Wisit Jabłko

Wisi jabłko wisi, ale w końcu spada… nie jedna panna za mąż wyszła niechybnie, zaś nie jeden pan zbłądził, ale nie potrafił kontynuować błądzenia i się przyznał.

Życie to nie piosenka, którą można odtwarzać w nieskończoną ilość razy. To piękne, że każdego dnia przeżywamy całkowicie coś innego i nie jest to w pewien sposób monotonne. Każdego dnia przechodzimy w tych samych miejscach, ale ciągle widzimy coś nowego. Nowych ludzi, nowe samochody, albo zniszczony śmietnik. Takie proste, błahe i świadczące jednocześnie o czymś wielkim: niepowtarzalności dnia i życia.

Dlatego w życiu trzeba postępować sprawiedliwie i odpowiedzialnie, a ostatnie dni nauczyły mnie tego jeszcze bardziej. Czasami trzeba powiedzieć, choćby najgorszą i gorzką prawdę dla kogoś, niż ciągnąć coś w nieskończoność i po pewnym czasie skrzywdzić, nie krzywdząc siebie. Nie potrafię tak, nauczony tym co się wydarzyło rok temu. Na koniec potrafiłem tylko powiedzieć „przepraszam”, bo nikt nigdy mi tego nie powiedział.

Mogę powiedzieć, że pogodziłem się z przeszłością w pewnym sensie, ale nie do końca. Ona mnie nauczyła lęku przed związaniem się z kimkolwiek, albo przynajmniej utrzymania relacji ku temu sprzyjającej. Jednak nic… jak do trzydziestki się nic nie poprawi, to po osiągnięciu jej pozostanie masturbacja i seks za kasę z małolatami… Choć mam nadzieję, że nie stoczę się do tego poziomu i przystanę na masturbacji i nauczaniu małolatów za kasę, jak żyć!

Czy potrafię żyć się zastanawiam? Chyba tak… jak sądzicie?

Mam do Ciebie trzy pytania, mogę je zadać?

Zadałeś bardzo ciekawe pytania, które tak naprawdę potrzebują dłużej formy odpowiedzi i tego jak podchodzi się do pewnych ważnych, ważniejszych, a czasami błahych (z perspektywy czasu) spraw. Kiedyś pisałem na swoim blogu: Bądź dobry dla drugiego, im bardziej będziesz dobry dla drugiego, tym więcej zyskasz u mnie. Bądź cierpliwy i wyrozumiały, bo cierpliwość i wyrozumiałość to sztuka, którą nie jeden artysta zaprzepaścił za chwilowym zapomnieniem o tym, co interpretuje druga strona. Ten kto jest cierpliwy i wyrozumiały, wnosi nadzieję na lepszą przyszłość. Nie krzycz… bo ten kto krzyczy nie ma linii obrony, jest pusty jak beczka, która dudni…

Miłość podobno czyni cuda, jedni są ze sobą kilka lat, niektórzy kilka tygodni, ba kilka godzin – bo jednak to nie to, po przemyśleniach i wątpliwościach ludzie od siebie odchodzą. Zawrę odpowiedzi na te wszystkie trzy pytania w tym tekście, nie dam Ci obrobionego już „poletka” – moje ulubione słowo od października, tylko sam będziesz musiał je wychwycić.

Odchodzą – bo albo była dyktatura, albo brak odpowiedniej sztuki kompromisu. Kiedy dwoje ludzi się łączy to w praktyce wygląda to tak, że na początku jest wielka radość jak żywy ogień, nowo zapalonej świeczki, który po czasie staje się co raz mniejszy i gaśnie. W teorii, gdy dwoje ludzi się łączy powinno zapomnieć o swoim „ja” i mówić „my”. Powinno mówić to my możemy zrobić, a nie to ja mogę zrobić. Trzeba być jednocześnie dyktatorem skłonnym do kompromisów. Są pewne sprawy, które nie podlegają dyskusji: narkotyki, trójkąty, wspólne filmy porno wrzucane na jakiś portal, czy wspólne konto na fellow w celu szukania „znajomych” – czyt. cwela by dwóch jednocześnie mogło się wyżyć. Jednak to są sprawy dla dorosłych i odpowiedzialnych ludzi na tyle normalne, że nie powinny podlegać dyskusji. Oczywiście tylko jedna właściwa metoda na wychowanie faceta, to metoda faszystowska. Ja mam zapędy władcze, potrafię wyrazić swoje zdanie, ale liczę się ze zdaniem drugiej osoby i szukam kompromisu. Jednak gdy ktoś mi narzuci swoje zdanie lub zmieni reguły gry w trakcie, to przepadł puch marny.

Kiedy na początku świata, pojawiły się różne uczucia i nie wiedziały co ze sobą zrobić to miłość i szaleństwo, postanowiły pobawić się w chowanego. Miłość schowała się przed szaleństwem w krzaku róż. Szaleństwo szukało miłości i krzyczało, „gdzie jest ta moja miłość?” „miłości gdzie jesteś?” i tak chodziło i szukało miłości z patykiem w ręku. I nagle zobaczyła ten piękny krzak róż i zaczęła go tym patykiem rozdzielać i pokaleczyło miłości oczy. Stąd miłość jest ślepa, ale zawsze… zawsze towarzyszy jej szaleństwo.

Miłość jest ślepa, ale trzeba być szalonym by się zabójczo zakochać i szalonym by to podtrzymać. To jest wielka odpowiedzialność. Kiedy decydujemy się na bycie z kimś, na to jak to wszystko mamy zrobić, jak ułożyć – bez względu na konfigurację płci, to szukamy rozwiązań i stajemy przed wyzwaniami. Wyzwaniem jest szalona decyzja o wyjeździe z kraju. Dobrze, wyjechać jest fajnie na kilka dni, ale nie na całe życie. Jestem Polakiem, jestem dumny z tego kraju i chyba, chyba nie potrafiłbym wyjechać. Nie wiem… może to przez brak znajomości języka. Oczywiście z kimś wyjechać byłoby raźniej, ale musiałby być spełnione trzy warunki: mamy gdzie mieszkać, gdzie pracować i nikt w naszym życiu trzeci się nie pojawia, co mógłby to zniszczyć. Bo tęsknota za straconą osobą w obcym kraju jest podwójna: za osobą i za ojczyzną. Jeśli zaś chodzi o kraj jaki by to miał być: błagam niech to będzie USA albo Kanada… żaden europejski, żadne zielone wyspy, bo nie dożyję ślubu z tym wybranym na pewno…

Kwestia ślubu. Ludzie ślubują sobie wierność, uczciwość i że nie opuszczą się aż do śmierci. Czy tak się da? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Oczywiście, każdy dorosły, odpowiedzialny facet/kobieta wie, czego w życiu chce i jeśli umie odpowiadać za siebie to powinno odpowiadać też za drugie, druga strona tak samo. Jeśli ktoś jest ze sobą długi czas, chce sformalizować związek i akurat polski ustawodawca da taką możliwość, to nie widziałbym przeciwwskazań. Życie na kocią łapę jest fajne, sformalizowane też jest fajne – bo nie ważne czy jest dokument czy go nie ma, to nie dla dokumentu ludzie są ze sobą. Ludzie są tylko dla siebie… bez względu czy mają uregulowaną sytuację prawną i obrączki czy nie, to tylko papier do sławojki – liczy się uczucie i odpowiedzialność i jałowy związek, jakby to posłanka Pawłowicz powiedziała.

Nie chcę Cię zanudzać i zaraz skończę, bym mógł zamknąć się w „dwóch stronach, a nie sześciu”. Narzucone przez Ciebie pytania, dały mi możliwość wyrażenia się w pewnej światopoglądowej dyskusji, która może się po tym tekście wytoczyć. Jednak czasami trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, ponieważ pytanie problemowe daje dopiero możliwość analizy problemu i jego rozwiązanie.

Mnie życie nie dopieściło, nie mogę znaleźć się w żadnej z podanych przez Ciebie sytuacji, wszystko to jest czystą teorią, ale teorią która pokrywa się z moim światopoglądem. Masz prawo się z nim nie zgodzić, ale musisz to uszanować, bo na tym polega kompromis.

Każdy tekst się kiedyś kończy, każdy związek z przyczyn naturalnych, czy nienaturalnych się kończy. Bo życie się powoli kąsa, kęsa i zjada… i pozostaje potem formalna pustka. Czasami wieczorami wracam do zdarzeń z przed lat i wyciągam wnioski, aby nigdy więcej ich nie powtórzyć. I dochodzę do wniosku: szkoda, że niektórzy odeszli bez słowa i nie da się tego wyjaśnić i naprawić, albo przynajmniej przeprosić. Najwyraźniej te osoby nie były nam pisane, najwyraźniej nie potrafiły wyjechać ze swoimi wartościami do jednego innego miejsca, udzielić odpowiedzi z kompromisem i stanowczością, a następnie zawiązać formalny pakt zgody. Takim paktem zgody jest związek, który jeśli jest silny, da odpowiedź na każde zadane przez Ciebie pytanie, na które odpowiedzi prawdziwej – może udzielić tylko życie…

Hashtag przeszłość

Abonent chwilowo niedostępny… pojawia się w mojej głowie po raz kolejny. Z pytaniem, czy życie zatacza w tym momencie koło i pojawi się BisRadosław i reszta towarzystwa? Życie z tym ciężarem spraw, które nie zostały wyjaśnione, ciąży nadal. Może nie tak bardzo jak kiedyś, ale nadal pojawia się pytanie, dlaczego tak jest…

Nie potrafię skasować korespondencji z moją byłą przyjaciółką, nie potrafię zamazać śladów, starych i być może niepotrzebnych nikomu ludzi i znajomości. Trzymam to, jak tą pierwszą podarowaną przez Arniego książkę z dedykacją, której nigdy nie przeczytam lub inne rzeczy z których nigdy przez brak odwagi nie skorzystam, a z szacunku nie wyrzucę. Niedługo kupię pudełko w którym włożę tę książkę, jajko z niespodzianką, koszulę i inne otrzymane od ludzi rzeczy, by je schować w głęboko w szafie i pogrzebać, tak jak i mnie pogrzebią za jakiś czas w swoich myślach, albo już to zrobili.

W chwili obecnej wszystko mnie przerosło, zarówno życie, ale też studia i praca. Obawiam się, że na coś zachoruję, mam dziwne sny związane zarówno z obecną sytuacją polityczną w Polsce, ale też z życiem i tymi „znajomymi” co niby są, ale od kilku tygodni lub miesięcy nie odezwą się i nie zapytają jak żyjesz. Gdyby nie Facebook i moje polityczne wywody, których i tak nikt nie czyta, to ludzie by pomyśleli, że umarłem. Nie… nikt by nawet nie zauważył, że umarłem, bo i tak wszyscy mają mnie dość, ponieważ jestem osobą pozostającą w dozgonnym szacunku ustępującej PEK.

Może nieliczni, może matka, która wypytuje kiedy przyjadę. Może Ci zauważyli by, że mnie nie ma. Ale jak przyjadę do rodzinnego domu, to mnie wkurwi na dzień dobry. Zrobi super „miłe” powitane od kłótni, narzekania i tego, jak to jest jej źle. I znowu wrócę do swojego małego pokoju za siedemset pięćdziesiąt waluty szczęścia na warszawskim Mokotowie, bo przez 25 lat w tym domu było mi cholernie źle!

Co do snów… Śni mi się, że jestem aresztowany przez ABW albo służby porządkowe Prawa i Sprawiedliwości. Śni mi się, że ktoś atakuje mnie nożem na moim ulubionym Starym Mieście. Śni mi się, że uciekam przed napastnikami okrężną drogą i znajduję za trefnego przyjaciela starszą panią, która częstuje mnie pomidorem, jakim się następnie dławię. Czy też w śnie widzę prezerwatywy wyrzucone do kosza.

Sny bowiem mają swoją symbolikę: porzucone prezerwatywy do kosza w moim przypadku oznaczają, rezygnację… Tak rezygnację z osiągania przyjemności seksualnej (homoseksualnej). Ja już chyba tego nie potrafię, nie chcę, boję się i zaczyna mnie to przerastać. Dławiący mnie pomidor to znak, trefnych przyjaciół i znajomych, którzy dławią moją przyszłość, przez to, że nadal są w mojej głowie. I uciekam się do różnych rozwiązań, które skutków nie przynoszą. Co raz częściej pojawia się na mojej drodze krzyż i znaki, by może wrócić…. by może odnaleźć to miłosierdzie w Bogu. Jednak gdy popatrzę na to co się dzieje i to, że staliśmy się polami uprawnymi Watykanu, które za stolicę mają Toruń i Ojca Rydzyka jako wzór moralny – wkładam sobie dwa palce do gardła i zaczynam wymiotować, jak po tym pomidorze. Wymiotować na to wszystko, wymiotować swoim życiem na swoje życie.

Cóż więcej powiedzieć, boję się kolejnych dni, odbierania telefonów i tego co będzie dalej. Jednak staram się mimo wszystko nie poddać i naprostować to swoje pokręcone życie na tyle ile dam rady i na tyle ile to możliwe. Choć tęsknię, za tymi których szczerze kochałem: Renato, Radku i Pawle M. i S., tęsknie. Jednak tylko Renacie i M. wybaczam w swojej duszy i pozostaje wdzięczny, za resztą tylko tęsknię, ale nigdy nie wybaczę. Nie potrafię, przepraszam…

Przypomina mi się też Kamil, który także mimo, że próbowało się to lepić i naprawiać, odszedł – jemu też wybaczyłem, ale nie chcę aby już wracał. Bo chciałbym aby wszyscy bez wyjątku w ten piątek 13. ode mnie odeszli, tak jak potrafią najlepiej. Bo odejść, trzeba z klasą, a tego w większości brakowało…

Odchodźmy, ale pozostawmy do siebie, chociaż telefon w starym kalendarzu. By na łożu śmierci, dzwoniąc usłyszeć „Abonent chwilowo niedostępny” albo „Nie ma takiego numeru” i zasnąć niepogodzonym z przeszłością i niewyjaśnianą sprawą.

Samotne mieszkania w apartamentowcu na przeciwko…

Siedzę sobie jak co wieczór, pracując przed komputerem i doprowadza mnie do szału to co czytam… Z każdym raportem, wychodzą więksi artyści! Kiedy wyjrzę przez okno, widzę apartamentowiec i każdego wieczoru zastanawiam się dlaczego większość okien jest ciemna i nie ma w nich życia. Dlaczego te „jaskinie dla lemingów” są takie samotne?

Samotność może dotknąć każdego z nas, tak jak śmierć bliskiej osoby, czy nowotwór. Jest ona bowiem wliczona w ryzyko naszego życia.  Powinniśmy wiedzieć, że samotność to jedna z tych trzech wymienionych wcześniej rzeczy, która jak się nam przytrafi, to najbardziej boli nas samych.

Śmierć bliskiej osoby i nowotwór, przy spełnionym warunku nie bycia całkowicie samotnym, są ze sobą w pewien sposób zespolone. Wygląda to tak, że gdy ja umieram, to mnie tak naprawdę to nie dotyczy. Jest to tylko tragedia dotykających moich bliskich. Podobnie, gdy nasi bliscy umierają, to dotyczy to tylko nas samych, ale nie osoby umierającej. W przeciwieństwie do samotności, dwa pokazane przypadki się zazębiają i tworzą pewną jedną całość. Samotność zaś, tak jak wspomniane puste mieszkania, to tylko nasza autonomiczna wewnętrzna tragedia.

Nie pozwólmy być samotnym samym sobie, chwytajmy chwilę i róbmy każdego dnia remanent swojego życia, tak jakbyśmy jutro mieli odejść. Tylko w ten sposób, możemy sobie pomóc, zaufać i żyć. Dzięki temu, zyskamy więcej niżbyśmy mieli się nad sobą użalać i płakać, bo mi w życiu nie wyszło. Wystarczy płaczu w dzieciństwie, teraz niech płaczą inne osoby, ale nie my!

Janusz Laskowski w swojej piosence  śpiewa o przychodzeniu na ten świat witając go płaczem, a dalej mówi, że gdy drogi kres ludzie płaczą też.

Tej dewizy się trzymajmy i zapalmy światła w pustych duszach naszych ciał, dając innym wiarę, nadzieję i wytrwałość w dążeniu do celu.



Żyję, mam się dobrze! (chyba)

Hej!

Żyję i mam się dobrze… naprawiam swoje życie. Co u mnie się działo po tak długiej nieobecności tutaj na blogu? Tak krótko Wam opowiem, co u mnie się stało i dzieje.

  • Na początku lipca skończyłem studia w Siedlcach, w związku z tym jestem podwójnym magistrem.
  • Przeprowadziłem się w nowe miejsce (Warszawa – Mokotów), nienawidzę tej dzielnicy, dlatego zamierzam jechać dalej, może Wrocław, może Szczecin? W gruncie rzeczy, gdziekolwiek byle było nadal dobrze.
  • Założyłem Facebook’a i nie będę go kasował, skasuje tylko znajomych (tych niepotrzebnych). Nie znajdziecie mnie, jestem tam ukryty tak, że się zwyczajnie nie da!
  • Zapisałem się do Klubu Fitness Pure, bo czas zrobić z masy rzeźbę, zobaczymy jak będzie, jeszcze dietę by się przydało zastosować.

Właściwie zastanawiam się nad studiami doktoranckimi, bo chyba tylko to mi wychodzi. Zwyczajnie, nikt się nie chce ze mną widzieć, a więc… więc pracuje i marzę o kolejnych studiach. O miłości czy marzę? Nie… darowałem sobie miłość, związki i seks. To nie dla mnie.

Dziś na przystanku Metro Wilanowska 15, siedziało dwóch chłopaków. Mój pedo-radar zadziałał, jakoś mnie tknęło, że to homoseksualiści. No i miałem rację, bo jechaliśmy tym samym autobusem i się pocałowali, myśląc o tym, że nikt ich nie widzi. Ale zawodowy obserwator, widzi więcej niż inni. Jedynie nie pasowali do siebie wyglądem. Jednak, cudowny widok! Co prawda, zmarnował mi trochę dzień, bo zrobiło mi się smutno, ale z drugiej strony, darzą siebie pięknym uczuciem, które jest nie do kupienia i które jest nieosiągalne.

Życzę wam miłego weekendu, niebawem się odezwę. Myślę o Was każdego dnia!

Najpierw zrobię Panu loda….

Musiałem wyjechać służbowo do Warszawy – rozpoczynam właśnie prace na wyższym niż dotąd stanowisku. W przyszłym tygodniu czeka mnie dwa szkolenia i powinienem już dostać wyższe uprawnienia. Ogólnie dzień zaliczam do udanych!

Byłem na Targówku, praktycznie przy samych Markach, ale miałem uciech niesamowity, gdy poszedłem chwilę odpocząć i rozpisać notatki do jednej kawiarni, gdzie podają lody, kawy i soki. Standardowo zamówiłem Latte i jakiś drobny deser. No i Pani trochę nie przemyślała tego co powiedziała, gdy usłyszała mój śmiech. Nie mogłem się powstrzymać…

„To możne najpierw zrobię Panu loda, a potem kawę…. Jakby to głupio nie brzmiało.”

Miałem bekę przez cały dzień z tego co powiedziała. Zresztą ona też zaczęła się śmiać. Jednak wie co dobre – najpierw loda, a potem w kawowe oczko. Widać doświadczona lodziara! Jednak Pani była bardzo sympatyczna. ;-)

PrzymakGrycana

Wycieraj szmato przeszłość…

Wycieram każdego dnia przeszłość… wycieram i wytrzeć nie mogę – to ja wykręcona szmata…

No nic… nie odzywajcie się, wódka mnie zrozumiała. Wczoraj się upiłem, zasnąłem i wstałem wypoczęty rano jak nigdy. Dziś powtórka z rozrywki, zaraz zacznę pić żubrówkę, bo taka akurat się wyciągnęła z szafy. Tyle lat leżała nie napoczęta, jednak widocznie nie było jej przeznaczeniem rozpić ze znajomymi, tylko samemu. Piję z gwinta bez popijania innym płynem. Wystarczy szybko połknąć, by nie czuć jej smaku… pomaga… pomaga zapomnieć i odzyskać resztki godności, której już praktycznie nie ma.

To ja szmata „3z” – zaprosić, zaliczyć, zostawić…

Królewskie znajomości…

Poznajcie moich znajomych: Mieszka, Bolesława, Kazimierza, Władysława i Zygmunta. Wiecie co ich łączy? Byli Królami Polski. A co łączy ich jeszcze? Są na na awersach banknotów będących obecnie w obiegu.

Jesteś bogaty, ładnie się ubierasz, masz wykształcenie i jakiś tam wygląd? No to masz wielu znajomych… Obracasz się w tłumie i jesteś lubiany przez innych i nikt o Tobie nie zapomina. Tylko jakie to znajomości dla ich królewskiej mości? Tracisz kasę, jesteś śmieciem…

Podobnie jak z kasą jest ze znajomościami dla jakiegoś interesu… mnie to dotknęło nie raz. Mogę policzyć na palcach jednej ręki osoby, które bezinteresownie podchodziły i podchodzą do znajomości. Reszta podchodziła bezinteresownie do czasu uzyskania zaufania i wtedy wykorzystywała i wysysała całą energię w celu osiągnięcia swojego celu. Następnie odchodziła…

Czy warto mieć przyjaciół dla królów, czy lepiej być samemu, a przyjaciółmi nazywać swoje problemy i komputer?

Epistemologia znajomości seksualnej…

Czasami mam wrażenie, że znam kogoś dobrze, nawet bardzo dobrze. Jednak rzeczywistość jest inna.

Zauważyłem na fellow pewne desperackie posunięcia niektórych osób, które znam. By zapomnieć o przeszłości i problemach, próbują znaleźć nowych znajomych poprzez łózko. Dla mnie to akt całkowitej desperacji… lepiej przedawkować psychotropy, albo zwyczajnie się powiesić, serio!

Ja rozumiem, że seks jest potrzebą każdego człowieka bez względu na płeć i orientacje seksualną. Jednak nie można traktować go jako przepustki do znajomości, czy dobra konsumpcyjnego. Faktem jest oczywiście, że każdy ma swoje życie i może nim zarządzać jak chce. Jednak po niektórych osobach się takiego zarządzania nie spodziewałem. Po prostu trudno mi jest uwierzyć w to zderzenie z rzeczywistością.

Seks jak wspomniałem jest potrzebą człowieka, ale też wyrazem odpowiedzialności, uczucia i zaufania wobec drugiego. Tym osobom tego brakuje: odpowiedzialności, uczucia i zaufania… I właśnie w pogoni za uczuciem zapominają o odpowiedzialności i zaufaniu. Bo czy znajomość przez seks jest czegoś warta, czy uczucie dla seksu jest czymś dobrym? Czy warto tak postępować i nie naprawiać, a niszczyć swoje życie?

No nie wiem…

Nowy miesiąc, a dzięki rodzinie zaczął się bardzo fatalnie… Cały dzień każdy na mnie krzyczał w szczególności syrena alarmowa Hitler Mutter… nie doceniono tego, że od dwóch dni siedzę w kuchni i gotuje dla całego domu! Bo przecież jestem jebanym pedałem, który ma w życiu nic nie osiągnąć!

Nie mam wsparcia nawet w rodzinie. Doszedłem do wniosku, że w tej rodzinie liczy się wygoda, pieniądze i własne ja. Twoje problemy nie są moimi problemami i ma Ci się nie udać. Takie przekonanie panuje pod moim adresem. Gdy mówię krytycznie prawdę, to mam się zamknąć. Jednak nie chcą bym wyjechał, bo nie będzie komu zawieźć na promocję do Tesco… Jednak ja muszę wyjechać! Nie ważne gdzie i w jaki sposób…

Jedak spoko, przeżyje… a nawet jeśli to i tak nikt już o mnie nie pamięta. Znajomi odchodzą, a Ci co zostali odzywają się jak mają do mnie interes. Tych których przeprosiłem, albo na których mi zależało i walczyłem – nie mam możliwości przyciągnięcia, a sami nie napiszą. Przyjaciół nie mam, choć kiedyś miałem, ale „nie zatruwaj nam życia”. Rodzina bogojebna co więcej przeklina dziennie niż paciorków w różańcu. Co jak pluton egzekucyjny próbuje Cię wykończyć jednego dnia… Może nie uwierzycie, ale tak jest… Tylko nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na proste, krótkie pytanie: Dlaczego?

Gdyby mi ktoś powiedział, to chciałbym to wszystko odkręcić. Jednak czasami po protu trzeba stracić, by zrozumieć…