Układ czy związek?

Ostatnio bardzo modnym zjawiskiem są układy seksualne, tj. nie ma uczucia i wchodzenia sobie w życie. Wszystko sprowadza się do czynności seksualnej. Brutalnie mówiąc spuszczenia się na kogoś lub komuś w odbytnicę.

Kiedy zrobiłem sobie zestawienie takiego zachowania, to nie widziałem większego sensu w takim układzie. Niemniej jednak sensu w związku także już nie dostrzegam. Układ dla mnie to nic innego, niż mechaniczna stała czynność powtarzana z tą samą osobą. Równie dobrze, można to porównać do „uprawniania” seksu z gumową lalką lub owieczką. Oczywiście nie da się wskrzesić uczucia w tym gumowym gadżecie seksualnym, ale można je traktować z uczuciem. Przypomniał mi  się właśnie spektakl „Mały ma dziewczynę” w Teatrze Ochoty. Jego treść opiera się na tym, że autystyczny chłopak przyprowadził swoją dziewczynę w celu przedstawienia rodzinie. Dziewczynę o imieniu Blanka, która właśnie była gumowym gadżetem z otwartymi ustami, karmionymi drożdżowym ciastem.

Być może seks-układ jest jakimś rozwiązaniem, jeśli ktoś nie chce się wiązać z kimś. Jednak nie mogę nadal odkryć fenomenu tego rozwiązania tj. celu większego niż puste zaspokojenie potrzeby. Co prawda związek opiera się w dużej mierze na seksie, ale ma dla mnie jakieś większe odbicie w rzeczywistości.

Patrząc na to co się dzieje i jaka moda panuje wśród homosiów – odechciewa mi się nich i z każdym nowo poznanym przedstawicielem tej populacji, bierze mnie jeszcze większe obrzydzenie.

„Mamo jestem gejem” – pokłosie 3 lat…

Dzień Kobiet – czyli dzień kiedy nigdy nie kupię kwiatów, dla tej której kocham. Bo jej nigdy nie będzie. Mamo – jestem gejem… powiedziałem do matki przez łzy siedząc na przeciwko niej przy stole. Nie mogła w to uwierzyć, nie pogodziła się do dziś…

Dokładnie 8 marca 2012 roku powiedziałem swojej matce kim jestem naprawdę. Chodziło to za mą od dłuższego czasu. R. (moja przyjaciółka) nie wierzyła, że powiem… Próbowałem się do niej wtedy dodzwonić bezskutecznie. Miała wyciszony telefon, a ja zapłakany dałem po rozmowie z matką wpis na Facebook’u „nic już nie będzie takie samo…” i wtedy uwierzyła w to co mówiłem.

Pamiętam ten dzień i kolejne dni tak dokładnie, że jestem w stanie je w całości opowiedzieć. Pamiętam jeden istotny element, którym było skłócenie z Radkiem – którego wtedy uważałem za przyjaciela, ale nim nie był…  Nie miałem wtedy nikogo, byłem sam… choć wiedziałem, że jutro czeka mnie widzenie z nimi…

Matka nie mogła przyjąć tej wiadomości… do dziś z tym się nie może pogodzić. Co prawda od lat nie rozmawiamy na ten temat i pokłosiem mojego wyjścia z szafy jest zwyczajne podejrzenie o to, że z kimś się spotykam i ciągłe sprawdzanie kiedy wrócę oraz gdzie jestem. Podobnie gdy ktoś zadzwoni przez telefon, zaraz pyta kto dzwonił, albo gdy komuś mówię „cześć” to pyta kim on jest…

Pamiętam do dziś jej niezadowolenie gdy zaczynałem studia na Politechnice, twierdziła „brzydki budynek” ale w sercu miała coś innego. Za to bardzo uradowana była, gdy wyprowadzałem się z Rembertowa….

Po trzech latach nie mogę stwierdzić, że żałuje. Z całą pewnością nie żałuje tego, że powiedziałem. Wynika to z faktu, że umrze świadoma, że jej najmłodszy syn ssie kutasy. Ktoś zapytał mnie kiedyś, jak się czuje z tym, że mam zakaz spotykania się w domu z chłopakiem? Jak sobie wyobrażam budowanie związku na tej zasadzie oraz jak odbieram fakt, że matka nigdy nie będzie chciała poznać mojego partnera?

Cóż… nie boli w każdym razie. Jestem osobą, która godzi się z tym czego oczekuje ode mnie drugi człowiek – mam odejść, odejdę. Mam zostać, zostanę… Tak jest również w tej sytuacji. Matka nie musi poznać nigdy mojego partnera. Zresztą na chwilę obecną jego nie mam i nie planuje mieć. Nie bez przyczyny usunąłem fellow, dla mnie nie ma faceta na tej planecie. Wszytko to jakieś cymbaliska z fiutkami zrobionymi z klocków lego… Tak więc budowanie związku nie jest możliwe z faktu zakazu spotykania się w domu. Po prostu wynika to z braku cementu do pustaka jakim ja jestem. Cement z połączeniu z pustakiem, którego się zaakceptuje – dalby możliwość wybudowania bezpiecznego domu o nazwie „związek”. Bo związek to bezpieczeństwo, to coś pięknego!

Oczywiście, ujawnienie się przed matką było tez częściowo ujawnieniem się przed szerszym gronem znajomych: Natalią, Marysia, Agatą, Dorotą… z każdym ujawnieniem się było łatwiej. Matka chciała mnie na początku zmienić. Pytała jaka jest przyjemność z brania do buzi, dawania dupy lub wkładania w dupę. Nie chciałem rozmawiać z nią na ten temat… Odesłałem ją do ojca by jej włożył w dupę i wtedy się dowie, bo ja po prostu nie wiem… jaka jest! Powiedziała wtedy, że będzie się za mnie modlić i pragnie bym poszedł do spowiedzi, bo może Bóg i ksiądz mi by pomógł. Tak… jeszcze by biedny doszedł w tej swojej budce z kratkami… W Boga wierzyłem, ale wtedy definitywnie odszedłem od Kościoła…

Dziś temat mojego homoseksualizmu, problemów i mnie samego jest tematem tabu. Nie rozmawiam z matką o niczym co dotyczy mnie samego, co dotyczy sfery psychologicznej. Nie rozmawiamy na temat tego czy jetem szczęśliwy i mojego homoseksualizmu.

Wiem jedno… nie pogodziła się i nigdy się z tym nie pogodzi. Jednak zmieniać mnie nie będzie… Mam nadzieję, że bycie homoseksualistą, co jest dla mnie czymś pięknym nie stworzy jej obrazu syna wiszącego na sznurku lub leżącego w trumnie. Bo mimo wszystko, jaka ona nie jest, to nie zasługuje na to by to zobaczyć (jak każda matka). Jednak chcieć to jedno… ale zrealizować to co się chce jest naprawę trudno. I choć nie chciałbym jeszcze odejść, to brakuje mi po prostu sił by walczyć.

Zaufanie jako gwarancja dobrego samopoczucia

Bardzo wiele razy słyszymy od kogoś „zaufaj mi…”. Czym jest zaufanie?, I czy bez zaufania można zbudować związek?, Czy trudno jest zaufać? Dziś na te trzy pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

W poprzednim swoim wpisie poruszyłem temat biseksualistów. Jak pewnie pamiętacie – nie darzę takich osób zaufaniem. Bo na zaufanie trzeba sobie zapracować, zasłużyć i dać takie świadectwo, które będzie jego gwarantem. Zaufanie dla mnie jest tym, że wierzę w drugą osobę, że mnie nie opuści, nie zdradzi, nie okłamie i będzie wobec mnie szczera. Dla mnie właśnie chwila zbliżenia się z kimś w sposób seksualny jest wtedy gdy komuś całkowicie zaufam.

Niewątpliwie ciężko jest zbudować związek bez zaufania. Jednak by mieć zaufanie do drugiej osoby, potrzeba dużo czasu, którego jednoznacznie nie da się określić. Mogą być to dni, tygodnie, lata, a nawet całe życie. Bardzo jestem zdumiony osobami heteroseksualnymi, które wstępują w związek małżeński, bo to jest dowód zaufania. W świecie osób homoseksualnych ciężko jest zbudować stałą relację, bo wymaga ona wiele pracy i poświęceń.

Trudno jest zaufać… Jeszcze trudniej jest zaufać, jeśli ktoś to zaufanie kiedykolwiek naruszył. Przeszłość niewątpliwie odciska swoje pięto na przyszłości, jak też na zaufaniu do drugiej osoby. Zawsze pojawiają się wtedy pytania, które są bardzo męczące. Byłbym bardzo szczęśliwym człowiekiem, gdybym mógł komuś zaufać tak jak ufałem kilka lat temu…