Mam do Ciebie trzy pytania, mogę je zadać?

Zadałeś bardzo ciekawe pytania, które tak naprawdę potrzebują dłużej formy odpowiedzi i tego jak podchodzi się do pewnych ważnych, ważniejszych, a czasami błahych (z perspektywy czasu) spraw. Kiedyś pisałem na swoim blogu: Bądź dobry dla drugiego, im bardziej będziesz dobry dla drugiego, tym więcej zyskasz u mnie. Bądź cierpliwy i wyrozumiały, bo cierpliwość i wyrozumiałość to sztuka, którą nie jeden artysta zaprzepaścił za chwilowym zapomnieniem o tym, co interpretuje druga strona. Ten kto jest cierpliwy i wyrozumiały, wnosi nadzieję na lepszą przyszłość. Nie krzycz… bo ten kto krzyczy nie ma linii obrony, jest pusty jak beczka, która dudni…

Miłość podobno czyni cuda, jedni są ze sobą kilka lat, niektórzy kilka tygodni, ba kilka godzin – bo jednak to nie to, po przemyśleniach i wątpliwościach ludzie od siebie odchodzą. Zawrę odpowiedzi na te wszystkie trzy pytania w tym tekście, nie dam Ci obrobionego już „poletka” – moje ulubione słowo od października, tylko sam będziesz musiał je wychwycić.

Odchodzą – bo albo była dyktatura, albo brak odpowiedniej sztuki kompromisu. Kiedy dwoje ludzi się łączy to w praktyce wygląda to tak, że na początku jest wielka radość jak żywy ogień, nowo zapalonej świeczki, który po czasie staje się co raz mniejszy i gaśnie. W teorii, gdy dwoje ludzi się łączy powinno zapomnieć o swoim „ja” i mówić „my”. Powinno mówić to my możemy zrobić, a nie to ja mogę zrobić. Trzeba być jednocześnie dyktatorem skłonnym do kompromisów. Są pewne sprawy, które nie podlegają dyskusji: narkotyki, trójkąty, wspólne filmy porno wrzucane na jakiś portal, czy wspólne konto na fellow w celu szukania „znajomych” – czyt. cwela by dwóch jednocześnie mogło się wyżyć. Jednak to są sprawy dla dorosłych i odpowiedzialnych ludzi na tyle normalne, że nie powinny podlegać dyskusji. Oczywiście tylko jedna właściwa metoda na wychowanie faceta, to metoda faszystowska. Ja mam zapędy władcze, potrafię wyrazić swoje zdanie, ale liczę się ze zdaniem drugiej osoby i szukam kompromisu. Jednak gdy ktoś mi narzuci swoje zdanie lub zmieni reguły gry w trakcie, to przepadł puch marny.

Kiedy na początku świata, pojawiły się różne uczucia i nie wiedziały co ze sobą zrobić to miłość i szaleństwo, postanowiły pobawić się w chowanego. Miłość schowała się przed szaleństwem w krzaku róż. Szaleństwo szukało miłości i krzyczało, „gdzie jest ta moja miłość?” „miłości gdzie jesteś?” i tak chodziło i szukało miłości z patykiem w ręku. I nagle zobaczyła ten piękny krzak róż i zaczęła go tym patykiem rozdzielać i pokaleczyło miłości oczy. Stąd miłość jest ślepa, ale zawsze… zawsze towarzyszy jej szaleństwo.

Miłość jest ślepa, ale trzeba być szalonym by się zabójczo zakochać i szalonym by to podtrzymać. To jest wielka odpowiedzialność. Kiedy decydujemy się na bycie z kimś, na to jak to wszystko mamy zrobić, jak ułożyć – bez względu na konfigurację płci, to szukamy rozwiązań i stajemy przed wyzwaniami. Wyzwaniem jest szalona decyzja o wyjeździe z kraju. Dobrze, wyjechać jest fajnie na kilka dni, ale nie na całe życie. Jestem Polakiem, jestem dumny z tego kraju i chyba, chyba nie potrafiłbym wyjechać. Nie wiem… może to przez brak znajomości języka. Oczywiście z kimś wyjechać byłoby raźniej, ale musiałby być spełnione trzy warunki: mamy gdzie mieszkać, gdzie pracować i nikt w naszym życiu trzeci się nie pojawia, co mógłby to zniszczyć. Bo tęsknota za straconą osobą w obcym kraju jest podwójna: za osobą i za ojczyzną. Jeśli zaś chodzi o kraj jaki by to miał być: błagam niech to będzie USA albo Kanada… żaden europejski, żadne zielone wyspy, bo nie dożyję ślubu z tym wybranym na pewno…

Kwestia ślubu. Ludzie ślubują sobie wierność, uczciwość i że nie opuszczą się aż do śmierci. Czy tak się da? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Oczywiście, każdy dorosły, odpowiedzialny facet/kobieta wie, czego w życiu chce i jeśli umie odpowiadać za siebie to powinno odpowiadać też za drugie, druga strona tak samo. Jeśli ktoś jest ze sobą długi czas, chce sformalizować związek i akurat polski ustawodawca da taką możliwość, to nie widziałbym przeciwwskazań. Życie na kocią łapę jest fajne, sformalizowane też jest fajne – bo nie ważne czy jest dokument czy go nie ma, to nie dla dokumentu ludzie są ze sobą. Ludzie są tylko dla siebie… bez względu czy mają uregulowaną sytuację prawną i obrączki czy nie, to tylko papier do sławojki – liczy się uczucie i odpowiedzialność i jałowy związek, jakby to posłanka Pawłowicz powiedziała.

Nie chcę Cię zanudzać i zaraz skończę, bym mógł zamknąć się w „dwóch stronach, a nie sześciu”. Narzucone przez Ciebie pytania, dały mi możliwość wyrażenia się w pewnej światopoglądowej dyskusji, która może się po tym tekście wytoczyć. Jednak czasami trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, ponieważ pytanie problemowe daje dopiero możliwość analizy problemu i jego rozwiązanie.

Mnie życie nie dopieściło, nie mogę znaleźć się w żadnej z podanych przez Ciebie sytuacji, wszystko to jest czystą teorią, ale teorią która pokrywa się z moim światopoglądem. Masz prawo się z nim nie zgodzić, ale musisz to uszanować, bo na tym polega kompromis.

Każdy tekst się kiedyś kończy, każdy związek z przyczyn naturalnych, czy nienaturalnych się kończy. Bo życie się powoli kąsa, kęsa i zjada… i pozostaje potem formalna pustka. Czasami wieczorami wracam do zdarzeń z przed lat i wyciągam wnioski, aby nigdy więcej ich nie powtórzyć. I dochodzę do wniosku: szkoda, że niektórzy odeszli bez słowa i nie da się tego wyjaśnić i naprawić, albo przynajmniej przeprosić. Najwyraźniej te osoby nie były nam pisane, najwyraźniej nie potrafiły wyjechać ze swoimi wartościami do jednego innego miejsca, udzielić odpowiedzi z kompromisem i stanowczością, a następnie zawiązać formalny pakt zgody. Takim paktem zgody jest związek, który jeśli jest silny, da odpowiedź na każde zadane przez Ciebie pytanie, na które odpowiedzi prawdziwej – może udzielić tylko życie…

Żegnaj na zawsze jako chłopak, kochanek, kolega i człowiek…

Stało się… zrezygnowałem z walki o Ciebie i pożegnałem się. Wszystko jest za nami, a przed nami już tylko dwie oddzielne drogi. Drogi całkowicie odmienne. Dziękuję Ci Mariuszu za wszystkie wspólne dni, wspaniałe chwile i daną nadzieję. Wybaczam, ale nie zapominam.

W dniu dzisiejszym przelała się czara goryczy, braku dowartościowania, zainteresowania jak na początku i wyjaśnienia dość rozmijających się od jakiegoś czasu wiadomości. Nie jest to mój problem, że nie chciałeś to Twój problem. Żegnaj na zawsze jako chłopak, kochanek, kolega i człowiek – bo nie wiem kim dla Ciebie byłem, ale po wczorajszym chyba nikim ważnym…

Moi drodzy, nadal uważam siebie za dobrego człowieka, który nie zasługuje na szczęście, ponieważ trafia na idiotów. Kolejny rok przynosi rozczarowanie, które pewnie było na moje życzenie. Nie mam co szukać i czekać na kogoś, bo to nie ma sensu. Homoseksualiści są już tak zepsuci i zapatrzeni w siebie, że nie jest warte czekanie lub szukanie. Nie widzą uczuć innych osób, widzą tylko siebie. Jestem na pewno osobą zbyt wrażliwą i nikt tego nie dostrzega, albo dostrzega i gówno go to obchodzi.

Doczekaliśmy czasów legitymizacji krzywdzenia innych osób, bez względu na konsekwencje. Naprawdę źle się z tym czuję, że nie trafiam na osoby dobre, wrażliwe i odpowiedzialne. Chciałem obdarować kogoś uczuciem, miłością, czułością i spełnić nasze wspólne marzenia. Znowu nici w wyjazdu na urlop, znowu brak motywacji wyjścia z choroby, znowu brak sensu życia i powrót do monotonności i szarości dni…

Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam…

Pokochałem go, lecz on nie pokochał mnie…

Serce pęka z bólu, dusza krzyczy by wyjść z ciała i pożegnać się z życiem ziemskim. Ciało drży ze strachu przed nieznanym, a człowiek powoli umiera w psychicznych męczarniach. Umiera za miłość… która bardzo często wymaga umierania!

By ktoś zobaczył, że miłość była szczera trzeba mu ją odebrać. Ludzie posuwają się do różnych metod – w tym do metod samobójczych. Umrzeć za miłość? Brzmi głupio, ale jakie to jest piękne umrzeć za coś czego nie da się kupić?

Zebrało mi się znowu na wspomnienia i to jak naprawdę było… Perspektywicznie zauważam, że tak naprawdę nikt mnie nie pokochał tak jak ja pokochałem drugą osobę. Wszystko było kwestią zastanowienia się, przemyślenia, dania tej osobie czasu lub też zwykłą „pomyłką”. Często nie usłyszałem odpowiedzi dlaczego tak było… że to tylko ja kochałem. Może to pożądanie, może tylko zaleczenie ran po kimś kto odszedł, a może po prostu zwykły test z oczekiwaniem na wynik?

Każdego dnia odczuwam potężny ból, który nie jest do opisania i zrozumienia. Nie dam rady już płakać i normalnie funkcjonować jak kiedyś. Wieczorem biorę tabletki ziołowe na uspokojenie, zapijam wódką i staram się zasnąć. Zwyczajnie przegrałem wszystko… Do tej pory nie piłem, dopiero pod koniec ubiegłego roku zacząłem uśmierzać psychiczny ból wieczorami.

Do tej pory wszystkie moje relacje kończyły się tragicznie. Chyba stałem się zabawką erotyczną, której nie zdążono rozpakować, a już przyniosła złe efekty i doznania… Wiem to moja wina – niczyja inna.

Zaufanie jako gwarancja dobrego samopoczucia

Bardzo wiele razy słyszymy od kogoś „zaufaj mi…”. Czym jest zaufanie?, I czy bez zaufania można zbudować związek?, Czy trudno jest zaufać? Dziś na te trzy pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

W poprzednim swoim wpisie poruszyłem temat biseksualistów. Jak pewnie pamiętacie – nie darzę takich osób zaufaniem. Bo na zaufanie trzeba sobie zapracować, zasłużyć i dać takie świadectwo, które będzie jego gwarantem. Zaufanie dla mnie jest tym, że wierzę w drugą osobę, że mnie nie opuści, nie zdradzi, nie okłamie i będzie wobec mnie szczera. Dla mnie właśnie chwila zbliżenia się z kimś w sposób seksualny jest wtedy gdy komuś całkowicie zaufam.

Niewątpliwie ciężko jest zbudować związek bez zaufania. Jednak by mieć zaufanie do drugiej osoby, potrzeba dużo czasu, którego jednoznacznie nie da się określić. Mogą być to dni, tygodnie, lata, a nawet całe życie. Bardzo jestem zdumiony osobami heteroseksualnymi, które wstępują w związek małżeński, bo to jest dowód zaufania. W świecie osób homoseksualnych ciężko jest zbudować stałą relację, bo wymaga ona wiele pracy i poświęceń.

Trudno jest zaufać… Jeszcze trudniej jest zaufać, jeśli ktoś to zaufanie kiedykolwiek naruszył. Przeszłość niewątpliwie odciska swoje pięto na przyszłości, jak też na zaufaniu do drugiej osoby. Zawsze pojawiają się wtedy pytania, które są bardzo męczące. Byłbym bardzo szczęśliwym człowiekiem, gdybym mógł komuś zaufać tak jak ufałem kilka lat temu…

Trzeba być zdecydowanym, czyli biseksualizm…

Środowisko LGBT podzielone jest na lesbijki, gejów, biseksualistów i osoby transseksualne. Dziś chciałbym podzielić się z Wami swoją opinią o osobach biseksualnych. W odróżnieniu od lesbijek i transseksualistów – których właściwie nie znam, poznałem kilka osób biseksualnych. Część z nich znam tylko w świecie wirtualnych, a kilka w realnym. Odniosłem wrażenie, że są to osoby bardzo różne i tak samo różnie postępujące.

Moje doświadczenie z osobami o tej orientacji seksualnej nie jest jak wspomniałem na początku bardzo duże. Jednak mój stosunek do osób o tej orientacji jest raczej negatywny. Wynika to z faktu poznania kilku osób, które pozostawiły po sobie niesmak. Zdecydowanie trzeba się zadeklarować i nie żyć w zakłamaniu wobec innych…

Wiele razy „spotkałem się” na Fellow z osobami biseksualnymi. Niektórzy byli w związku z kobietą, chcieli spróbować jak to jest potrzymać penisa w rękach czy ustach. Inni natomiast chcieli zwyczajnie się przespać z facetem, bo w przyszłości planują mieć dzieci, żonę i rodzinę, a teraz są młodzi to mają do tego prawo by się „wyszaleć”. Ostatni przykład, to przykład pewnego Czarka, który nomen omen jest bratem mojego kolegi z gimnazjum.

Niektórzy swój cel na portalu gejowskim ukrywali inni mówili wprost czego szukają. Jeszcze inni twierdzili, że są homoseksualni ale potem zmieniali zdanie. Często w jednym tygodniu potrafili zmienić swoją orientację od homo do hetero włącznie.

Pod koniec listopada/początku grudnia nawiązałem kontakt poprzez Fellow z trochę młodszym ode mnie studentem z Białej Podlaskiej. Po kilku wiadomościach okazało się, że jest osobą biseksualną. Jednak z początku był na tyle rozumny, że stwierdziłem, że nie warto go przekreślać tylko przez to, że jest biseksualny. Wszystko by było dobrze gdyby nie to, że nagle pochwalił się iż puknął swoją koleżankę z którą jest w związku. Oczywiście dla mnie było to żenujące i ta znajomość w tym momencie się zakończyła. Wynika to nie z kłamstwa „że jestem wolny”, ale tylko i wyłącznie z powodu, że krzywdzi tą dziewczynę. Tego nie jestem w stanie zaakceptować. Właściwie był to kolejny przykład budzący we mnie niechęć w stosunku do biseksualistów, którzy mają u mnie czerwoną kartkę.

Mam jednak radę dla biseksualistów, którzy będąc z mężczyzną, zaczną zdradzać i szukać szczęścia u innych kobiet: Nie zdradzajcie faceta z wdowami. Bo u wdowy zawsze będziecie za niewolnika… tam trzeba pieścić za siebie i za nieboszczyka…