Weź nóż i dźgnij…

Sprawy się bardzo komplikują, ponieważ niby koniec sezonu w firmie i teraz praca typowo biurowa mnie czeka przez następne dwa miesiące, ale w tym roku odnotowuje dziwne zachowanie współpracowników i same straty.

Niestety od jakiegoś czasu współpracownicy oddają zlecenia, które w takiej formie wydania, nie powinny ujrzeć światła dziennego. Jestem skazany sam poprawić wykonaną przez kogoś pracę, choć ta osoba wzięła już za to pieniądze. Siedzę do późna w nocy, czasami bez przerwy na sen jadę na studia, tak jak za chwilę – byle coś skończyć, byle było na daną godzinę i byle zawieźć to do wydania klientowi. Następnie pozostaje czekać na telefon, aż zacznie Cię opierdalać, bo czegoś jest za mało. Niestety tak się ostatnio dzieje, choć ja nie jestem niczemu winien, ale ponoszę za to wszystko największą odpowiedzialność, ponieważ to ze mną jest podpisana umowa. A pracownicy czują się bezkarni i mogą się tak czuć, ponieważ w tej branży nie ma jednego sprecyzowanego miernika jakości.

Podejrzewam, że jest to cicha wojna by mnie wykończyć na rynku, cóż – takie prawo konkurencji, a ja wcale nie muszę tego robić i w każdej chwili mogę zaprzestać działalności w bardzo prosty sposób. Tylko nie ma takiej potrzeby, ponieważ każdy dostanie swój kawałek tortu i będzie zadowolony. Zleciłem jedną pracę firmie zewnętrznej, zrobiłem przed oddaniem oryginału kopię, którą potem utraciłem, gdyż nie została powielona. Efekt jest taki, że nie mam fizycznie zlecenia klienta i gdyby okazało się, że firma zewnętrzna zgubi, straci materiał (co przeczuwam, że tak może się stać w zawiązku z cichą wojną), to stanę przed wymiarem sprawiedliwości i kara będzie bardzo dotkliwa. I chyba ze wstydu i bezradności nie przez pedałów popełniłbym samobójstwo.

Coś mi jednak mówi, aby już teraz wziąć nóż i dźgnąć samego siebie, by na to wszystko w cholerę nie patrzeć… W tamtym roku Przemuś i Mariusz chcieli mnie wykończyć, a w tym współpracownicy. Ja się pytam tylko, za co? Za równy podział zysku, za premię i dobre warunki wykonania zleceń? Najwidoczniej trzeba mnie ukrzyżować, albo krzyż w dupę wsadzić… skoro się hamburgerom i zarom nie udało!

Trzeba być zdecydowanym, czyli biseksualizm…

Środowisko LGBT podzielone jest na lesbijki, gejów, biseksualistów i osoby transseksualne. Dziś chciałbym podzielić się z Wami swoją opinią o osobach biseksualnych. W odróżnieniu od lesbijek i transseksualistów – których właściwie nie znam, poznałem kilka osób biseksualnych. Część z nich znam tylko w świecie wirtualnych, a kilka w realnym. Odniosłem wrażenie, że są to osoby bardzo różne i tak samo różnie postępujące.

Moje doświadczenie z osobami o tej orientacji seksualnej nie jest jak wspomniałem na początku bardzo duże. Jednak mój stosunek do osób o tej orientacji jest raczej negatywny. Wynika to z faktu poznania kilku osób, które pozostawiły po sobie niesmak. Zdecydowanie trzeba się zadeklarować i nie żyć w zakłamaniu wobec innych…

Wiele razy „spotkałem się” na Fellow z osobami biseksualnymi. Niektórzy byli w związku z kobietą, chcieli spróbować jak to jest potrzymać penisa w rękach czy ustach. Inni natomiast chcieli zwyczajnie się przespać z facetem, bo w przyszłości planują mieć dzieci, żonę i rodzinę, a teraz są młodzi to mają do tego prawo by się „wyszaleć”. Ostatni przykład, to przykład pewnego Czarka, który nomen omen jest bratem mojego kolegi z gimnazjum.

Niektórzy swój cel na portalu gejowskim ukrywali inni mówili wprost czego szukają. Jeszcze inni twierdzili, że są homoseksualni ale potem zmieniali zdanie. Często w jednym tygodniu potrafili zmienić swoją orientację od homo do hetero włącznie.

Pod koniec listopada/początku grudnia nawiązałem kontakt poprzez Fellow z trochę młodszym ode mnie studentem z Białej Podlaskiej. Po kilku wiadomościach okazało się, że jest osobą biseksualną. Jednak z początku był na tyle rozumny, że stwierdziłem, że nie warto go przekreślać tylko przez to, że jest biseksualny. Wszystko by było dobrze gdyby nie to, że nagle pochwalił się iż puknął swoją koleżankę z którą jest w związku. Oczywiście dla mnie było to żenujące i ta znajomość w tym momencie się zakończyła. Wynika to nie z kłamstwa „że jestem wolny”, ale tylko i wyłącznie z powodu, że krzywdzi tą dziewczynę. Tego nie jestem w stanie zaakceptować. Właściwie był to kolejny przykład budzący we mnie niechęć w stosunku do biseksualistów, którzy mają u mnie czerwoną kartkę.

Mam jednak radę dla biseksualistów, którzy będąc z mężczyzną, zaczną zdradzać i szukać szczęścia u innych kobiet: Nie zdradzajcie faceta z wdowami. Bo u wdowy zawsze będziecie za niewolnika… tam trzeba pieścić za siebie i za nieboszczyka…

Wspomnienie o Przemysławie…

Możecie potraktować ten dzisiejszy tekst jako pewną publiczną przestrogę, ale tak nie jest. Od czasu do czasu, będę wspominał tutaj o osobach ważnych mojemu sercu. Dziś mija dokładnie miesiąc od chwili gdy wracałem ze spotkania z Przemkiem. Spotkanie to było pierwszym po prawie dwóch latach, kiedy wracałem do domu naprawdę szczęśliwy.

Pięknym uczuciem jest wracać do domu szczęśliwym, gdzie czujesz się nieszczęśliwy. Nie spodziewałem się, że ten chłopak z Fellow który wygląda jak szurnięty nastolatek okaże się przystojnym, inteligentnym, wrażliwym i dobrym mężczyzną budzącym zaufanie. Jednak pierwsze wrażenie zazwyczaj weryfikuje czas i często okazuje się ono mylne.

Podczas pierwszego spotkania dużo rozmawialiśmy przy kawie i podczas spaceru. Zauważył, że jestem całkowicie innym człowiekiem – nie takim sztywniakiem i flegmatykiem na jakiego wyglądam na profilu. Podczas spotkania pokazał mi jedno ciekawe miejsce, które znajduje się pod wiaduktem warszawskim. Opowiedział mi tam o swoim zainteresowaniu koleją oraz tym, że bardzo lubi oglądać przejeżdżające pociągi i może to robić godzinami. Ogólnie spędzanie z nim czasu tego dnia, było dla mnie bardzo przyjemne i nie zdążyliśmy się obejrzeć, a się ono zakończyło. Spotkanie to było dłuższe niż zakładaliśmy, pod koniec odwiozłem go do domu. Pamiętam, że gdy odjeżdżałem stał i przyglądał się jak mój samochód znika w oddali. Wcześniej gdy wysiadał, wyglądał jakby liczył na pocałunek.

Wieczorem tego samego dnia napisał mi wiadomość „że dałem mu dużo do myślenia”. Wtedy zacząłem podejrzewać, że coś już jest nie tak… z jednej strony poczułem zniesmaczenie, ale z drugiej… byłem całkiem zadowolony.

Po jakimś czasie podczas wymiany wiadomości napisał mi, że ma kogoś. Byłem dość zaskoczony! Stwierdził, że powinien mi powiedzieć to wcześniej. Zabolało jak cholera… bo od początku myślałem, że jest wolny. Tym bardziej, że zadał mi wcześniej pytanie kogo właściwie szukam. Przestałem do niego się odzywać i postanowiłem odwieźć mu do pracy to co mi dał w prezencie. Zostawiłbym to w kopercie z jego imieniem i nazwiskiem. Pamiętam, że bardzo szybko jechałem samochodem i dopiero w połowie drogi się popłakałem. Mimo to, wstąpiłem do znajomego by się poradzić. Był zaskoczony, że przyjechałem roztrzęsiony jakbym zobaczył ducha. Rozmowa z nim się przedłużyła i zacząłem otrzymywać wiadomości na telefon od Przemka, czy żyje, co się dzieje itd. Zaproponował, że jutro przyjedzie do mnie. Wiele nie myśląc powiedziałem, że jestem niedaleko i spotkajmy się zaraz pod Galerią. Wyszedłem od znajomego i udałem się na tamtejszy parking.

Rozmowa z nim była bardzo szczera, wyjaśniliśmy wiele rzeczy i powiedziałem o swoich problemach i prosiłem, że jeśli chce się tylko mną zabawić to lepiej niech sobie daruje, bo będzie miało to fatalne skutki. Poinformował mnie, że jest wolny, a wiadomość przysłana wcześniej to głupi żart. W ramach przeprosin dał mi jajko z niespodzianką, które mam do dziś (było to słodkie). Zostałem zapewniony też o jego dobrych intencjach w stosunku do mojej osoby. Wierząc w jego zapewnienia po prostu mu wybaczyłem i dałem drugą szansę. Mijały godziny, na dalszej rozmowie – zaczął mnie podrywać, co było bardzo fajnym uczuciem. Kiedy wybiła północ stwierdziłem, że czas się zbierać… jednak zachowałem się jak baran i pocałowałem go w policzek oraz się przytuliłem. Zrobiłem to, bo tego potrzebowałem. Od kilkudziesięciu miesięcy nie przytuliłem nikogo. I tak wtuleni, bez słów siedzieliśmy dobre kilkanaście minut, serce waliło jak durne, oddech przyśpieszył kilkukrotnie… Nagle w radiu puścili jakąś „romantyczną” piosenkę. Pocałował mnie w usta i to był najpiękniejszy pocałunek jaki do tej pory miałem choć całował chujowo… Rozstaliśmy się po drugiej w nocy i nie przeszkadzało nam, że jeden i drugi ma wstać za 4 godziny.

Podczas tej rozmowy prosił mnie, abym się ogarną. Zapisałem się dla niego do psychologa i byłem też na prywatnej wizycie w Warszawie. Tak… cierpię na depresję. Jest to okropna choroba, która wyniszcza człowieka, choroba o której już wspomniałem. On wpłynął na mnie jednego dnia bym podjął leczenie, gdzie wiele osób próbowało przez lata i im się nie udawało… Co prawda jej objawy pojawiają się i znikają. Mimo to walczę i staram się żyć normalnie, choć jest cholernie ciężko. Z prywatnych wizyt zrezygnowałem i obecnie się nie leczę, bo właściwie nie ma dla kogo. Spóźniłem się do psycholog i terapia została przerwana…

Przez kilka kolejnych dni było wszystko dobrze, mieliśmy dobry kontakt przez telefon. Spotykaliśmy się nawet – widywałem go w pracy – przychodząc z rana czy popołudniu. Często też w nocy jechałem w okolice Siedlec by posiedzieć w samochodzie i pogadać. Zdarzało się, że czekałem prawie godzinę na to aż się zjawi… Twierdził, że jechał z domu, aczkolwiek wcześniej mówił, że nie jest w domu i zaraz wyjeżdża. Nie chciałem się czepiać szczegółów, bo wiedziałem, że kłamie. Obiecywał tez kilka razy, że do mnie przyjdzie, ale ciągle zmieniał plany. Zasłaniał się przy tym pracą. Ja też pracuje, studiuje i rozumiem wszystko, ale zwyczajnie to nie praca była powodem braku spotkań, tylko brak chęci.

Pewnego dnia przestał mi odpisywać na wiadomości, nie odpowiedział nawet czy przyjedzie. Nie dawał znaku życia, choć pojawiał się na Fellow i Grindr. Byłem tak na niego zły, że zadzwoniłem z innego numeru którego nie znał. Odebrał był tak bardzo zdziwiony, że nawet nie widział kto mówi i o co chodzi – rozłączył się. Napisał, że przesadziłem i wysłał mi zdjęcie, że jest w pracy. Był w pracy, ale po pracy… bo już w kurtce do wyjścia, co oznacza, że nie planował przyjechać… a co najlepsze ponoć nie otrzymał SMS z pytaniem czy przyjadę. Choć wiedział, ze jest ze mną umówiony i czekam. Nie pisał nic przez kilka godzin, co mu się wcześniej nie zdarzało. Może nie powinienem tak robić i po prostu czekać, ale nie potrafiłem wytrzymać wciskania kitu, że przez 8 godzin nie mógł używać telefonu, ale z Fellow oraz Grindr korzystał w pracy aktywnie. Jest tu trochę mojej winy, nie powinienem dzwonić z innego numeru. Przyznaję się do błędu, braku zaufania i cierpliwości.

Przez kilka dni jego wiadomości to pojedyncze słowa - bo doskonale znał moje słabe strony. Jednak w końcu się umówiliśmy w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i dalszego sensu tej znajomości. Spóźnił się jak zwykle, ja czekając na niego kupiłem pluszowego miśka na prezent w ramach przeprosin. Poszliśmy na kawę do jednej kawiarni na obrzeżach centrum Siedlec. Podczas tego spotkania zapadło kilka istotnych kwestii – jedna z nich to dotycząca tego co robimy z tym co było. Oboje stwierdziliśmy, że nie ma sensu tego kończyć i przerywać, sam to zresztą powiedział jako pierwszy. Nawet powiedział, że mu zależy. Stwierdziłem skoro po takim kryzysie, w którym ja naprawdę ja zawiniłem chce to kontynuować, to teraz będzie tylko lepiej.

Niestety znajomość trwała po tym jeszcze dwa dni. Kiedy po tej rozmowę wrócił do domu, to nie miał ochoty ze mną pisać – wolał oglądać film i siedzieć na Fellow, bo ciągle był online.  Następnego dnia miał wolne i mi to napisał. Gdy zapytałem czy się spotkamy – nie uzyskałem odpowiedzi. Napisałem mu tylko, ze wracam do domu i do jutra. Nie odpisał nic przez cały dzień…

Ostatniego dnia gdy już faktycznie wiedziałem w sercu, że to wszystko nie ma sensu, chciałem się z nim spotkać, ponieważ miał wolny dzień i byliśmy umówieni. Byłem po wizycie u psycholog, co prawda to nie była jej rada, ale moja decyzja po dojściu do wniosku, że oddaje facetom tak dużo, że zapominam o sobie i swojej godności. Niestety jego „bardzo ważne” obowiązki nie pozwoliły mu odpisywać konkretnie na żadną wiadomości, nie powiedział czy będzie wolny o godz. 19:00… Dopiero po 21:00 napisał pytanie co robię… nie odnosząc się do tego, ze się nie spotkał. Nie otrzymał już ode mnie żadnej odpowiedzi, do dziś mu nie napisałem absolutnie nic.

Ostatnio mnie nawet minął, właściwie dwa razy mnie minął w Siedlcach. Podczas pierwszego spotkania po tym wszystkim gadał z jakiś pedałkiem, a podczas drugiego perfidnie przeszedł obok stolika przy którym siedziałem z kimś służbowo.

Zakończyłem tą znajomość bez słowa – czyli tak, jak nie nie lubię gdy ktoś robi to w stosunku do mnie. Nie dał mi jednak szansy na zakończenie jej w inny sposób. Zrobiłem to w bardzo nieelegancki i mało dojrzały sposób z własnej inicjatywy. Czułem wobec niego złość i zażenowanie, że się dałem nabrać kolejnemu idiocie. Tego dnia kiedy chciałem się z nim zobaczyć wieczorem po powrocie z Warszawy spotkałem koleżankę, która razem ze mną spotkała mojego byłego chłopaka. Pawła z którym po tym jak zerwałem kontakt – Przemysław się poznał doskonale wiedząc, że jest to mój były chłopak, który podobnie jak on mnie wykorzystał…

Żegnaj na zawsze Przemku, tego nie da się naprawić…
Żegnaj na zawsze, choć ciężko to zapomnieć…
Żegnaj na zawsze, bo chcę być szczęśliwy…
Żegnaj bo może pojawi się ktoś kto mi to wszystko da…
I dziękuję za kolejną nić do mojego ostatniego garnituru…

Całe nasze życie to walka ze sobą, arena dążenia do sukcesu…

Często zapominamy, że przy realizacji pewnych planów nie powinno się krzywdzić drugiego człowieka. Niestety dzisiejszy świat jest skonstruowany w ten sposób, że jeśli się komuś nie „dopierdoli” to się jest odstającym od pewnych zasad kosmitą.

Zostałem wykorzystany nie tyle co pod względem seksualnym (bo akurat od tego jestem ja*) ale pod względem uczuciowym, finansowym dość często. I jak się z tym czuję zapytacie… a jakbyście się czuli?

Nie rozumiem jak można wykorzystywać drugiego człowieka po to by osiągnąć mniejszy bądź większy sukces. Obiecuje się drugiej osobie wiele, a tak naprawdę są to tylko czcze obietnice podobne do tych, które będą nam najprawdopodobniej składać politycy w kolejnym roku wyborczym. Tylko, że obietnice polityków są mniej krzywdzące dla jednostki, niż obietnica jednostki względem jednostki.

Zawsze myślę, że każda nowo poznana osoba mnie nie wykorzysta – tak zakładam, aczkolwiek w pewnym stopniu jest ten margines niepewności wywołany przeszłością. Każde spotkanie z drugim człowiekiem jest to okazja, aby wymienić się pewnymi doświadczeniami. Spotkanie to próba zaczerpnięcia czegoś nowego w moim życiu, to próba przebaczenia i wybaczenia. To próba naprawy i żalu za to wszystko co się wydarzyło.

Gdy osiągamy swoje zaplanowane sukcesy i kiedy tak po prostu, bez nasycenia mamy wszystko, to nie mamy jednak poczucia satysfakcji. I gdy te poczucie braku satysfakcji jest tak duże to zostawiamy osoby, które nam albo pomogły albo były narzędziem w osiągnięciu sukcesu. Naprawdę boli usłyszeć pod koniec wszystkiego „Myślisz tylko o sobie, nie zatruwaj nam życia!”. Tylko ten ktoś zapomniał – że dzięki mnie mógł wyjechać z podlaskiej przygranicznej wsi. Dzięki mojej nocnej rekomendacji i rezygnacji! Nie mam zbytnio pretensji do tej osoby, niektórzy są intelektualnie upośledzeni po Czernobylu.

*Oczywiście jest to nieprawda.