porównywanie pedałów do homoseksualistów nie jest miarodajne, ponieważ pedał od homoseksualisty różni się w sposób znaczny.

Gdyby ktoś mnie zapytał o określenie się jednym z tych trzech słów wpisanych w tytule, to określiłbym siebie jako osoba o skłonnościach homoseksualnych tj. homoseksualista. Wynika to z faktu, że nie lubię określania siebie mianem geja, a pedałem nie jestem. Dla mnie nazwanie siebie homoseksualistą oznacza zwyczajnie szacunek do siebie samego oraz pełna akceptację tego kim się jest. Dodatkowo patrząc przez pryzmat seksowności wyrazu, jest on najlepszy.

W rzeczy samej mówienie o sobie „jestem gejem” nie jest niczym złym, ponieważ jest to najbardziej neutralne słowo określające mężczyznę MSM. Osobiście nie lubię tego określenia, jednak gdyby ktoś mnie tak nazwał to bym się nie obraził.

Osobiście też definiuje, że określanie się homoseksualistą (gejem) do czegoś zobowiązuje. Nie możemy pokazywać społeczeństwu, że jesteśmy obrzydliwymi zboczeńcami, które jak wybryki natury chodzą na marsze szmat. Bo od tego są pedały.

Tak dla mnie pedałem jest właśnie osoba, która jak zwierze niepotrafiące powstrzymać swojego popędu seksualnego szuka tylko i wyłącznie zaspokojenia w dodatku działając trochę bez nasycenia. Dodatkowo pokazują swoją seksualność w sposób, który nawet dla mnie jest odrażający. Dlatego jetem czasami homofobiczny, ale tylko w stosunku do pedałów, którzy swoim postępowaniem i wyglądem na chwilę zmieniają mnie w hetero.

Jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku…

Wydawać by się mogło, że poznanie kogoś jest takie proste w dzisiejszych czasach. Możliwość kontaktu mamy na wyciągnięcie ręki poprzez różnego rodzaju portale branżowe lub społecznościowe.

Obserwuje na fellow.pl od pewnego czasu bardzo dużą modę traktowania osób, nie szukających na sam seks jako odmieńców i czegoś negatywnego. Być może wpływ i nacisk społeczny uwypuklony wieloma profilami szukającymi na sam seks z perwersyjnymi zdjęciami, powoduje robienie swego rodzaju „kosmitów” z osób, które czynności seksualne traktują jako dodatek do związku, a nie mechaniczną przyjemność.

Powstaje więc pewnego rodzaju jednowymiarowa rzeczywistość w jednowymiarowym człowieku. Człowieku zainteresowanym wyłącznie konsumpcyjnym podejściem do seksu, który jest tak wykreowany przez kulturę portalu w sposób całkiem odmienny. Oczywiście, to zdarza się też w świecie heteroseksualnym. Jednak w tym drugim wypadku, można odnieść wrażenie, że tego typu zachowania są mniejsze. Wynika to zapewne z faktu większej ilości populacji ludzi heteroseksualnych w stosunku do homoseksualnych lub pośrednich.

Pedalskie związki trwają max. miesiąc, wiec zawsze można powiedzieć, że się pierdolisz tylko z tymi, z którymi jesteś.

Z taką opinią na temat związków homoseksualnych spotkałem się dzisiaj na wspominanym portalu branżowym. Jest to opinia pozbawionego najprawdopodobniej umiejętności korzystania z mózgu biseksualnego mężczyzny, szukającego na seks.

Oczywiście pewnie w większości przypadków tak się dzieje. Wynika to z faktu, że ludzie nie potrafią powiedzieć i wyrazić tego czego naprawdę oczekują od drugiego człowieka i wchodząc w związek bez namysłu wskakują sobie do łóżek. Po czym są sobą znudzeni… Jednak chciałbym podkreślić, że nie każdy homoseksualista decyduje się na czynność seksualną ze swoim partnerem zaraz po „wejściu w związek”. A porównywanie pedałów do homoseksualistów nie jest miarodajne, ponieważ pedał od homoseksualisty różni się w sposób znaczny.